Witamy wszystkich, po naprawdę dłuuuugim czasie. Ten blog powstał w lato, a dziś mamy październik hmm. Jednak lenistwo wygrało, tak. Dlatego, w nagrodę napisałyśmy dłuższego one shota, oczywiście z naszym kochanym szipem (Kagesiem i Hinasiem jakby ktoś nie wiedział,lel.) No to co zapraszamy do czytania! Komentarze zawsze mile widziane. // k&k
~~~~
Burza emocji.
Trening skończył się jakieś dwie
godziny temu, na Sali znajdowałem się tylko z Kageyamą. -Wystaw mi! –krzyknąłem
z podnieceniem w głosie. Ustawiłem się pod siatką i już czekałem na nadlatującą
piłkę. Czułem się padnięty, jednakże chciałem jak najdłużej wytrzymać,
przedłużyć czas spędzony z nim.
- Idioto! Ile razy mam jeszcze Ci wystawiać?! – czarnowłosy jak zawsze spoglądał na mniejszego tym swoim chłodnym pełnym grymasu spojrzeniem. Hinata naprawdę działał mu na nerwy, jednakże nawet jakoś lubił ćwiczyć z nim sam na sam. W końcu tylko on potrafi odbierać jego wystawy. Nikt inny.
- Spróbuj teraz to odebrać – ustawił się do swojej pozycji rozgrywającego i zwinnie wycelował w miejsce w którym znajdował się rudzielec. Dokładnie obserwował każdy ruch Hinaty.
-Moja, moja! –wydarłem się, skoczyłem jak najwyżej.
Niestety znajdowałem się zbyt blisko siatki, kiedy odbierałem piłkę dostałem od
niej prosto w nos, ponieważ odbiła się
od siatki. Wylądowałem na czterech
literach. –Tss.. ałć. –masowałem dłonią nos, cholernie bolał, zauważyłem kątem
oka oddalającą się sylwetkę Tobio. Gwałtownie wstałem –Ej, jeszcze! Wystaw mi,
Kageyama jeszcze raz! –zagryzłem dolną wargę.
Tobio wziął swoją torbę na
ramię i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę wyjścia, niestety krzyki Hinaty
wciąż go zatrzymywały więc gwałtownie się odwrócił i podszedł do niego – Daj mi
spokój! Ćwiczyliśmy po zakończeniu treningu aż 2 godziny. Zresztą zobacz ciemno
już jest. Pf – znowu nie miał ochoty spojrzeć na Hinate jednak to zrobił i
szybko odwrócił od niego wzrok – Jutro też możemy potrenować. A należy nam się
jakiś odpoczynek. Szczególnie Tobie.
-Oj no weź, jeszcze raz! – zachwiałem się. Ech.. a może ma
rację. Szkoda, naprawdę czas płynie niesamowicie szybko. Westchnąłem
zrezygnowany, kiedy nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Udałem lekkie
przerażenie w oczach, kiedy spojrzałem w okna. –Uhm.. c-ciemno. K-Kageyama,
wracamy razem? –spojrzałem na niego z zapałem.
Znów zaczął mu się przyglądać, jakoś
poczuł się Kageyama trochę szczęśliwy. Mimo, że Hinata był denerwującym
dzieciakiem umiał być całkiem uroczy i przy nim dopiero Tobio mógł być sobą. –
Tsa. Możemy wracać. Wszystko mi jedno – Czemu
zawsze muszę być dla niego taki podły? Czy to przez mój charakter? A może
specjalnie nie chce się do niego zbliżać? znowu ta sama myśl krążyła
rozgrywającemu po głowie. Kiedy obaj wyszli przed hale zaczął czarnowłosy
zagadywać – Hinata, daleko mieszkasz?
Spodziewałem się odmówienia ze
strony kolegi z drużyny. Jednakże, ucieszyła mnie jego odpowiedź. Szczęśliwy
złapałem swoją torbę, przełożyłem pasek tobołu przez ramię. Dotrzymywałem mu
kroku.
-Hmm? Aa.. um no trochę, dlatego jeżdżę rowerem. –podbiegłem do bramek, gdzie
przypięty był mój rowerek. Wróciłem do niego prowadząc swój wóz. –A Ty?
Mieszkasz daleko? Chyba nie? Bo czasem Cię widzę jak biegasz w pobliżu szkoły,
nie raz chciałem Cię zawołać głupku i się schować haha. –zaśmiałem się.
- Anoo.. mieszkam całkiem blisko. Parę minut i już jestem
w domu – dalej Kageyama szedł ze spokojnym wyrazem twarzy, jednak ciągle go coś
trapiło. Szczególnie ta dziwna myśl o Hinacie – I kogo niby nazywasz głupkiem
idioto? Pff – dźgnął go tym razem w brzuch – Jak byłeś w pobliżu mogłeś po
prostu do mnie podbiec a nie się chować dziwaku.. – Nagle pojawił się wielki
błysk na niebie i mocno zaczęło grzmieć. Los tak chciał, że zaczęło popadywać
aż w końcu rozpętała się mocna ulewa.
-Oo.. Ach, n-nie chciałem Ci zawracać głowy. –złapałem się
za brzuszek. –Ał kretynie! –skrzywiłem się. Co
ten debil mnie dźga, pff jak bym ja go tak załatwił to by już było po mnie!
Myślałem gorączkowo, nagle ochłonąłem. Kropla deszczu spadła mi na powiekę,
przetarłem oczko. Kolejne krople gwałtownie padały z nieba. No nie, dlaczego się rozpadało? Pewnie, będę
musiał sam wracać na rowerze a Kagey pobiegnie do domu. Posmutniałem. –Nie
mam parasola.. a leje jak z cebra.
- Oo.. ja chyba mam jedną parasolkę! – Kageyama szybko
zaczął przetrząsać całą torbę. Uff, na szczęście ją wpakował rano. Przynajmniej
nie zmoknie. Ale.. Hmm.. Co z Hinatą?
Powinienem mu zaoferować pomoc ale to w sumie nie w moim stylu. Uhh.. Przecież
go tak nie zostawię – Słuchaj, jak chcesz możemy iść do… mnie. Może akurat
przestanie padać to wtedy będziesz mógł pojechać do domu. Serio mieszkam
niedaleko więc – wzruszył ramionami, udawał, że nic go to nie obchodzi. Ale w
sumie dlaczego tak bardzo stresowała go wyczekiwana odpowiedź Hinaty?
-Mhm, ta.. –spuściłem głowę, lecz szybko ją podniosłem.
–Zaraz c-co? D-do Ciebie, d-do d-domu? –troszkę się zdenerwowałem, nie
spodziewałem się tego po nim. Przecież, on mnie chyba nawet nie lubi tylko
znosi. Moje policzki lekko się zaczerwieniły. –U-uhm.. d-dobra, czemu nie.
–przełknąłem ślinę, w głębi serca cieszyłem się, że spędzę z nim kolejne x
czasu! Przysunąłem się bliżej jego, bo ta parasolka nie należała do
największych, stykałem się z nim łokciem.
Szli trochę w niezręcznej
ciszy. Jedynie co było słyszeć to deszcz. Nawet żadnej żywej istoty nie było na
dworze. Po prostu tylko On i Hinata. Hinata i On - Sorry, za ten ścisk pod tą
parasolką ale raczej nie nadaje się ona dla dwóch osób. Ale myślę, że jakoś do
mnie dojdziemy – co jakiś czas czuł Tobio dziwny przeszywający go prąd przez
ten mały dotyk Hinaty. Trochę go to denerwowało, że jego ciało tak dziwnie
reagowało przez tego małego rudzielca. Po paru minutach w końcu doszli pod jego
dom – Ok. A więc jesteśmy na miejscu – podeszli pod drzwi wejściowe, był tam
mały daszek więc czarnowłosy złożył parasolkę – Możesz tu podpiąć rower. Nie
powinien Ci go nikt ukraść.
Co jakiś czas zerkałem na
swojego towarzysza. Nie wiem czemu, ale zawsze kiedy na niego spojrzę to czułem
wyraźne motylki w brzuchu. To dziwne, naprawdę. Nie rozumiałem tego uczucia i
jakoś nie próbowałem jego zrozumieć do czasu, kiedy znaleźliśmy się pod jego
domem. Kagey naprawdę, miło się zachowuje w stosunku do niego. A Hinata kocha
miłych ludzi, chociaż Kageyama jest przeciwieństwem uprzejmego człowieka. Mimo
to nie przeszkadzało mi to. Oparłem rower o płot i przypiąłem specjalną linką.
Odwróciłem się w jego stronę i kichnąłem.. na jego.. koszulkę.. –A-aa! P-przepraszam, p-przepraszam.
–próbowałem powstrzymać się od śmiechu, nie wypadało się śmiać z osoby która
proponuje Ci gościnę.
- HINATA. IDIOTO - złapał go mocno za głowę bo widział, że mały chciał się już wyraźnie zacząć śmiać - Pff - puścił go, otworzył drzwi i weszli obaj do domu. Od razu Tobio ściągnął koszulkę jak tylko przeszli przez próg - Przez Ciebie imbecylu musze się przebierać - zrobił ten swój znany grymas ale potem szybko się uspokoił - Ehh. dobra, nieważne. I tak w sumie bym to zrobił po treningu. Chodź na górę. Tam jest mój pokój - Zaczął iść pierwszy po schodach.
- HINATA. IDIOTO - złapał go mocno za głowę bo widział, że mały chciał się już wyraźnie zacząć śmiać - Pff - puścił go, otworzył drzwi i weszli obaj do domu. Od razu Tobio ściągnął koszulkę jak tylko przeszli przez próg - Przez Ciebie imbecylu musze się przebierać - zrobił ten swój znany grymas ale potem szybko się uspokoił - Ehh. dobra, nieważne. I tak w sumie bym to zrobił po treningu. Chodź na górę. Tam jest mój pokój - Zaczął iść pierwszy po schodach.
-Ałć, ałć puszczaj mnie, puszczaj, głupku! –machałem panicznie rękoma. Już chciałem kopnąć go w piszczel, ale mnie puścił, ma szczęście, pf! Przeskoczyłem próg –Przepraszam za najście! -powiedziałem i z radością spojrzałem na jego. Boskie bary przykuły moją uwagę, chociaż prawie codziennie go widzę w szatni. Zarumieniłem się po same koniuszki uszu, odwróciłem wzrok. Szedłem grzecznie za nim, starając się nie patrzeć na niego. W między czasie rozglądałem się po pomieszczeniu. –Ładnie Ty tutaj masz.
-Hm? A dzięki. Jakoś tak pomieszkuję – wszedł do pokoju,
od razu wyjął ze swojej szafki czystą czarną koszulkę którą szybko włożył, znów
spojrzał na Hinate – Przynieść ci coś do picia? W sumie to chyba pierwszy raz u
mnie jesteś – usiadł na łóżku i odpalił tv by coś grało Boże. Dlaczego wciąż kieruje mną jakieś dziwne uczucie? Stresuje się
sam nie wiem czym.
Wszedłem niepewnie do jego pokoju. –Łoo. –rozglądałem się,
panował tutaj niezły porządek nie to co u mnie. Spojrzałem na niego, uff nie
kusił mnie już swoim pół nagim ciałem. –Uhm.. j-jak możesz to poproszę.
–powiedziałem cichutko, chłodno mi było i przede wszystkim mokro. Nieźle
zmokłem, mimo że szedłem pod parasolem. Ściągnąłem torbę i położyłem ją obok
stoliczka, na którym leżały jakieś dwie książki, notes, pilot od telewizora i
miska z owocami. Usiadłem na dywanie, denerwowałem się trochę. Nie wierzyłem,
że znajduję się w domu Kageyamy, czy to
sen?
- Ok, no to zaraz przyjdę - wstał i zszedł na dół, nalał im jakiegoś pomarańczowego soku bo tylko to miał w lodówce nie licząc wody. Po co ja go tu przyprowadziłem? Nie ogarniam już samego siebie. Tobio co się z tobą kurna dzieje.. - Ehh - Po jakimś czasie znowu do niego wrócił. Wstąpił jeszcze po drodze po ręcznik do łazienki i wszedł do pokoju, w którym siedział Hinata - Łap - rzucił mu tym ręcznikiem prosto w twarz - Mokry jesteś, więc powinieneś też się przebrać - znowu coś wyszperał z szafki, usiadł obok niego i mu podał - Może być trochę za duża ale to chyba lepsze niż nic.
Kiwnąłem głową, przetarłem dłonią
spocone czoło. Zająłem się oglądaniem jakiegoś reallity show w tv. Zdjąłem z
twarzy ręcznik, którym raczył mnie rzucić ten idiota. Lekko się rumieniąc
podziękowałem mu. Ściągnąłem z siebie wilgotną koszulkę, wytarłem się
ręczniczkiem i szybko wślizgnąłem się o co najmniej cztery rozmiary za duży
t-shirt od Kageyamy. O matko, czuję
wyraźny zapach jego. Dosłownie na moich policzkach można smażyć jajka. Wstałem
i obróciłem się wokół własnej osi. –Jaka duża, Ty Guliwerze! –zachichotałem,
spodobał mi się ten ciuch.
Na dworze w dalszym ciągu nieźle grzmiało. Podskoczyłem ze strachu, nie lubiłem
burz już nie wspomnę o
błyskawicach.
Kageyama wciąż się przypatrywał Hinacie. Trzeba przyznać, że
wyglądał w jego koszulce naprawdę rozkosznie i uroczo. Zaraz co? Uroczo? O czym ja w ogóle myślę! Czarnowłosy nieświadomie
lekko się zarumienił, ta myśl naprawdę była bardzo żenująca jak na niego. Więc,
szybko wstał i napił się soku by chwile ochłonąć. Spojrzał za okno – Uhh,
nieźle leje. Coś wątpię aby to szybko przeszło – znowu kątem oka spojrzał na
mniejszego rudzielca – Boisz się burzy?
-C-co? Ja się mam b-bać? Ha-ha! Nie b-bądź śmieszny, ja się
niczego nie boję! –skrzyżowałem ręce na piersi, odwróciłem głowę w drugą
stronę. Aaa matko, prawie się wydało, jak
się dowie to będzie się śmiać, nie mogę mu pozwolić na jakiegoś haka na mnie!
Usiadłem i oparłem się o jego łóżko, skuliłem nogi i udawałem, że zaciekawiły
mnie absurdalne bzdury puszczane w telewizji. Myślami byłem całkiem gdzie
indziej. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, że jestem u niego w domu, w dodatku
jego bluzce! Czy to dziwne, że się tak denerwuję? Obserwowałem go z profilu,
serce zaczęło walić mi jak oszalałe.
- Hmm.. Jasne. I dlatego trzęsiesz się jak galareta? Haha. –
znów usiadł koło Hinaty, ale tym razem nie spoglądał na niego tylko również
udawał, że coś go tam zaciekawiło w telewizji – W sumie nigdy nie mogłem
zrozumieć ludzi, którzy się boją burzy. Przecież to zwykłe wyładowania
elektryczne w atmosferze. Czysta fizyka. Nic więcej. Wziął do ręki pilot i
zaczął przełączać po kanałach, jednakże dość wyraźne głośne grzmoty zagłuszały
telewizor. W pewnym momencie było słychać wielkie spięcie i wszystko zgasło w
domu wraz ze światłem. Była zupełnie ciemna pustka – Kurna. Chyba spaliło mi
bezpieczniki – szybko spojrzał na rudzielca, by zobaczyć czy wszystko z nim w
porządku. W prawdziwe nie widział go dokładnie Kageyama, ale widział mniej
więcej jakiś zarys twarzy.
Sięgnąłem po szklankę z sokiem i
wypiłem duszkiem zawartość kubka. Kiedy nagle stała się ciemność, chciałem się
wydrzeć lecz w porę ugryzłem się w język, nie wyraźnie widziałem jego w tych
ciemnościach, on pewnie również mnie nie widział. Może to i dobrze, bo wyglądam
jak trup. Nienawidzę tego jak to się mówi, kiedy ‘’aniołki grają w kręgle w
niebie’’. Wystraszony i nieświadomy tego, że dłoń Kageyamy znajduje się pięć
centymetrów od niego. Przysunąłem się bliżej i położyłem dłoń na jego ręce.
–A-ale ciemno, h-ha ha.. –na początku nie zorientowałem się, że trzymam jego
łapę. W porę się ocknąłem i szybko zabrałem rękę, rumieniąc się niemiłosiernie.
–P-przepraszam!
Poczuł na swojej dłoni drobny
uścisk. Tobio zaczął się zastanawiać czy ten głupek zrobił to specjalnie a może
nieświadomie? Tak czy siak trochę to speszyło Kageyame, bo wcale mu to nie
przeszkadzało. Ba, nawet miał ochotę w dalszym ciągu go trzymać ale to było, by
już zdecydowanie dziwne. Więc po prostu krótko to skomentował – Spoko, nic się
nie stało – wstał z łóżka i zaczął szukać po pokoju latarki. Chociaż, ledwo mu
to wychodziło bo było zdecydowanie zbyt ciemno. Mrok dosłownie pochłaniał całe
światło w tym pomieszczeniu. Jedynie było widać zza okien lampy uliczne, które
chociaż trochę oświetlały pokój – Że też akurat dzisiaj musiał mi prąd siąść.
Ehhh.. Wybacz idioto ale chyba musimy się przez jakiś czas ponudzić. Chyba, że
uda mi się wyjść na dwór i to naprawić – w dalszym ciągu próbował grzebać w
szafkach.
-Hmpf, nie mów na mnie idioto, idiocie. –napuszyłem
policzki. –N-nie, z-zostań. Samo się naprawi, jak przejdzie brzydka pogoda.
–Kagey usiadł znów obok mnie. Bum-bum bum-bum, moje serce najprawdopodobniej
zaraz wyskoczy z płuc. Miałem tylko cichą nadzieję, że nie usłyszy mojego
zdenerwowania. W tej samej chwili ‘’aniołek na niebie’’ musiał wygrać jakiś ‘’Boski
nektar’’ i z tej radości zesłał na Ziemie ostry grzmot, który tak mnie
wystraszył, że aż krzyknąłem. –Aaaa! –dłonie same się trzęsły nie mogłem ich
uspokoić. Spojrzałem znów na kolegę i się do niego mocno przytuliłem. Nie
wiedziałem praktycznie co robię, czy dobrze robię. Strasznie nienawidziłem
takiej pogody.
- Haaa?! Co ty wyprawiasz?! – dobrze, że było ciemno bo
inaczej Hinata zobaczyłby jak bardzo się Tobio zarumienił, przez ten dotyk –
Puszczaj mnie! Hinata.. – spoglądał tak na niego i czuł na sobie, że jego
mniejszy kolega strasznie się trzęsie. Wow,
aż tak się on boi? Może zrobię raz wyjątek i postaram się być chociaż trochę
dla niego.. miły. – Nie masz się czego bać. W domu jest bezpiecznie –
trochę się Kageyama wahał czy go dotknąć czy nie, więc niechętnie ale jednak
objął swoimi dłońmi Hinate i zaczął go głaskać po głowie.
Po jakimś czasie zrozumiałem co właściwie się stało. Już
chciałem się odsunąć, ale Kageyama mnie również przytulił, a co lepsze nawet
głaskał po głowie. Mnie. Wtuliłem się w niego, wyraźnie czułem jego woń. Był
taki ciepły. Kocham to. Kocham go. Czułem się bezpieczny, nie w jego domu,
tylko w jego objęciach. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Zaczął go Tobio przytulać nieświadomie coraz bardziej, w
końcu głaskał go również delikatnie po plecach. Zbliżył swoją twarz do jego
włosków i wąchał delikatny zapach Hinaty. Było czuć od niego jeszcze deszcz.. Ahhh. Co ja wyprawiam?! Nie powinienem!
Szybko się opamiętał i od niego odsunął na dość bezpieczną odległość jednak
wciąż trzymał go w swoich objęciach, czuł że zaczyna się coraz bardziej
stresować. Ale tak bardzo podobało mu się to przytulanie z nim. Powinienem go puścić? A może nie? Eh. Tak,
raczej powinienem. Tak. Muszę go puścić. Tylko.. dlaczego nie potrafię
przestać? – Hinata. Przepraszam za
to co zrobię. Ale chciałbym coś sprawdzić – Tak.
Sprawdzić. A dokładnie moje uczucia. Nagle Kageyama złapał za twarz
chłopaka, walczył jeszcze ze sobą w środku czy aby, na pewno dobrze robi. Ale w
końcu przybliżył swoją twarz do niego tak, że był niebezpiecznie blisko.
Spojrzał mu jeszcze w oczy, szybko przymknął swoje i oddał pocałunek na jego
ustach.
Przytulałem się co raz to bliżej i bliżej. Tak, definitywnie
już się nie bałem. Chwile spędzone z wystawiającym są cudowne. Naprawdę go
kocham. Teraz to zrozumiałem, motylki w brzuchu nie były przypadkowym uczuciem.
Podniosłem głowę. –He? Ale c-co? –kiedy Tobio był tak blisko, paliłem się ze
wstydu. Poczułem na swoich wargach, miękkie usta Kageyamy. Zestresowałem się
trochę, na początku nie wiedziałem co mam zrobić, ale z czasem się rozluźniłem
i delikatnie odwzajemniałem pocałunek.
Czarnowłosy przestał się hamować
gdy tylko poczuł zaangażowanie Hinaty. Mogę
prawda? On mi pozwala, prawda? Zaczął coraz bardziej pogłębiać pocałunek,
wsunął mu dość szybko i zwinnie język przez co bawił się jego podniebieniem,
wciąż go namiętnie całując. Przez to wszystko zapomniał już właściwie, jak do
tego doszło. Nic się teraz nie liczyło oprócz tego, że ma go obok siebie tak
blisko Naprawdę nie rozumiem czemu to
robię. Zakochałem się? Nawet jeśli to wiem, że definitywnie nigdy mu tego nie
powiem.
Całowałem go namiętnie
najbardziej jak potrafię pokazałem na co mnie stać. Nie chciałem się odrywać od jego ust,
pokochałem je. Jednak zawstydzenie przejęło moje ciało, odchyliłem się.
Oblizałem usta i spojrzałem na niego błyszczącymi oczami. Łzy spływały mi po
policzkach. Otwierałem co jakiś czas buzie, chciałem wydusić z siebie jakieś
słowo, ale nie potrafiłem. W pokoju nagle stała się jasność, telewizor sam się włączył. Burza nareszcie
ucichła.
Spojrzałem na niego ze szklankami w oczach, uśmiechnąłem się. –Kocham Cię,
Kageyama. –zarumieniłem się, starałem się nie odwracać wzroku. Byłem jak
najbardziej poważny.
Prąd wrócił tak samo szybko jak zniknął. A wraz z nim
świadomość, która dopiero teraz uderzyła Kageyame. Co oni właśnie przed chwilą
zrobili? – Ano.. – Nie wiedział co powiedzieć, gdy widział płaczącego Hinate,
ale szybko zrozumiał jego miłosne wyznanie co bardzo go zszokowało – Jak to..
kochasz? – Tobio nie wiedział czy się cieszyć czy nie. Za dużo tych emocji na
raz, chciał już krzyknąć na niego, że tylko się nim zabawił. Że w końcu są przecież
tylko facetami więc gdzie w tym miłość? Ale zamiast tego to znów go pocałował w
te ciepłe usta po czym dodał – Ja.. chyba Ciebie
też – objął go mocno do siebie i zrozumiał, że naprawdę zakochał się w tym
idiocie.
Przeraziłem się. Adekwatnie bałem
się odrzucenia z jego strony, złapałem powietrze i już chciałem przyjąć ze
smutkiem jego odmowy, wyśmiania czy też wytykania palcem. To co usłyszałem było
chyba najmilszą rzeczą jaka mnie spotkała. Uśmiechnąłem się. Kiedy mnie
przytulił przymknąłem oczy. Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji. Dziś był najlepszy dzień w moim życiu, haha
nie wierzę. Cieszę się!
~~~~
Koniec.
Niestety dziewczyny, ale najpierw krytyka, dobrze? :) Nie pogniewacie się?
OdpowiedzUsuńNo, więc tak... Pierwsza rzecz, do której mam czelność się przyczepić, to błędy. Nie było ich wiele, jednak jakoś tak z lekka utrudniały czytanie. Druga rzecz, to odmienny rodzaj narracji. Wiem, że nie jest łatwo pisać w dwie czy więcej osoby (tak, piszę-pisałam), ale przez pół shota musiałam się dostosowywać do niej. Nie mówię, że jest to wada, która musi zostać usunięta. Wystarczy małe info, że tak to będzie wyglądać. Bo domyślam się, że piszecie w ten sposób, że jedna opisuje Kageyamę, a druga Hinatę, tak? ^^
I pochwały, których jest więcej niż krytyki! :3
One-shot mnie oczarował i po prostu go uwielbiam, i fangirluje, i co tam jeszcze można z shotem robić x3 Uczucia obu bohaterów bardzo dobrze opisane, strasznie spodobały mi się myśli postaci :D Hińcia w koszulce KaGEJA~ *-* Słodkością mnie zabiłyście, ale to dobrze, bardzo podobają mi się takie opowiadania ;3
Dobra, dzieweczki wy moje, wiedzcie, że macie we mnie stałego czytelnika! :* Życzę wam mnóstwa sukcesów, weny tonów i ogólnie, żeby lenistwo was nie zabiło... xD Ja sama też jestem strasznym leniuchem (ah, to nie wyrabianie się w terminach...), ale mam nadzieję, że dacie radę! :D Trzymam za was kciuki, kochane! ^^
Nie mam już pomysłów, co więcej napisać, ale wiem, że jak już wstawię ten komentarz, to przypomni mi się milion innych rzeczy, które chciałam wam powiedzieć XDD Więc... No, po prostu życzę wam udanej "kariery" blogerek <3 Jeny, jestem tak pozytywnie zaskoczona, że chcę was jeszcze chwalić, ale wstrzymam się do kolejnej notki, dobrze? x3
Pozdrawiam cieplutko, Lisa :>
O matuchno dziękujemy bardzo za taki miły komentarz ;____; <3 No przyznam rację, że trochę zwaliłam pisanie jako rudzielec. Chciałam spróbować jak się pisze w pierwszej osobie - nigdy więcej. Reszta naszych opowiadań będzie pisana w trzeciej osobie w dodatku będziemy podpisywać kwestie Hinaty jak i Kagejsa xD! Będziemy walczyć z leniem i w końcu może coś dodamy. Może coś świątecznego? W końcu święta co raz bliżej jakby nie patrzeć haha. Jeszcze raz Ci dziękujemy. To naprawdę milutkie i kochane, że ktoś skomentował naszą pracę. ♥ Pozdrawiamy cieplutko i ''do zobaczenia'' przy następnej notce. /Kimu
UsuńMuszę was jeszcze raz pochwalić... Siedzę sobie na przerwie i ktoś coś tam gada, gada, gada, a po chwili się pyta tak w przestrzeń "Kogo?", a ja takie "Kageya" XDD I potem ja w bekę, bo nikt nie wie, o co chodzi xD Ale naprawdę tak się zamyśliłam o tym waszym opku, że nie kontaktowałam w ogóle XD Możecie być z siebie dumne xD
UsuńI już wiem, kto pisze jako Hinata! :D Radość niby bez powodu, ale będę was chociaż rozróżniać jakoś... ;3
A i coś świątecznego może być. Nieważne. Ważne, żeby coś było xD
To jeszcze raz was pozdrawiam i motywuję, Lisa <3
Błędów na mase . Fabuła i pomysł na shota? Świetny , ale potrzebujecie bety . Więc polecam się :> piszcie na - pixeloot123@wp.pl
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że się wtrącam, naprawdę. Raczej nie przywykłam do wytykania błędów, ale cóż.
UsuńAmi-chan, jeszcze raz przepraszam, ale na pierwszy rzut oka nie widzę w Tobie bety. Może to tylko moje odczucia, ale muszę się nimi podzielić. Przed kropką i innymi znakami interpunkcyjnymi nigdy nie stawiamy spacji.
A po drugie, przepraszam za bycie taką zazdrośnicą, ale ja też chciałam Wam zaproponować bycie Waszą betą... I oczywiście przepraszam, za ten bezsensowny spam i przypuszczalne wywołanie wojny.
Ale jakby coś, to napiszecie, co do tej bety? undead.liseu@gmail.com
Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam, Lisa <3
P.S. Dziewczyny, jakie wy macie powodzenie! x3
Niezmiernie nam miło, że ktoś w ogóle jest zainteresowany w byciu naszą betą :D Napisałam już do Ciebie wiadomość na podany przez Ciebie email Lisa. Także czekamy na odpowiedź./Kion
Usuń