14.10.2014

Burza emocji - one shot!

Witamy wszystkich, po naprawdę dłuuuugim czasie. Ten blog powstał w lato, a dziś mamy październik hmm. Jednak lenistwo wygrało, tak. Dlatego, w nagrodę napisałyśmy dłuższego one shota, oczywiście z naszym kochanym szipem (Kagesiem i Hinasiem jakby ktoś nie wiedział,lel.) No to co zapraszamy do czytania! Komentarze zawsze mile widziane. // k&k

~~~~

Burza emocji.

Trening skończył się jakieś dwie godziny temu, na Sali znajdowałem się tylko z Kageyamą. -Wystaw mi! –krzyknąłem z podnieceniem w głosie. Ustawiłem się pod siatką i już czekałem na nadlatującą piłkę. Czułem się padnięty, jednakże chciałem jak najdłużej wytrzymać, przedłużyć czas spędzony z nim.

- Idioto! Ile razy mam jeszcze Ci wystawiać?! – czarnowłosy jak zawsze spoglądał na mniejszego tym swoim chłodnym pełnym grymasu spojrzeniem. Hinata naprawdę działał mu na nerwy, jednakże nawet jakoś lubił ćwiczyć z nim sam na sam. W końcu tylko on potrafi odbierać jego wystawy. Nikt inny.

- Spróbuj teraz to odebrać – ustawił się do swojej pozycji rozgrywającego i zwinnie wycelował w miejsce w którym znajdował się rudzielec. Dokładnie obserwował każdy ruch Hinaty.

-Moja, moja! –wydarłem się, skoczyłem jak najwyżej. Niestety znajdowałem się zbyt blisko siatki, kiedy odbierałem piłkę dostałem od niej prosto w nos, ponieważ odbiła  się od siatki.  Wylądowałem na czterech literach. –Tss.. ałć. –masowałem dłonią nos, cholernie bolał, zauważyłem kątem oka oddalającą się sylwetkę Tobio. Gwałtownie wstałem –Ej, jeszcze! Wystaw mi, Kageyama jeszcze raz! –zagryzłem dolną wargę.

Tobio wziął swoją torbę na ramię i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę wyjścia, niestety krzyki Hinaty wciąż go zatrzymywały więc gwałtownie się odwrócił i podszedł do niego – Daj mi spokój! Ćwiczyliśmy po zakończeniu treningu aż 2 godziny. Zresztą zobacz ciemno już jest. Pf – znowu nie miał ochoty spojrzeć na Hinate jednak to zrobił i szybko odwrócił od niego wzrok – Jutro też możemy potrenować. A należy nam się jakiś odpoczynek. Szczególnie Tobie.
-Oj no weź, jeszcze raz! – zachwiałem się. Ech.. a może ma rację. Szkoda, naprawdę czas płynie niesamowicie szybko. Westchnąłem zrezygnowany, kiedy nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Udałem lekkie przerażenie w oczach, kiedy spojrzałem w okna. –Uhm.. c-ciemno. K-Kageyama, wracamy razem? –spojrzałem na niego z zapałem.

Znów zaczął mu się przyglądać, jakoś poczuł się Kageyama trochę szczęśliwy. Mimo, że Hinata był denerwującym dzieciakiem umiał być całkiem uroczy i przy nim dopiero Tobio mógł być sobą. – Tsa. Możemy wracać. Wszystko mi jedno – Czemu zawsze muszę być dla niego taki podły? Czy to przez mój charakter? A może specjalnie nie chce się do niego zbliżać? znowu ta sama myśl krążyła rozgrywającemu po głowie. Kiedy obaj wyszli przed hale zaczął czarnowłosy zagadywać – Hinata, daleko mieszkasz?

Spodziewałem się odmówienia ze strony kolegi z drużyny. Jednakże, ucieszyła mnie jego odpowiedź. Szczęśliwy złapałem swoją torbę, przełożyłem pasek tobołu przez ramię. Dotrzymywałem mu kroku.
-Hmm? Aa.. um no trochę, dlatego jeżdżę rowerem. –podbiegłem do bramek, gdzie przypięty był mój rowerek. Wróciłem do niego prowadząc swój wóz. –A Ty? Mieszkasz daleko? Chyba nie? Bo czasem Cię widzę jak biegasz w pobliżu szkoły, nie raz chciałem Cię zawołać głupku i się schować haha. –zaśmiałem się.

- Anoo.. mieszkam całkiem blisko. Parę minut i już jestem w domu – dalej Kageyama szedł ze spokojnym wyrazem twarzy, jednak ciągle go coś trapiło. Szczególnie ta dziwna myśl o Hinacie – I kogo niby nazywasz głupkiem idioto? Pff – dźgnął go tym razem w brzuch – Jak byłeś w pobliżu mogłeś po prostu do mnie podbiec a nie się chować dziwaku.. – Nagle pojawił się wielki błysk na niebie i mocno zaczęło grzmieć. Los tak chciał, że zaczęło popadywać aż w końcu rozpętała się mocna ulewa.

-Oo.. Ach, n-nie chciałem Ci zawracać głowy. –złapałem się za brzuszek. –Ał kretynie! –skrzywiłem się. Co ten debil mnie dźga, pff jak bym ja go tak załatwił to by już było po mnie! Myślałem gorączkowo, nagle ochłonąłem. Kropla deszczu spadła mi na powiekę, przetarłem oczko. Kolejne krople gwałtownie padały z nieba. No nie, dlaczego się rozpadało? Pewnie, będę musiał sam wracać na rowerze a Kagey pobiegnie do domu. Posmutniałem. –Nie mam parasola.. a leje jak z cebra.

- Oo.. ja chyba mam jedną parasolkę! – Kageyama szybko zaczął przetrząsać całą torbę. Uff, na szczęście ją wpakował rano. Przynajmniej nie zmoknie. Ale.. Hmm.. Co z Hinatą? Powinienem mu zaoferować pomoc ale to w sumie nie w moim stylu. Uhh.. Przecież go tak nie zostawię – Słuchaj, jak chcesz możemy iść do… mnie. Może akurat przestanie padać to wtedy będziesz mógł pojechać do domu. Serio mieszkam niedaleko więc – wzruszył ramionami, udawał, że nic go to nie obchodzi. Ale w sumie dlaczego tak bardzo stresowała go wyczekiwana odpowiedź Hinaty?

-Mhm, ta.. –spuściłem głowę, lecz szybko ją podniosłem. –Zaraz c-co? D-do Ciebie, d-do d-domu? –troszkę się zdenerwowałem, nie spodziewałem się tego po nim. Przecież, on mnie chyba nawet nie lubi tylko znosi. Moje policzki lekko się zaczerwieniły. –U-uhm.. d-dobra, czemu nie. –przełknąłem ślinę, w głębi serca cieszyłem się, że spędzę z nim kolejne x czasu! Przysunąłem się bliżej jego, bo ta parasolka nie należała do największych, stykałem się z nim łokciem.

Szli trochę w niezręcznej ciszy. Jedynie co było słyszeć to deszcz. Nawet żadnej żywej istoty nie było na dworze. Po prostu tylko On i Hinata. Hinata i On - Sorry, za ten ścisk pod tą parasolką ale raczej nie nadaje się ona dla dwóch osób. Ale myślę, że jakoś do mnie dojdziemy – co jakiś czas czuł Tobio dziwny przeszywający go prąd przez ten mały dotyk Hinaty. Trochę go to denerwowało, że jego ciało tak dziwnie reagowało przez tego małego rudzielca. Po paru minutach w końcu doszli pod jego dom – Ok. A więc jesteśmy na miejscu – podeszli pod drzwi wejściowe, był tam mały daszek więc czarnowłosy złożył parasolkę – Możesz tu podpiąć rower. Nie powinien Ci go nikt ukraść.

Co jakiś czas zerkałem na swojego towarzysza. Nie wiem czemu, ale zawsze kiedy na niego spojrzę to czułem wyraźne motylki w brzuchu. To dziwne, naprawdę. Nie rozumiałem tego uczucia i jakoś nie próbowałem jego zrozumieć do czasu, kiedy znaleźliśmy się pod jego domem. Kagey naprawdę, miło się zachowuje w stosunku do niego. A Hinata kocha miłych ludzi, chociaż Kageyama jest przeciwieństwem uprzejmego człowieka. Mimo to nie przeszkadzało mi to. Oparłem rower o płot i przypiąłem specjalną linką. Odwróciłem się w jego stronę i kichnąłem.. na jego.. koszulkę..  –A-aa! P-przepraszam, p-przepraszam. –próbowałem powstrzymać się od śmiechu, nie wypadało się śmiać z osoby która proponuje Ci gościnę. 
- HINATA. IDIOTO - złapał go mocno za głowę bo widział, że mały chciał się już wyraźnie zacząć śmiać - Pff - puścił go, otworzył drzwi i weszli obaj do domu. Od razu Tobio ściągnął koszulkę jak tylko przeszli przez próg - Przez Ciebie imbecylu musze się przebierać - zrobił ten swój znany grymas ale potem szybko się uspokoił - Ehh. dobra, nieważne. I tak w sumie bym to zrobił po treningu. Chodź na górę. Tam jest mój pokój - Zaczął iść pierwszy po schodach.


-Ałć, ałć puszczaj mnie, puszczaj, głupku! –machałem panicznie rękoma. Już chciałem kopnąć go w piszczel, ale mnie puścił, ma szczęście, pf! Przeskoczyłem próg –Przepraszam za najście! -powiedziałem i z radością spojrzałem na jego. Boskie bary przykuły moją uwagę, chociaż prawie codziennie go widzę w szatni. Zarumieniłem się po same koniuszki uszu, odwróciłem wzrok. Szedłem grzecznie za nim, starając się nie patrzeć na niego. W między czasie rozglądałem się po pomieszczeniu. –Ładnie Ty tutaj masz.

-Hm? A dzięki. Jakoś tak pomieszkuję – wszedł do pokoju, od razu wyjął ze swojej szafki czystą czarną koszulkę którą szybko włożył, znów spojrzał na Hinate – Przynieść ci coś do picia? W sumie to chyba pierwszy raz u mnie jesteś – usiadł na łóżku i odpalił tv by coś grało Boże. Dlaczego wciąż kieruje mną jakieś dziwne uczucie? Stresuje się sam nie wiem czym.
Wszedłem niepewnie do jego pokoju. –Łoo. –rozglądałem się, panował tutaj niezły porządek nie to co u mnie. Spojrzałem na niego, uff nie kusił mnie już swoim pół nagim ciałem. –Uhm.. j-jak możesz to poproszę. –powiedziałem cichutko, chłodno mi było i przede wszystkim mokro. Nieźle zmokłem, mimo że szedłem pod parasolem. Ściągnąłem torbę i położyłem ją obok stoliczka, na którym leżały jakieś dwie książki, notes, pilot od telewizora i miska z owocami. Usiadłem na dywanie, denerwowałem się trochę. Nie wierzyłem, że znajduję się w domu Kageyamy, czy to sen?

- Ok, no to zaraz przyjdę - wstał i zszedł na dół, nalał im jakiegoś pomarańczowego soku bo tylko to miał w lodówce nie licząc wody. Po co ja go tu przyprowadziłem? Nie ogarniam już samego siebie. Tobio co się z tobą kurna dzieje.. - Ehh - Po jakimś czasie znowu do niego wrócił. Wstąpił jeszcze po drodze po ręcznik do łazienki i wszedł do pokoju, w którym siedział Hinata - Łap - rzucił mu tym ręcznikiem prosto w twarz - Mokry jesteś, więc powinieneś też się przebrać - znowu coś wyszperał z szafki, usiadł obok niego i mu podał - Może być trochę za duża ale to chyba lepsze niż nic.

Kiwnąłem głową, przetarłem dłonią spocone czoło. Zająłem się oglądaniem jakiegoś reallity show w tv. Zdjąłem z twarzy ręcznik, którym raczył mnie rzucić ten idiota. Lekko się rumieniąc podziękowałem mu. Ściągnąłem z siebie wilgotną koszulkę, wytarłem się ręczniczkiem i szybko wślizgnąłem się o co najmniej cztery rozmiary za duży t-shirt od Kageyamy. O matko, czuję wyraźny zapach jego. Dosłownie na moich policzkach można smażyć jajka. Wstałem i obróciłem się wokół własnej osi. –Jaka duża, Ty Guliwerze! –zachichotałem, spodobał mi się ten ciuch.
Na dworze w dalszym ciągu nieźle grzmiało. Podskoczyłem ze strachu, nie lubiłem burz już nie wspomnę  o błyskawicach. 

Kageyama wciąż się przypatrywał Hinacie. Trzeba przyznać, że wyglądał w jego koszulce naprawdę rozkosznie i uroczo. Zaraz co? Uroczo? O czym ja w ogóle myślę! Czarnowłosy nieświadomie lekko się zarumienił, ta myśl naprawdę była bardzo żenująca jak na niego. Więc, szybko wstał i napił się soku by chwile ochłonąć. Spojrzał za okno – Uhh, nieźle leje. Coś wątpię aby to szybko przeszło – znowu kątem oka spojrzał na mniejszego rudzielca – Boisz się burzy?

-C-co? Ja się mam b-bać? Ha-ha! Nie b-bądź śmieszny, ja się niczego nie boję! –skrzyżowałem ręce na piersi, odwróciłem głowę w drugą stronę. Aaa matko, prawie się wydało, jak się dowie to będzie się śmiać, nie mogę mu pozwolić na jakiegoś haka na mnie! Usiadłem i oparłem się o jego łóżko, skuliłem nogi i udawałem, że zaciekawiły mnie absurdalne bzdury puszczane w telewizji. Myślami byłem całkiem gdzie indziej. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, że jestem u niego w domu, w dodatku jego bluzce! Czy to dziwne, że się tak denerwuję? Obserwowałem go z profilu, serce zaczęło walić mi jak oszalałe.

- Hmm.. Jasne. I dlatego trzęsiesz się jak galareta? Haha. – znów usiadł koło Hinaty, ale tym razem nie spoglądał na niego tylko również udawał, że coś go tam zaciekawiło w telewizji – W sumie nigdy nie mogłem zrozumieć ludzi, którzy się boją burzy. Przecież to zwykłe wyładowania elektryczne w atmosferze. Czysta fizyka. Nic więcej. Wziął do ręki pilot i zaczął przełączać po kanałach, jednakże dość wyraźne głośne grzmoty zagłuszały telewizor. W pewnym momencie było słychać wielkie spięcie i wszystko zgasło w domu wraz ze światłem. Była zupełnie ciemna pustka – Kurna. Chyba spaliło mi bezpieczniki – szybko spojrzał na rudzielca, by zobaczyć czy wszystko z nim w porządku. W prawdziwe nie widział go dokładnie Kageyama, ale widział mniej więcej jakiś zarys twarzy.

Sięgnąłem po szklankę z sokiem i wypiłem duszkiem zawartość kubka. Kiedy nagle stała się ciemność, chciałem się wydrzeć lecz w porę ugryzłem się w język, nie wyraźnie widziałem jego w tych ciemnościach, on pewnie również mnie nie widział. Może to i dobrze, bo wyglądam jak trup. Nienawidzę tego jak to się mówi, kiedy ‘’aniołki grają w kręgle w niebie’’. Wystraszony i nieświadomy tego, że dłoń Kageyamy znajduje się pięć centymetrów od niego. Przysunąłem się bliżej i położyłem dłoń na jego ręce. –A-ale ciemno, h-ha ha.. –na początku nie zorientowałem się, że trzymam jego łapę. W porę się ocknąłem i szybko zabrałem rękę, rumieniąc się niemiłosiernie. –P-przepraszam!

Poczuł na swojej dłoni drobny uścisk. Tobio zaczął się zastanawiać czy ten głupek zrobił to specjalnie a może nieświadomie? Tak czy siak trochę to speszyło Kageyame, bo wcale mu to nie przeszkadzało. Ba, nawet miał ochotę w dalszym ciągu go trzymać ale to było, by już zdecydowanie dziwne. Więc po prostu krótko to skomentował – Spoko, nic się nie stało – wstał z łóżka i zaczął szukać po pokoju latarki. Chociaż, ledwo mu to wychodziło bo było zdecydowanie zbyt ciemno. Mrok dosłownie pochłaniał całe światło w tym pomieszczeniu. Jedynie było widać zza okien lampy uliczne, które chociaż trochę oświetlały pokój – Że też akurat dzisiaj musiał mi prąd siąść. Ehhh.. Wybacz idioto ale chyba musimy się przez jakiś czas ponudzić. Chyba, że uda mi się wyjść na dwór i to naprawić – w dalszym ciągu próbował grzebać w szafkach.

-Hmpf, nie mów na mnie idioto, idiocie. –napuszyłem policzki. –N-nie, z-zostań. Samo się naprawi, jak przejdzie brzydka pogoda. –Kagey usiadł znów obok mnie. Bum-bum bum-bum, moje serce najprawdopodobniej zaraz wyskoczy z płuc. Miałem tylko cichą nadzieję, że nie usłyszy mojego zdenerwowania. W tej samej chwili ‘’aniołek na niebie’’ musiał wygrać jakiś ‘’Boski nektar’’ i z tej radości zesłał na Ziemie ostry grzmot, który tak mnie wystraszył, że aż krzyknąłem. –Aaaa! –dłonie same się trzęsły nie mogłem ich uspokoić. Spojrzałem znów na kolegę i się do niego mocno przytuliłem. Nie wiedziałem praktycznie co robię, czy dobrze robię. Strasznie nienawidziłem takiej pogody.

- Haaa?! Co ty wyprawiasz?! – dobrze, że było ciemno bo inaczej Hinata zobaczyłby jak bardzo się Tobio zarumienił, przez ten dotyk – Puszczaj mnie! Hinata.. – spoglądał tak na niego i czuł na sobie, że jego mniejszy kolega strasznie się trzęsie. Wow, aż tak się on boi? Może zrobię raz wyjątek i postaram się być chociaż trochę dla niego.. miły. – Nie masz się czego bać. W domu jest bezpiecznie – trochę się Kageyama wahał czy go dotknąć czy nie, więc niechętnie ale jednak objął swoimi dłońmi Hinate i zaczął go głaskać po głowie.

Po jakimś czasie zrozumiałem co właściwie się stało. Już chciałem się odsunąć, ale Kageyama mnie również przytulił, a co lepsze nawet głaskał po głowie. Mnie. Wtuliłem się w niego, wyraźnie czułem jego woń. Był taki ciepły. Kocham to. Kocham go. Czułem się bezpieczny, nie w jego domu, tylko w jego objęciach. Uśmiechnąłem się pod nosem.  

Zaczął go Tobio przytulać nieświadomie coraz bardziej, w końcu głaskał go również delikatnie po plecach. Zbliżył swoją twarz do jego włosków i wąchał delikatny zapach Hinaty. Było czuć od niego jeszcze deszcz.. Ahhh. Co ja wyprawiam?! Nie powinienem! Szybko się opamiętał i od niego odsunął na dość bezpieczną odległość jednak wciąż trzymał go w swoich objęciach, czuł że zaczyna się coraz bardziej stresować. Ale tak bardzo podobało mu się to przytulanie z nim. Powinienem go puścić? A może nie? Eh. Tak, raczej powinienem. Tak. Muszę go puścić. Tylko.. dlaczego nie potrafię przestać?   – Hinata. Przepraszam za to co zrobię. Ale chciałbym coś sprawdzić – Tak. Sprawdzić. A dokładnie moje uczucia. Nagle Kageyama złapał za twarz chłopaka, walczył jeszcze ze sobą w środku czy aby, na pewno dobrze robi. Ale w końcu przybliżył swoją twarz do niego tak, że był niebezpiecznie blisko. Spojrzał mu jeszcze w oczy, szybko przymknął swoje i oddał pocałunek na jego ustach.

Przytulałem się co raz to bliżej i bliżej. Tak, definitywnie już się nie bałem. Chwile spędzone z wystawiającym są cudowne. Naprawdę go kocham. Teraz to zrozumiałem, motylki w brzuchu nie były przypadkowym uczuciem. Podniosłem głowę. –He? Ale c-co? –kiedy Tobio był tak blisko, paliłem się ze wstydu. Poczułem na swoich wargach, miękkie usta Kageyamy. Zestresowałem się trochę, na początku nie wiedziałem co mam zrobić, ale z czasem się rozluźniłem i delikatnie odwzajemniałem pocałunek.

Czarnowłosy przestał się hamować gdy tylko poczuł zaangażowanie Hinaty. Mogę prawda? On mi pozwala, prawda? Zaczął coraz bardziej pogłębiać pocałunek, wsunął mu dość szybko i zwinnie język przez co bawił się jego podniebieniem, wciąż go namiętnie całując. Przez to wszystko zapomniał już właściwie, jak do tego doszło. Nic się teraz nie liczyło oprócz tego, że ma go obok siebie tak blisko Naprawdę nie rozumiem czemu to robię. Zakochałem się? Nawet jeśli to wiem, że definitywnie nigdy mu tego nie powiem.

Całowałem go namiętnie najbardziej jak potrafię pokazałem na co mnie stać.  Nie chciałem się odrywać od jego ust, pokochałem je. Jednak zawstydzenie przejęło moje ciało, odchyliłem się. Oblizałem usta i spojrzałem na niego błyszczącymi oczami. Łzy spływały mi po policzkach. Otwierałem co jakiś czas buzie, chciałem wydusić z siebie jakieś słowo, ale nie potrafiłem. W pokoju nagle stała się jasność, telewizor sam się włączył. Burza nareszcie ucichła. 
Spojrzałem na niego ze szklankami w oczach, uśmiechnąłem się. –Kocham Cię, Kageyama. –zarumieniłem się, starałem się nie odwracać wzroku. Byłem jak najbardziej poważny.

Prąd wrócił tak samo szybko jak zniknął. A wraz z nim świadomość, która dopiero teraz uderzyła Kageyame. Co oni właśnie przed chwilą zrobili? – Ano.. – Nie wiedział co powiedzieć, gdy widział płaczącego Hinate, ale szybko zrozumiał jego miłosne wyznanie co bardzo go zszokowało – Jak to.. kochasz? – Tobio nie wiedział czy się cieszyć czy nie. Za dużo tych emocji na raz, chciał już krzyknąć na niego, że tylko się nim zabawił. Że w końcu są przecież tylko facetami więc gdzie w tym miłość? Ale zamiast tego to znów go pocałował w te ciepłe usta po czym dodał – Ja.. chyba Ciebie też – objął go mocno do siebie i zrozumiał, że naprawdę zakochał się w tym idiocie.


Przeraziłem się. Adekwatnie bałem się odrzucenia z jego strony, złapałem powietrze i już chciałem przyjąć ze smutkiem jego odmowy, wyśmiania czy też wytykania palcem. To co usłyszałem było chyba najmilszą rzeczą jaka mnie spotkała. Uśmiechnąłem się. Kiedy mnie przytulił przymknąłem oczy. Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji. Dziś był najlepszy dzień w moim życiu, haha nie wierzę. Cieszę się!

~~~~
Koniec. 

6 komentarzy:

  1. Niestety dziewczyny, ale najpierw krytyka, dobrze? :) Nie pogniewacie się?
    No, więc tak... Pierwsza rzecz, do której mam czelność się przyczepić, to błędy. Nie było ich wiele, jednak jakoś tak z lekka utrudniały czytanie. Druga rzecz, to odmienny rodzaj narracji. Wiem, że nie jest łatwo pisać w dwie czy więcej osoby (tak, piszę-pisałam), ale przez pół shota musiałam się dostosowywać do niej. Nie mówię, że jest to wada, która musi zostać usunięta. Wystarczy małe info, że tak to będzie wyglądać. Bo domyślam się, że piszecie w ten sposób, że jedna opisuje Kageyamę, a druga Hinatę, tak? ^^
    I pochwały, których jest więcej niż krytyki! :3
    One-shot mnie oczarował i po prostu go uwielbiam, i fangirluje, i co tam jeszcze można z shotem robić x3 Uczucia obu bohaterów bardzo dobrze opisane, strasznie spodobały mi się myśli postaci :D Hińcia w koszulce KaGEJA~ *-* Słodkością mnie zabiłyście, ale to dobrze, bardzo podobają mi się takie opowiadania ;3
    Dobra, dzieweczki wy moje, wiedzcie, że macie we mnie stałego czytelnika! :* Życzę wam mnóstwa sukcesów, weny tonów i ogólnie, żeby lenistwo was nie zabiło... xD Ja sama też jestem strasznym leniuchem (ah, to nie wyrabianie się w terminach...), ale mam nadzieję, że dacie radę! :D Trzymam za was kciuki, kochane! ^^
    Nie mam już pomysłów, co więcej napisać, ale wiem, że jak już wstawię ten komentarz, to przypomni mi się milion innych rzeczy, które chciałam wam powiedzieć XDD Więc... No, po prostu życzę wam udanej "kariery" blogerek <3 Jeny, jestem tak pozytywnie zaskoczona, że chcę was jeszcze chwalić, ale wstrzymam się do kolejnej notki, dobrze? x3
    Pozdrawiam cieplutko, Lisa :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matuchno dziękujemy bardzo za taki miły komentarz ;____; <3 No przyznam rację, że trochę zwaliłam pisanie jako rudzielec. Chciałam spróbować jak się pisze w pierwszej osobie - nigdy więcej. Reszta naszych opowiadań będzie pisana w trzeciej osobie w dodatku będziemy podpisywać kwestie Hinaty jak i Kagejsa xD! Będziemy walczyć z leniem i w końcu może coś dodamy. Może coś świątecznego? W końcu święta co raz bliżej jakby nie patrzeć haha. Jeszcze raz Ci dziękujemy. To naprawdę milutkie i kochane, że ktoś skomentował naszą pracę. ♥ Pozdrawiamy cieplutko i ''do zobaczenia'' przy następnej notce. /Kimu

      Usuń
    2. Muszę was jeszcze raz pochwalić... Siedzę sobie na przerwie i ktoś coś tam gada, gada, gada, a po chwili się pyta tak w przestrzeń "Kogo?", a ja takie "Kageya" XDD I potem ja w bekę, bo nikt nie wie, o co chodzi xD Ale naprawdę tak się zamyśliłam o tym waszym opku, że nie kontaktowałam w ogóle XD Możecie być z siebie dumne xD
      I już wiem, kto pisze jako Hinata! :D Radość niby bez powodu, ale będę was chociaż rozróżniać jakoś... ;3
      A i coś świątecznego może być. Nieważne. Ważne, żeby coś było xD
      To jeszcze raz was pozdrawiam i motywuję, Lisa <3

      Usuń
  2. Błędów na mase . Fabuła i pomysł na shota? Świetny , ale potrzebujecie bety . Więc polecam się :> piszcie na - pixeloot123@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że się wtrącam, naprawdę. Raczej nie przywykłam do wytykania błędów, ale cóż.
      Ami-chan, jeszcze raz przepraszam, ale na pierwszy rzut oka nie widzę w Tobie bety. Może to tylko moje odczucia, ale muszę się nimi podzielić. Przed kropką i innymi znakami interpunkcyjnymi nigdy nie stawiamy spacji.
      A po drugie, przepraszam za bycie taką zazdrośnicą, ale ja też chciałam Wam zaproponować bycie Waszą betą... I oczywiście przepraszam, za ten bezsensowny spam i przypuszczalne wywołanie wojny.
      Ale jakby coś, to napiszecie, co do tej bety? undead.liseu@gmail.com
      Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam, Lisa <3

      P.S. Dziewczyny, jakie wy macie powodzenie! x3

      Usuń
    2. Niezmiernie nam miło, że ktoś w ogóle jest zainteresowany w byciu naszą betą :D Napisałam już do Ciebie wiadomość na podany przez Ciebie email Lisa. Także czekamy na odpowiedź./Kion

      Usuń