9.02.2015

Ogłoszenie!

Cześć wszystkim! Małe ogłoszenie: Zawieszamy tego bloga na czas nieokreślony. Niby mamy wenę ale czasem jej również brak (y) No i oczywiście lenistwo jak i obowiązki domowe/szkolne nam w tym przeszkadzają. Przede wszystkim zwracamy się do was robaczki: Nie wiemy ile osób czyta/śledzi tego bloga. Dla garstki 5-6 osobowej to tak troszkę nie opłaca się pisać. Lepiej indywidualnie komuś podesłać. Wątpimy w to, że zagląda tutaj większa liczba osób. (Jak komuś zależy na wpisach to niech napisze komentarz pod tym postem) Także papa. //k&k

22.12.2014

Najlepsze urodziny - one shot.

Dobry wieczór. Dziś jest ważna data! Urodziny naszego króla, a więc wszystkiego najlepszego Kageyama. Z tej okazji jak i nadchodzących świąt, częstujemy was naszym kolejnym one shotem. A więc, życzymy wszystkim wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Zapraszamy do czytania, miłej lektury. //k&k

„Najlepsze Urodziny”
one-shot

Hinata
- Shō-chan! Wstawaj! Śniadanie będzie za dziesięć minut – oznajmiła dorosła kobieta, przyglądająca się swojemu synkowi, który jeszcze smacznie spał. – Słyszałeś? Bo siostra ci zabierze zabawkę z płatków śniadaniowych – zachichotała i wyszła z pokoju.
- Meh... No, już wstaje... – uchylił oczy i tak przez chwilę mrugał powiekami, a następnie przetarł ręką śpiochy. Rozejrzał się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Dalej panował u niego chaos. Zerknął na zegarek, wskazywał godzinę piętnaście po dziewiątej. Niechętnie wstał i rozciągnął się. Podszedł do okna, przetarł rękawem szybę, która zaparowała. – Śnieg! W końcu! – uśmiechnął się do siebie. Spojrzał na kalendarz, który wisiał przy komodzie. Zakreślona data w kółeczku wskazywała 22 grudnia. –To już dziś! O matko! – Mały Shō zaczął się niezmiernie cieszyć, chociaż to nie jego święto. Rzucił się z powrotem na łóżko i zaczął krzyczeć do poduszki. – Jeju! Jak dobrze, że kupiłem ten prezent – turlał się po swoim posłaniu. – Hmm... Chodzimy ze sobą jakieś dwa tygodnie, ale to były chyba moje najlepsze dwa tygodnie w życiu! Kyaaa! – zarumienił się, wstał i zaczął się szykować. Spakował mały prezencik w kieszeń.
- Teraz jak tak myślę, to nie wiem, czy mu się spodoba taki prezent. – Zagryzł wargę i wzruszył ramionami. Zbiegł na dół do rodziny i zaczął pochłaniać szybko swoje śniadanie.

Kageyama
Kageyama jak zwykle obudził się równo z budzikiem. Nie miał ochoty wstawać, ale dzisiaj miał się spotkać ze swoim rudzielcem, więc szybko pozbierał się i zaczął wygrzebywać ubrania z szafy. Dzisiaj były jego urodziny, których zazwyczaj nie obchodził. Po prostu nie miał z kim. Rodzice też jakiegoś większego zainteresowania tym nie wykazywali. Kiedy Kagey zaczął się ubierać, zobaczył na stoliku w pokoju kopertę od rodziców z napisem „Kup sobie jakiś fajny prezent. Całusy, Mama i Tata :)”
- Heh. Jak zawsze, co roku dostaje od nich tylko pieniądze – ziewnął i spojrzał na godzinę, po czym zszedł szybko na dół i zajadał jakieś płatki. Tobio zastanawiał się czy Hinata w ogóle wie o jego urodzinach. Zresztą... Po co miałby pamiętać? Chodzimy ze sobą od niedawna. A ja się czuję, jakby wieki minęły.
Chrząknął, założył bluzę i wsadził do kieszeni mały upominek dla Shō z okazji świąt. W końcu za 2 dni Wigilia, więc chyba wypada dać prezent swojemu... chłopakowi.
Wyszedł szybkim tempem z domu i zanim zdążył zauważyć, znajdował się już pod domem rudego.

Hinata
Usłyszał pukanie do drzwi.
- Ja otworzę! To do mnie! – zwrócił się Hinata do swojego ojca, który już chciał wstać z krzesła. Pobiegł do drzwi i je otworzył, uśmiechając się od ucha do ucha w stronę Kageya, który stał za drzwiami.
- Hejka! Poczekaj, ubiorę tylko buty i kurtkę – nie zamykał drzwi i zakładał w przedpokoju ubrania. Wskoczył w wygodne trapery i owinął się szalikiem.
– Wychodzę! – zamknął za sobą drzwi.
- I jak się dziś czujesz? – uśmiechnął się. – Brr. Jak zimno! Ale patrz, za to śnieg spadł! Jak ładnie. – podbiegł kawałek przed siebie i wyciągnął rączkę z kieszeni. Łapał płatki śniegu.
- Oo, patrz, Kageyama! – wrócił do niego i już mu pokazywał dłoń. – Ojej, stopniał, a taki ładny płatek śniegu był... Buu...! – wydął policzki.

Kageyama
- Cześć, głupku – uśmiechnął się lekko do niego i zerkał co jakiś czas jak rudy się ekscytował tym śniegiem. Właściwie to Kageya bawiło trochę to, jak Hinata reaguje. Zachowywał się wtedy jak prawdziwe małe dziecko. Ale to na swój sposób było jakoś dziwnie urocze.
- Haha. Spokojnie. Masz wokół siebie pełno płatków – podszedł do niego i poprawił mu czapkę, która za bardzo zjeżdżała mu na oczy, po czym szybko cofnął rękę.
- Hm... To co dzisiaj ciekawego będziemy robić? Od razu Ci mówię, że bałwana to ja lepić nie będę – uśmiechnął się wrednie i wsadził sobie ręce do kieszeni kurtki. Jednak było trochę czuć ten chłód.

Hinata
- Bakayama! – wystawił język. – Wcale nie chcę lepić bałwana, phi! – napuszył się i odwrócił główkę, po czym zaśmiał się. – Hmm... A miałem pomysł, aby się przejść po mieście. Możemy zajść potem na dobre jedzonko i w ogóle spędzić razem czas, co Ty na to? –uśmiechnął się do niego i złapał go za rękę. Zarumienił się trochę i spuścił główkę. Szli tak na razie w ciszy. Hmm... Kiedy mam mu dać ten prezent? Może teraz?

Kageyama
- Ok, brzmi świetnie. Więc spędźmy po prostu razem dzień – uścisnął mu mocniej tę delikatną rączkę. Trochę taka niezręczna cisza między nimi była. Ahh... Dlaczego nagle wszystko jest takie zawstydzające ,jak już oficjalnie z nim jestem? Dobra. Nieważne. Z czasem pewnie mi to przejdzie.
- Ano... Teraz to w końcu mamy trochę odpoczynku od treningów, ale coś czuję, że będzie mnie nosić z tego nic nie robienia. Haha, też tak masz? – Tobio starał się zagadać go czymkolwiek. Nie chciał gadać o ich związku, więc wybrał rozmowę o swojej drugiej miłości, którą jest siatkówka.
- Będziemy musieli w nowym roku znowu sporo nad sobą pracować. Ale myślę, że teraz jak jesteśmy razem, to wszystko będzie szło po naszej myśli – Kageyama trochę się zarumienił, gdy po pewnym czasie zrozumiał, co właściwie powiedział – Znaczy, no wiesz... razem... w sensie, że jako drużyna, co nie... – chrząknął.

Hinata
Przytakiwał i słuchał uważnie, co Kageyama ma do powiedzenia. Również zarumienił się na to, co mówił.
– Jesteś kochany, wiedziałeś? – zachichotał. Znaleźli się w końcu w mieście, więc niechętnie puścił jego dłoń. Rozglądał się, gdzie by tu mogliby pójść. Cała uliczka była udekorowana świątecznie. Wszystko ładnie się komponowało, świeciło tak, że aż przyciągało małego Shō. W końcu zaciągnął Tobio do paru sklepów i upatrzył sobie dużo rzeczy. Ej, czemu mu nie daję tego prezentu? Ale, no, kurde... Taki słaby ten podarunek, jak tak teraz sobie myślę... Kurde... I co teraz?

Kageyama
- Nie jestem... – skrzywił się trochę i tak łazili po tych uliczkach. Mocno było tu czuć te święta. Hinata jak szalony latał od jednej wystawy do drugiej. Także z 10 razy omal się nie poślizgnął i wywalił, więc za każdym razem Kageyama go łapał. Poszli również do kina na jakiś film. Ważne, żeby nie komedia romantyczna, bo Tobio by tylko przysnął. Następnie poszli do restauracji na pizzę. Jakoś tak... W miarę miło im czas schodził. Przez chwilę Tobio się czuł, jakby był tylko z kumplem na mieście, a nie ze swoim chłopakiem. W końcu ani razu go nawet nie pocałował. No, przecież. Za dużo tu ludzi.
Znowu wyszli gdzieś na uliczki i było już widać tylko migoczące się lampki i ozdoby świąteczne. Było już okropnie ciemno. Kiedy ten czas tak minął? Zanim się zorientujemy, to będziemy musieli wracać do domu. Tsk.

Hinata
Tak przyjemnie spędzał czas z Tobio, że całkowicie zapomniał o złożeniu mu życzeń urodzinowych. Skręcili w jakąś uliczkę, prowadzącą do parku, z oddali było widać morze. Podbiegł do barierki i się przyglądał.
– Jak ładnie – uśmiechnął się do niego i wskazał paluszkiem. – Chodźmy jeszcze tam! Na statek! Co Ty na to? – wyszczerzył się i, nie czekając na jego odpowiedź, złapał go znów za dłoń i pociągnął w tamtą stronę. Zapłacił za siebie i za Kageyamę i już wchodzili na statek. Akurat zdążyli, bo od razu jak znaleźli się na pokładzie, statek ruszył. Uśmiechał się cały czas.
- Mam nadzieję, że choroby morskiej nie masz, co majtku? – zachichotał.

Kageyama
- Hee? Gdzie ty chcesz iść? Ej?! Gdzie ty mnie ciągniesz?! – dał się prowadzić Hinacie, bo po co miał się z nim wykłócać? Kageyama zaczął się jedynie rozglądać i rzeczywiście w mgnieniu oka znajdowali się już na statku.
- Jesteś naprawdę niemożliwy – pokręcił głową i spojrzał się na mniejszego - Nie mam choroby morskiej, bez obaw – pogłaskał go po policzku i wyminął go. Podszedł gdzieś bliżej barierek i zaczął się o nie opierać – Hmm... Fajnie stąd widać miasto. Wszystko jest takie białe i migoczące. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz tak spędzałem wolny czas.

Hinata
- Haha, niemożliwy? Ze mną wszystko jest możliwe, w końcu jestem Hinata i chce być jak mały gigant! – wyszczerzył się do niego. Potem również spoglądał na morze, oparł brodę o barierkę.
- Ano... Bardzo. Ślicznie jest, nie? – uśmiechnął się. Nagle mu się coś przypomniało.
-  O kurczę pieczone! – zagryzł wargę i sięgnął łapką do kieszeni. Chwilę się wahał czy dać mu ten prezent, czy też nie. Jednak w końcu się poddał i wyciągnął małe pudełeczko.
- Dobrze się dziś bawiłeś? Jeśli tak, to się cieszę, bo ja baaardzo! – zachichotał i zarumienił się – Kageyama... Słuchaj..

Kageyama
- Oczywiście. Możliwe, że nawet niedługo samego giganta przerośniesz! – uśmiechnął się wrednie, ale szybko złagodniał, gdy tylko na niego spojrzał.
- Masz rację. Ładnie jest – zerknął znów na miasto, ale szybko odwrócił wzrok gdy tylko Hinata zaczął coś gadać – Dobrze. A czemu pytasz? Hm? – jego wzrok przykuło małe pudełeczko w dłoniach Hinaty.

Hinata
- Uhm. N-no, b-bo zastanawiałem się, kiedy Ci to dać... A dziś się tak dobrze bawiliśmy, że kompletnie o tym zapomniałem... I nie wiem, czy Ci się to spodoba... – jąkał się. Czuł jak policzki robią mu się gorące. Podał mu prezencik i spojrzał w jego oczy.
- Wszystkiego najlepszego, Kageyama! Dziś są Twoje urodziny, to pomyślałem, że sprawię Ci mały prezent i w ogóle miło dzień zaplanuję – uśmiechnął się do niego.
- Wesołych Świąt również, bo niestety nie będzie mnie tutaj na święta, bo jadę do dziadków.

Kageyama
Czuł jak lekko się peszy przez tę reakcję Hinaty. Właściwie to go nieźle zdziwiło, że Hinata w ogóle pamiętał o jego urodzinach. W dodatku miał prezent... I zaplanował to wszystko dla mnie?
- Z nikim jeszcze tak nie obchodziłem moich urodzin. Naprawdę dziękuję – trochę się zarumienił, ale to wszystko była wina Shōyō. Jak możesz być tak uroczą istotą?
- Dziękuję. To moje najlepsze urodziny – mocno się do niego nachylił i przymknął oczy, aż w końcu odważył się pocałować Hinatę. Właściwie to nawet trochę pogłębiał ten pocałunek, bo nie chciał się od niego odrywać.

Hinata
Uśmiechnął się. Widać było, że ucieszył go ten prezent. Aww... Kageyama, słodki jesteś. Haha~  Po chwili odwzajemniał pocałunki, były tak namiętne, że aż Hinata się strasznie zawstydził. Nie całował się jeszcze tak z Kageyamą. Aż mu serce szybciej zabiło.

Kageyama
Objął go za biodra i przyciągnął bliżej do siebie, przytulając go. Jeszcze przez chwilę go całował, aż w końcu złapał oddech i spojrzał mu się głęboko w oczy
– Kocham Cię, Hinata – znów go przytulił – Przyjdź następnym razem do mnie, dobra? – zaśmiał się cicho pod nosem i właściwie powoli przestał czuć to zawstydzenie, jak na początku.
To był zdecydowanie wyjątkowy dzień dla Kageyamy. I pewnie nie tylko dla niego.

Hinata
Wyszczerzył się.
– Haha, dobrze, Kageś – wtulił się w niego. – Też Cię kocham.
Stali tak wtuleni w siebie, nikt nie zwracał na nich uwagi W końcu mały rejsik statkiem dobiegł końca. A oni dalej się przytulali, aż sam kapitan do nich podszedł i powiedział, że to już koniec, i mają już sobie pójść. Świetnie spędziłem ten dzień. Cieszę się, że jesteś tu przy mnie, Kageyama.
– Sto lat – uśmiechnął się do niego.

Koniec

3.12.2014

Mój delikatny malec cz.2

Cześć! Mamy nadzieję, że wszyscy cierpliwie wyczekiwali drugiej części opowiadanka. A oto naszedł ten kulminacyjny moment. Jakby ktoś zapomniał w jakim emocjonującym momencie się skończyła cz. pierwsza to radzimy sobie przypomnieć. A więc, przed wami druga i ostatnia zarazem część ff! Zachęcamy do komentowania, miłego czytania~ // k&k
P.S Następny one shot planujemy jakoś na grudzień.

Część 2

Hinata
- C-co? D-dlaczego idiotą? – Kageyama znajdował się naprawdę niebezpiecznie blisko. Naruszył strefę osobistą Hinaty, prawie się stykali nosami. Jednak Shōyō nie miał zamiaru się odsuwać. Bum-bum, bum-bum, słychać było łomotanie jego małego serduszka. Jeszcze trochę i zaraz poczuje usta Kageya na swoich.
Nagle w sali zapaliły się światła, ludzie zaczęli wstawać i kierować się w stronę wyjścia. Hinata w tym czasie odskoczył jak poparzony, wywalając niedojedzone nachosy na fotel przed sobą. Przełknął ślinę, szybko pobiegł na schody.
- N-no chodź – zakrył twarz łapkami i wyszedł z sali. Co to miało być?! Spokojnie, uspokój się Hinata, spokojnie... Wdech i wydech...

Kageyama
Kiedy się zapaliły światła, oczywiście, cały plan Tobio legł w gruzach. No tak. Widzę, że tylko zawstydziłem tym Hinatę. Teraz pewnie już mi nie pozwoli się do siebie zbliżyć. Kurde, no... Ja to mam szczęście, pff... Może uda mi się mu wmówić, że robiłem to wszystko tylko dla żartów?
Wstał w końcu i poszedł do wyjścia dopiero, jak wszyscy wyszli. Podszedł do Hinaty, ale go wyminął, nie patrząc mu w twarz.
- Więc jak tam film? Podobał Ci się? Był całkiem dobry – Nawet nie wiem co tam się działo...

Hinata
Przez cały czas malutki miał przed oczami obraz zbliżającego się do niego czarnowłosego. Coraz bardziej intensywnie o tym myślał i czuł się okropnie skrępowany. Dotknął swoich policzków, były strasznie gorące. Dlaczego, światła nie mogły zapalić się parę minut później? Haha... Zaraz, o czym ja myślę? Jestem homo? Nie wiadomo... Nie, nie jestem! Ale... ugh.
Usłyszał znajomy głos, bardzo znajomy. Podniósł główkę.
- A-ano... film był ś-świetny! – uśmiechnął się do niego wesoło. Tak naprawdę to nawet nie wiem, o co chodziło w tym filmie... Za bardzo się rozkojarzyłem. Udam, że nic się nie stało. Pewnie Kageyama chciał mnie sprawdzić, głupi! By się tylko znęcał nade mną jak inni. Phi. Wysocy ludzie, idźcie być wyżsi gdzie indziej! Hmpf. Napuszył policzki.

Kageyama
- No to super, jak Ci się podobał  – chrząknął król i podrapał się lekko po policzku.
- To gdzie teraz idziemy? Trochę nam w ogóle popcornu zostało... Nie wiem czy chcesz to dojeść, bo ja już nie mogę, czy może po prostu to wyrzucę... – Kagey spojrzał na niego i lekko się zaśmiał – Haha, ale jesteś cały w nachosach. Wyglądasz jakbyś się kąpał w sosie – przez chwilę Kageyama trochę się ponabijał, ale szybko spoważniał, bo przecież skapnął się, dlaczego właściwie Hinata tak się ubrudził. W końcu odskoczył od niego jak oparzony...
- Mhm... Jak chcesz iść już do domu to spoko. Ja też już pójdę. Spotkamy się jutro w szkole – trochę smutno na niego spojrzał.

Hinata
- Zjemy! Dlaczego, ma się marnować – uśmiechał się przez chwilkę i szybko zbladł. – Nie śmiej się, czubku! To Tw... - Już chciał powiedzieć, że to jego wina, ale zrezygnował. –Zapomnij. Ugh.. – spojrzał teraz na brudne ubranie. – No, i muszę iść do domu się przebrać.. - zagryzł wargę, spojrzał na niego. – Oo.. j-już idziesz? A-ale... u-uhmm… hmm… o! Kageyama! Chodź ze mną do domku, proszę... Pomożesz mi z matematyką, okej? Mam jutro sprawdzian, a nic nie ogarniam. Matma to zło – wydął policzki. Czemu to mówię?  A zresztą… Jeszcze chcę chwile z nim czas spędzić, tylko tyle. No, i skorzystam z okazji nauki matmy! Nic po za tym, na co innego nie liczę.

Kageyama
- Matmy? – Kageyama chwilę się zastanowił. Haa, że co? Mam iść do jego domu? W sumie dziwne po tym, czego omal mu nie zrobiłem w kinie... No cóż. Dobrze, że odebrał to jednak jako żart.
- W porządku. W sumie czemu nie? Z matmy jestem dobry, więc może coś do tej twojej pustej łepetyny dotrze – dał mu pstryka w czoło – W takim razie prowadź, bo nie wiem gdzie mieszkasz.
Mam tylko nadzieję, że mi nie odbije u niego. Oby tylko u niego ktoś był. Wtedy byłoby zdecydowanie lepiej. Bo na serio... Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Wiem tylko, że chciałem go pocałować. Ale jakbym to zrobił... Pewnie by jeszcze mnie od jakiś zboczeńców wyzywał. Eh. Naprawdę muszę się ogarnąć.

Hinata
- Aaa, znów mnie ratujesz, dziękuję! – uśmiechnął się do niego. Wyciągnął telefon z torby i odczytał nadesłane wiadomości. – Ooo... rodzice pojechali z siostrą do babci... Czyli mam chatę wolną! Super, nie będzie mi Natsu wchodziła do pokoju i darła się „Onii-chan, pobawmy się!” – wyszczerzył się. Spojrzał na Tobio. – Hmm... Ano, nie byłeś u mnie jeszcze nigdy. No, to patrz, już będziesz – zarumienił się lekko, zajadał popcorn w drodze do domu.
W końcu po pół godzinie dotarli na miejsce. Hinaś otworzył drzwi.
- Zapraszam – machnął ręką na zachętę. Czy ja aby na pewno dobrze robię? Z tą matmą... To już w ogóle, przecież nie potrafię się skupić, kiedy mnie coś... a w tym przypadku ktoś, rozprasza. Zagryzł dolną wargę.

Kageyama
- Haha, spoko. Kupisz mi soki i będziemy kwita – wyszczerzył się wrednie. Kageya trochę ubodło to, że jednak będą sami…
No, ale okej. Przecież będziemy się tylko uczyć, co sprawi, że na pewno będę ospały. Wszedł do mieszkania, ściągnął bluzę wraz z butami, natomiast torbę walnął gdzieś na podłogę. Zaczął się rozglądać po domku Shōyō. Hmm... Całkiem ładne mieszkanko, a do tego takie duże.
Gdzieś dalej na framudze Kageyama zauważył podpisane kreski, w jakim wieku ile wzrostu miał Hinata. Było to na swój sposób... jakoś dziwnie urocze?
- Ok, więc prowadź do swej komnaty. Co mam Ci właściwie z tej matmy wytłumaczyć? Hm?

Hinata
Rozciągnął się.
- Haa? A! Z matmy... Etto... Pierwiastki. No, chodź – szedł po schodach, skręcił w lewo. Pokój Hinaty znajdował się naprzeciwko pokoju jego siostry. Na drzwiach dziewczynki były poprzyklejane słodkie różowe naklejki, tablica z napisem „Księżniczka” i inne tego typu pierdoły. Zaś na drzwiach rudego, aż wstyd się przyznać, ale miał podobne naklejki. Tyle, że same tygrysy, jakieś postaci z bajek.
- Ano... I przepraszam, ale nie posprzątałem… - otworzył drzwi. Syf miał niesamowity, podłogę zasypywały różne mangi, gry i opakowania po pizzy. – Ech... heh... – zarumienił się i w miarę szybko ogarnął bajzel. Chrząknął, ściągnął koszulkę i szukał w szafie czystej. –Chcesz coś do picia? Jedzenia? Co?

Kageyama
- Pierwiastki są proste. Może szybko załapiesz. Może… - zaśmiał się i tak rozglądał po mieszkaniu, a gdy spostrzegł drzwi Hinaty i jego młodszej siostry, to aż mu się śmiać zachciało.
Rany... Jakie to dziecinne... czarnowłosy uśmiechnął się do siebie pod nosem i wszedł do tego pokoju. Usiadł sobie na łóżku, bo tak w sumie, to tylko na nim było czysto.
Rany, chłopie, jak ty możesz mieszkać w takim syfie? Nie mógłbym z tobą chyba dzielić pokoju.
- Możesz mi dać do picia wo... – zaciął się, gdy zobaczył to drobne, chude ciałko rudego. Jego skóra wyglądała tak bardzo delikatnie. Na pewno jest miękka w dotyku... Hah, znaczy... No, pfff... Skóra jak skóra.
- Zwykła woda mi wystarczy – znów powtórzył i gapił się gdzieś na jego szafki.

Hinata
Wyciągnął pierwszy lepszy t-shirt i odwrócił się w jego stronę. Pewnie Kageyama zauważył jego liczne siniaki na brzuchu. Założył koszulkę i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił ze szklanką wody i podał mu ją.
- Proszę – odłożył wodę na stół. Podszedł do biurka i szukał w szufladce książkę od matmy oraz zeszyt. No serio, nie chce mi się uczyć... Tym bardziej nie skupię się i pewnie będzie na mnie wrzeszczeć. Usiadł na podłodze przy stole. Ziewnął. – Nie chce mi się, ale no. Nie umiem i no... Tutaj... – otworzył książkę i wskazał mu paluszkiem na poszczególne przykłady. Rumienił się leciutko, kiedy Kageyama się nachylił w stronę książki. Znów był blisko.

Kageyama
- Dobra... Wytłumaczę Ci to trochę. Potem dam Ci parę przykładów, zgoda? – kiedy tak się nachylał poczuł mocny zapach Hinaty, więc odsunął się od niego na bezpieczną odległość. Potłumaczył mu coś przez jakieś 20 minut. Hinata oczywiście nie ogarniał.
- Ahh, skup się. Sam przecież chciałeś się pouczyć! – pacnął go lekko w łeb – Zrób te 5 przykładów, to dostaniesz nagrodę. Może to Cię zmotywuje – uśmiechnął się wrednie.

Hinata
Kiedy mu tak tłumaczył to Hinaś i tak go nie słuchał, jedynie przyglądał się Tobio. Czasem dla efektu zerknął w książkę. Myślał o dzisiejszym zdarzeniu jakie miało miejsce w kinie.
- A-ah... Uhm – skrzywił się. – Nagrodę? – nagle odżył. – Uu! Ale jaką? Powiedz, powiedz mi! – uśmiechnął się i zaciekawiony przysunął się do niego.

Kageyama
Dlaczego musisz być taki słodki Hinata? Dlaczego? Nie mogę dłużej..
- Bardzo ciekawą nagrodę. Ale co jak Ci się nie spodoba? – przejechał mu palcem wzdłuż całej dłoni. Tym razem zrobił to specjalnie. Chyba nie wytrzymam i naprawdę to zrobię. Znienawidzisz mnie przez to, prawda? Wiem, że tak.
- Przepraszam, Hinata – złapał nagle dłonią jego twarzyczkę i zaczął go delikatnie całować. Kiedy po jakimś czasie poczuł, że Shōyō również zaczął odwzajemniać całusa, wtedy Kagey powoli wsunął mu język do ust i zaczął coraz to namiętniej go całować.

Hinata
Zarumienił się.
– Hm? Ale za co? – w tej chwili zaczął odwzajemniać pocałunki Kageyamy. Przymknął oczy. Hinata nie miał wprawy w takich sprawach. Starał się w miarę dobrze... się z nim cmokać. W tej chwili o niczym innym nie myślał, jak o tym, że usta Kageyamy są takie ciepłe, takie miękkie. Kocham je. Z czasem się rozluźnił i bardziej  angażował w namiętność.

Kageyama
Czarnowłosy coraz namiętniej go całował, bawił się jego podniebieniem na różne sposoby. Hinata tak śmiesznie niedoświadczenie całował, ale to Kageya jeszcze bardziej nakręcało.
Taki słodki... Chcę więcej... Więcej!
Popchnął rudego na podłogę, bardziej się nad nim nachylając. Jedną dłoń pozwolił sobie wsadzić pod jego koszulkę, miziając go delikatnie po nim, drugą ręką natomiast złapał jego dłonie i uniósł je do góry, nad głowę rudego. Tobio coraz mniej się kontrolował, przez co zaczął ocierać się swoim ciałem o jego.

Hinata
Zdziwiony trochę zaistniałą sytuacją, młody Shōyō, cichutko wydał z siebie dźwięk przypominający „Kya”. Sam nie wiedział, co to miało znaczyć, tym bardziej się zaczerwienił. Coś czuł, że Kageyama traci kontrolę i jeszcze posuną się za daleko. Odchylił się od jego warg.
– K-Kageyama... N-nie, n-nie... – Chciałbym, ale lepiej nie. Zapewne się tylko mną bawi.

Kageyama
Kiedy mniejszy się odchylił, wtedy rozgrywający przywarł do jego szyi, muskając ją delikatnie. Z czasem zaczął pogłębiać te całusy, ssał i robił malinki. Nie słuchał nawet próśb Hinaty. Totalnie zatracił się już w tym, co robi... Bo skoro zaczął, to czemu ma przerywać?
Już za późno na odwrót... Ponieważ i tak mi nie wybaczysz...
Zjechał teraz twarzą do jego brzucha, zaczął go lizać wzdłuż, aż w końcu doszedł do jego spodenek które szybko mu ściągnął, następnie złapał zębami za jego niebieskie bokserki i zaczął również je mu zsuwać.
Chce jeszcze więcej...
Wreszcie zsunął już do końca bokserki, odchylił się od niego i złapał swoją dłonią dość mocno za jego fiutka, znów przywarł do delikatnej szyi Hinaty. Jego skóra jest taka delikatna... Mógłbym ją ciągle całować...

Hinata
Podobały mu się całusy na szyjce. Zamruczał mu do uszka. Lecz Kageyama naprawdę posuwał się za daleko. Hinata nie chciał.
– N-nie... C-co ty robisz, Kageyama? – przyglądał mu się, Tobio przypominał głodną bestię. Przestraszył się trochę. Serce mu łomotało z denerwowania i strachu.  - N-nie, z-zostaw, proszę, Kageyama! – ale to było na nic, bielizna Hinasia leżała przy stole, został jej tak szybko pozbawiony. Syknął na dotyk na przyrodzeniu. Do oczu szybko napłynęły mu łzy. Nie chcę, nie chcę. A może chcę, nie wiem. Ale on się mną bawi, zaraz mnie zgwałci. Muszę się wyrwać... A-ale... N-nie chcę.

Kageyama
Mruczenie Hinaty jest takie piękne. Aww...
Tobio ciągle dotykał każde możliwe miejsce na ciele Hinaty. Słyszał te krzyki. Źle się czuł z tym co robi... ale wciąż nie przestawał.
Dlaczego mu to robię? Przecież widzę, że nie chce.
Znów przywarł do jego ust, nie chciał dłużej wysłuchiwać jego błagania. Chciał go czymś zająć, by się rozluźnił. Coraz szybciej poruszał dłonią w górę i w dół sprawiając rudemu jak najwięcej przyjemności. Ale to wciąż było za mało. Puścił w końcu jego słaby punkt i zaczął wkładać mu palce w tyłek. Nie trwało to długo, po prostu chciał go trochę przygotować..
Kageyama odchylił się na krótko od niego i zaczął odpinać swoje spodnie.
- Przepraszam! Nie mogę przestać... – zsunął trochę swoje bokserki tak, że idealnie wyjął z niego swoje prącie. Znów przywarł do jego ust i wbił się nagle prosto w Hinatę, powoli go posuwając...

Hinata
Na każdy dotyk Kageyamy, Hinatę przechodziły liczne dreszcze z podniecenia. Co chwila powtarzał się, jak bardzo tego nie chce, aby przestał, ale to na nic. Tobio całkowicie się zatracił. Hinata czuł się tak bardzo bezradny, próbował się wyrwać, ale kolega go podtrzymywał, nie dał mu uciec. Kiedy on zajmował się jego penisem, Hinaś cichutko jęczał. - P-przestań, n-no! Błagam, a-ah! – łzy mu spływały po policzkach. Lecz nic nie było gorsze od wepchnięcia męskości Kageya w tyłek Shō. Odwrócił główkę tak, że Kagey nie był w stanie go teraz całować. Wydarł się.
- Ała! Wy-wyciągnij to... c-co ty robisz... n-nie... n-nie chcę, nie chcę, Kage-Kageyam-ma! Ała… boli... boli – czuł, że niżej go coś rozrywa od wewnątrz. Nie wytrzymam, umrę, umrę. Czy to koniec, Boże? Spojrzał teraz na niego taki zapłakany biedny obiekt gwałtu. Jęczał i krzyczał na zmianę. Po jakimś czasie Hinata czuł się lepiej. Już go tak nie bolało, nawet zaczął czerpać przyjemność z ich kochania się.

Kageyama
Znienawidzisz mnie. Jestem taki beznadziejny. Hinata, nie płacz, proszę...
Kageyama coraz szybciej się w nim poruszał, ciągle chciał całować Hinatę w usta, ale on się na chama wyrywał, więc przerzucił się na szyję. Później podwinął mu koszulkę i zaczął ssać namiętnie jego sutki. Za to poruszał się w nim coraz szybciej i szybciej.
Matko... jak Kageyamę to wszystko podniecało. Pierwszy raz był tak blisko z Hinatą. Pierwszy raz odbywał z nim stosunek.
Z Tobą jest tak cudownie... Kocham Cię... Kurwa, tak bardzo Cię kocham. Mimo tego, że tak cholernie Cię ranię. Wiem, że nie jestem dobrym chłopakiem. Powinieneś to robić z kimś, kogo kochasz, a nie ze mną.
- Hinata... – lizał mu teraz uszko, które delikatnie podgryzał. Wciąż się poruszał w Hinacie. Jego jęki w końcu było słychać z nutą przyjemności. Więc nareszcie nie tylko Tobio ma z tego satysfakcję.

Hinata
Wplótł palce w jego fryzurkę, gładził go po włosach. Głupi, tylko się mną bawisz. To przykre, mnie jest przykro. Zabawiasz się w najlepsze. Szkoda, że nie robisz tego... z miłości? Tak. Naprawdę mi smutno. Mimo przeciwnych myśli, malutkiemu Hinacie podobało się. Jak już z kimś, to tylko z Kageyamą.  Mimo to w dalszym ciągu ten idiota mnie rani. Za wykorzystywanie. Niech mnie nie przeprasza, bałwan jeden.  Pewnie jak skończy, to mnie wyśmieje i sobie pójdzie. Objął go za szyję i cicho wydawał z siebie jęki, specjalnie stękał mu do ucha. Niech słyszy! Może się opamięta! Ale niech wie, że…
- To wspaniałe uczucie... – uśmiechnął się lekko. Hinata coś czuł, że zaraz dojdzie.

Kageyama
Król znów wpił się w delikatne usteczka Hinaty. Całował go tak, jakby znowu pierwszy raz go dotykał. Hinata był taki delikatny, to widać na pierwszy rzut oka. Jego ciało reagowało tak wspaniale na każdy dotyk.
Nigdy go jeszcze takiego nie widziałem...
Podniecenie wciąż rosło, a jęki rudziutkiego tylko jeszcze bardziej dodawały oliwy do ognia.
Ah, taki zjawiskowy wijący się z rozkoszy Hinata. Chciałbym go widzieć takiego już zawsze. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek posunę się do takiej bliskości z nim.
Nagle Tobio zaczął coraz mocniej pchać i poruszać biodrami. Był taki dziki i zachłanny, że tego aż nie dało się opisać. W końcu po jakimś czasie trafił prawdopodobnie w czuły punkt mniejszego ponieważ po całym pokoju rozniósł się głośny i przyjemny jęk jego mniejszego kolegi.

Hinata
Shō doznał orgazmu szybciej niż Tobio. Wił się z przyjemności. – N-niesamowite... K-Kageyama – rumienił się. Spoglądał na niego. Hinaś nie zdawał sobie sprawy, jak słodko teraz wygląda. Taki mały zarumieniony, zapłakany, obśliniony malec. Czarnowłosy nie przestawał. Hinata zbyt pozwolił odpłynąć swoim myślom. Pożądanie było silniejsze od niego. Jeszcze trochę i coś czuł, że Kagey się w nim spuści. Jeszcze chwilę, dam dojść Kageyamie... A potem pewnie... mnie, heh... wyśmieje?

Kageyama
Spojrzał wyjątkowo Hinacie w twarz i zaczął przyglądać mu się tak, jakby dopiero co go poznał. Oglądał dokładnie każdy skrawek jego buzi. Nigdy jej jeszcze takiej nie widział. Zapewne Kageyama jest w ogóle pierwszą osobą, przed którą Hinata tak się obnażył. - Jesteś przepiękny... – Tobio pocałował go w czoło po czym trochę się odchylił. Przez jakiś czas jeszcze się w nim poruszał, aż w końcu sam doszedł i spuścił się, będąc w nim. Wtedy też powoli wyszedł z Hinaty i można było zauważyć, jak pełno białej cieczy zaczęło się wylewać. Ponownie pocałował się namiętnie z Shō tym razem po raz ostatni i położył się obok niego na podłodze, cały zdyszany.

Hinata
Zarumienił się na ten komplement.
- N-nie... – zagryzł wargi. Sperma Kageyamy w tyłku Hinaty sprawiła, że mały jęknął z przyjemności, jak najgłośniej potrafił. O matko, cudowne uczucie!  W tej chwili przyglądał się Kageyamie i zaczął płakać. Zdrowo łkał.
- Ja-jak mogłeś... M-mi to zrobić... Ty naprawdę jesteś... Bakayama...! – przetarł oczy. - Bawisz się mną... Głupi, głupi! Prawdziwy kretyn! – rozbeczał się.

Kageyama
- Co? Hinata, to nie tak... – spojrzał automatycznie na rudego i od razu tego pożałował. Kageyamę aż ukuło w sercu, kiedy widział go w takim stanie.
Popłakał się... To wszystko moja wina? Ja mu to zrobiłem?
Czarnowłosy szybko odwrócił wzrok, bo robiło mu się naprawdę coraz gorzej na duszy. Miał ochotę przytulić Hinatę, ale przecież nie miał takiego prawa. Właściwie to w ogóle nie miał prawa go dotykać wbrew jego woli.
- Przepraszam... Nie chciałem Cię zranić – tylko na tyle było stać rozgrywającego. Naprawdę nie umiał powiedzieć nic więcej.
Nie powiem mu, dlaczego to zrobiłem. Bo wyjdę tylko na tym gorzej. On i tak mnie już nienawidzi. Znowu.
Nie naprawię już tego. Przecież ja go po prostu zgwałciłem...

Hinata
- Jak to, nie tak? Nie rozumiem... – chlipał. – Zr-zrobiłeś to po prostu dla zabawy! Ty również się nade mną znęcasz, jak inni. Bo co? B-bo jestem mały? I nie umiem się bronić? Fajnie tak doprowadzić... kogoś do płaczu? – już nawet nie miał siły mówić. Ała, jak boli.
-To boli... Tyłek... Bioderka... Moje serce… Boli mnie to. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak mnie skrzywdziłeś... – nie potrafił powstrzymać łez.
- Mam motylki w brzuchu przez Ciebie! Od jakiegoś czasu... Zdałem sobie sprawę, ż-że.. m-mi się... podobasz, idioto. N-nie wiem, chyba to zauważyłeś i wykorzystałeś... – mówił coraz ciszej. – No dalej, śmiej się.

Kageyama
- Dobra! Na początku może Cię nie lubiłem! Ale teraz jest inaczej! – Kageyama podniósł głos, kiedy to mówił. Naprawdę nie chciał gadać o swoich uczuciach. To było zbyt żenujące.
- Co? Jakie motylki? O czym ty mówisz? – właściwie go strasznie wbiło w ziemię, kiedy usłyszał to wyznanie Hinaty.
Cooo? Zaraz. Czy ja dobrze słyszę? Podobam Ci się? Hinata co ty…
Nie powinieneś mówić mi takich rzeczy, szczególnie po tym co Ci zrobiłem.,. Hinata... Ty idioto. Jesteś zbyt dobry. Nie powinienem się już więcej do Ciebie zbliżać.
Kageyama wstał gwałtownie i zaczął szybko zapinać swoje spodnie, nie spoglądał już nawet rudemu w twarz.
- Idę już do domu. Do zobaczenia na treningu – Kagey wybiegł z pokoju i szybko zszedł na dół po schodach. Ubrał buty wraz z bluzą i wybiegł z domu z torbą na ramieniu. Biegł tak jakieś 15 minut, aby się wyładować. Dopiero jak się uspokoił zaczął iść wolniejszym tempem.

Hinata
Również na niego nie patrzył, nie miał ochoty. Bał się nawet jego wzroku, słów... Nie zdziwił się na to, jak zareagował Kageyama na jego małe wyznanie. Nawet się z nim nie pożegnał, wstał i ubrał bokserki.
- Ała.. jak boli – rzucił się na łóżko i rozbeczał w poduszkę. – Kageyama, ty kompletny kretynie.

* * *

Nazajutrz Hinatę czekał trudny test z matematyki. To czego go kolega wczoraj nauczył... Nic, kompletnie nic mu nie dało. Ba, w końcu nie słuchał. Nareszcie zadzwonił wyczekiwany dzwonek ogłaszający koniec lekcji. Pobiegł na halę i przywitał się ze wszystkimi. Jedynie unikał kontaktu z Kageyem. Przebrał się i zaczął się rozgrzewać.

Kageyama
Kiedy Tobio rozglądał się za Hinatą, było tak jak przypuszczał. Będzie go unikać.
Może to i dobrze, że się oddalimy od siebie. Tylko nie mam pojęcia, jak po tym wszystkim mam z nim rozmawiać. Czemu musiałem zakochać się akurat w nim? Serio, jestem aż takim idiotą? Idiotą do tego stopnia, że zraniłem kogoś na kim mi prawdopodobnie zależało? Heeeh...
Kageyama nie mógł się zbytnio skupić na swoich wystawach i ciągle się mylił, co było zdecydowanie nie w jego stylu. Reszta chłopaków z drużyny od razu to zauważyła.
- Ej, Kageyama! Zmęczony jakiś jesteś? Może lepiej idź odpocząć. Ja cię na razie zastąpię – krzyknął do niego zza pleców Suga-senpai. Król tylko kiwnął posłusznie głową i wyszedł w ciszy na zewnątrz, by trochę odsapnąć.
Aż tak bardzo widać po mnie, jak bardzo jestem rozkojarzony? Jeśli tak dalej będzie, to odbije się to na całej drużynie... Nie mogę przecież na to pozwolić. Ale nawet Hinata nie chce odbierać już moich piłek...

Hinata
Starał się, aby nie było widać po nim nic, że niby wszystko gra. Nie chciał martwić drużyny. Poszedł się przewietrzyć. Usiadł na najbliższej ławce, pijąc duszkiem wodę. Nic mu nie dawało spokoju, był strasznie podirytowany zaistniałą sytuacją. Bolało go serce. Tak strasznie został potraktowany.
- Aaa! Hinata, ogarnij się! To było do przewidzenia, że taki debil nie odwzajemni twoich uczuć! – krzyknął sam do siebie, spoliczkował się, a nawet oblał wodą.

Kageyama
Czarnowłosy spostrzegł, a raczej usłyszał, jak Hinata się wydziera.
Hm... Nie zauważył mnie nawet. Więc może powinienem mu jednak wszystko wyjaśnić? Nie mogę tchórzyć całe życie. W końcu jestem Kageyama Tobio! Najlepszy z najlepszych, pfff.
Podszedł do Hinaty i bez słowa usiadł obok niego na ławce. Nie patrzył się w jego twarz, bo czuł, że nawet tego nie może robić.
- Słuchaj. Chcę to wszystko wyjaśnić. Wiem, że moje przeprosiny możesz mieć gdzieś. Właściwie to nie liczę na wybaczenie od Ciebie. Ale i tak chce Cię przeprosić, więc bardzo Cię przepraszam. Naprawdę żałuje tego, co zrobiłem... I chcę tylko żebyś wiedział, że nie traktowałem tego wszystkiego jak zabawy. Nie wiem do końca, co wtedy mną kierowało, że nie mogłem przestać... Możliwe, że to wszystko przez to, co do Ciebie czuję...
Tym razem Kageyama odważył się spojrzeć mu w oczy.
- Kocham Cię, Hinata. Naprawdę Cię kocham i przepraszam – szybko spuścił głowę.

Hinata
Zamyślony nie zauważył, że ktoś obok niego usiadł. Dopiero, kiedy usłyszał znajomy głos, podskoczył na ławce. Ałć, mój tyłek... Odsunął się na sam koniec siedzenia. Przełknął ślinę, jednak słuchał uważnie, co ma do powiedzenia ten głupek. Coś do mnie czuje? Ale co? Chyba nienawiść, haha... Spojrzał na niego. W tym samym momencie Tobio również na niego patrzył.
- Ha? C-co? K-Kochasz? - Hinacie błyskawicznie serce zabiło szybciej. Zaczerwienił się, również spuścił głowę.
- Uhm... N-naprawdę? Czy tylko tak mówisz... – zagryzł wargę, łzy spływały mu po czerwonych policzkach.

Kageyama
- Naprawdę Cię kocham... – tym razem znowu spojrzał na Hinatę i się momentalnie wystraszył jego reakcji. Jakie to żenujące. Nienawidzę powtarzać takich rzeczy na głos! W dodatku... Znów robię tym przykrość Hinacie?
- Ahh.. Dlaczego płaczesz?! Znowu zrobiłem coś nie tak? Eh. Hinata... – złapał go za jego drobną dłoń. Była taka zimna i drobniutka, więc Kageyama ucałował ją delikatnie. Wyglądało to tak, jakby całował księżniczkę.

Hinata
Nie mógł w to uwierzyć. Wstrząśnięty zachowaniem Kageyamy uśmiechnął się i przetarł łzy.
- Płaczę, bo się cieszę... Nikt mi jeszcze tego nie wyznał... Myślałem, że mnie nienawidzisz. I że się mną bawisz. A jednak się myliłem... – odetchnął z ulgą. Dalej trzymał dłoń Kageyamy i uścisnął ją. Odwrócił głowę z zawstydzenia. Nie mógł opanować kącików ust, które same chciały się uśmiechać.

Kageyama
Hinata, jesteś jak anioł. Widzę, jak bardzo mnie zmieniasz. Czy tak właśnie działa miłość?
- Nie bawię się Tobą... ponieważ mi na Tobie zależy, głupku – Kageyama czuł się trochę zażenowany tą całą sytuacją i tymi całymi wyznaniami. To naprawdę nie w jego stylu.
- Wybaczysz mi kiedyś to, co Ci zrobiłem? – znów na niego spoglądał, nawet jeśli mniejszy wciąż był odwrócony.

Hinata
Czuł się teraz tak okropnie szczęśliwy. Cały ten smutek i ból poszedł w zapomnienie.
- Wybaczę – uśmiechnął się do niego. - Ale i tak jesteś Baka-yama To-bio. – zabawnie przekształcał jego nazwisko. Chciał jakoś rozluźnić napiętą atmosferę.


Kageyama
- Pff... Sam jesteś baka – uśmiechnął się do Hinatka. Objął jego twarzyczkę i przybliżył ją bardzo blisko, Kagey przymknął oczy i zaczął składać na jego ustach bardzo namiętny pocałunek z nutą delikatności. Wciąż był taki niedoświadczony w całowaniu, ten słodki głupek. Mimo tego... Całowanie sprawiało jak największą przyjemność im obu.
Mój delikatny malec...

KONIEC :)

15.11.2014

Mój delikatny malec cz.1


Dobry wieczór! Dziękujemy, wszystkim istotką, które czytają nasze opowiadanka. To miłe, że komuś się podoba. Dziękujemy Lisie, naszej korektorce, że zechciała zostać naszą betą. Motywujecie nas do większej aktywności! Już mamy wiele nowych pomysłów, a oto jedno z naszych dzieł. Część drugą dodamy najprawdopodobniej niebawem, proszę więc uzbroić się w cierpliwość! Komentarze zawsze mile widziane. Miłego czytania. //k&k

Mój delikatny malec cz.1

Hinata
- Hinata! Hinata, mówię do Ciebie! – zwrócił się do rudego Pan Profesor i rzucił książkę o stół. Chłopak aż podskoczył, przez co spadł z krzesła, a klasa wybuchła śmiechem.
- Ta-Tak! Ja nie śpię! Wcal... Ooh – ziewnął. Wczorajszy trening był strasznie męczący, dlatego mu się przysnęło. Zadzwonił dzwonek. Lekcje w końcu dobiegły końca. Dziś wyjątkowo kapitan odwołał trening.
- Nuuudy! – westchnął idąc korytarzem w stronę wyjścia. – Hmm... Suga-san jest zajęty... Nishinoya-senpai, pewnie również. Ugh... – zagryzł wargi. Podszedł do swojej szafki i przebrał buty. Wyciągnął z kieszeni bluzy dwa bilety do kina. Wyraźnie rudzielec posmutniał. Naprawdę chciał iść na ten film z kimś. Jednak każdy był zajęty. Kiedy wychodził z budynku szkolnego, przypadkiem na kogoś wpadł.
- A-ano p-przepraszam! Potknąłem się i… - spojrzał z kim się zderzył. Przełknął ślinę. O nie! Wpadłem na najgorszego chuligana w szkole! – P-przepraszam! J-już sobie idę...  –przyśpieszył kroku, ale niestety dresiarz z bandą go dogonili.
- Haa? Zwykłe przepraszam nie wystarczy, ciołku! – dresiarz szturchnął mocno Hinatę, przez co malec prawie się wywrócił. Większy, łysy gnojek złapał go za czuprynę i ciągnąc mocno, wydarł się:
- A teraz na kolana i błagasz o wybaczenie! No, dalej!
Banda miała niezły ubaw ze znęcania się na dużo młodszym kolegą. Śmiali się, wytykali palcami, nawet zdarzyło się im kopnąć parę razy Shōyō w brzuch. Hinata próbował się wyrwać, prosił, aby go zostawili w spokoju, nie robili z igieł wideł. Ale zdało się to na nic. Ugryzł więc w rękę szefa „mafii” i uciekł. Biegł jak najszybciej się dało. Odwracał się co jakiś czas, czy go przypadkiem nie gonią. Niestety, obawa się sprawdziła i rzeczywiście tak było. Znajdowali się nieco dalej, ale wciąż ścigali go. Przestraszony Hinaś skręcił w lewo i znowu na coś wpadł... a raczej na kogoś.
- Aaa! P-przepraszam, n-nie chciałem, p-przepraszam – ledwo łapał powietrze. Podniósł głowę i spojrzał kogo staranował. Był nie kto inny, jak kolega z drużyny, bardzo „bliski” kolega, można tak powiedzieć. Ukrył się za nim.
- S-schowaj mnie proszę, proszę – Złapał się krawędzi kurtki Kageya.

Kageyama
- Haaaa? O czym ty mówisz, głupku? – Kageyama spojrzał na niego oczywiście tym swoim znanym, zabójczym grymasem. Wtedy też usłyszał nadbiegających w ich stronę jakiś kolesi.
- Ty! Rudy! Nie uciekaj tak! – zaczął krzyczeć jeden z tej całej głośnej bandy, po czym zaczęli się przyglądać Kageyamie. Kolejny z nich chciał udawać wielkiego kozaka, więc zaczął rozmowę albo raczej pyskówkę.
- Ej, ty większy! Mógłbyś nam go oddać? To nie twoja sprawa, więc lepiej nam nie wchodź w drogę!
- Oddać go? – Tobio wskazał palcem na wystraszonego Hinatę - Wam? – zaczął się śmiać po czym szybko spoważniał i wbił w nich wzrok.
- Słuchaj, nie oddam ci go, bo to mój podwładny i jak ktoś ma się nad nim znęcać, to tylko ja, więc lepiej rusz swoją dupę i nie wtrącaj się. Pff... – prychnął na nich i odwrócił się, ale jeden z chłopaków nie chciał dać za wygraną i chciał walnąć Kageyamę. Jednak ten szybko się odwrócił, złapał za koszulę tego szpanera i przycisnął go mocno do ściany tak, że aż było słuchać huk. Reszta typów tylko uciekła, razem z tym kolesiem którego później puścił Kagey. Następnie odwrócił się do Hinaty i pacnął go mocno w łeb.
- W co ty się wmieszałeś? Miałeś szczęście, że akurat na mnie trafiłeś. Zresztą, cały pobijany jesteś – nieświadomie podniósł bluzkę rudzielcowi zaczął oglądać jego brzuch – Jak będziesz tak pozwalać sobie dawać łomot, to nie licz na to, że będziesz sprawny na treningach. Phy – puścił go.

Hinata
Chłopiec zaczął się przyglądać tej całej akcji, która tutaj zaszła. Nie dowierzał własnym oczom jak i uszom, co ten Kageyama gada... To miłe z Jego strony... Chociaż może nie koniecznie to, że jestem Jego podwładnym, pff! Co to miało być?!  Pomyślał. Mimowolnie zaczerwienił się kiedy Kagey oglądał jego brzuszek.
- C-Co t-ty r-robisz! – odskoczył jak poparzony. Ale dlaczego? Przecież to nic takiego... chyba...
-
A-ah… N-no, broniłem się! Ale nie mam szans z takimi byczkami, szczerze mówiąc –złapał się za brzuch i pomasował. Ałć. Już czuł, że będzie miał niezłe siniaki. Spuścił główkę. Jaki wstyd...
- D-dziękuję... Ci – westchnął. – Masz rację, miałem szczęście, że ciebie spotkałem. –uśmiechnął się do niego i przetarł oczy. – Wynagrodzę ci to jakoś... I będziemy kwita! A tak w ogóle, to gdzie leziesz? – spytał go. Hmm... A może... To właśnie Tobio poszedłby ze mną do tego kina? Aaaa! Nie no, raczej nie...

Kageyama
- Hm? Przecież nic nie robię! Głupek! – Tobio lekko się zarumienił, ale oczywiście nie dał po sobie tego poznać, w każdym razie miał taką nadzieję. Spojrzał jeszcze raz na tego poobijanego chłopaka.
Rany, Hinata... Dlaczego musisz być aż tak delikatny? Nawet nie chce myśleć jakby Cię oni wykończyli, gdyby Cię dorwali. Prawdziwy z Ciebie głupek! Uhhh... I co ja się właściwie Tobą przejmuję...
- Spoko – machnął ręką na podziękowania Hinaty – Ano... Właśnie szedłem sobie kupić sok z automatu, ale mi przerwałeś więc... Jak chcesz, możesz mi w podzięce kupić 10 takich soków, a może lepiej nawet 15 – uśmiechnął się do niego bardzo wrednie – Taka moja cena. Mam nadzieję, że szybko spłacisz swój dług – wyminął go i podszedł do automatu – A ty, właściwie gdzie lazłeś, że wpadłeś na tych kolesi?

Hinata
10-15? Soków? No chyba śnisz, Królu. Phi. Chociaż... To i tak lepsze niż nie wiadomo co, bo Kageyama jest z natury strasznie wredny. Jeszcze by mi kazał robić za niego wszystko.
-
A-ah… P-piętnaście soczków... U-uhm... – sięgnął do kieszeni i wyciągnął pieniążki. Co prawda, miał je odłożone na coś innego. Spojrzał na Tobio i przyglądał się jego plecom. Z niewiadomych przyczyn Hinata zarumienił się, kiedy czarnowłosy schylił się i troszkę wypiął w jego stronę. Szybko odwrócił wzrok.
- A-ano... M-mogę ci kupić pięć, przynajmniej na razie... B-bo mam szmal odłożony... A-ale... Albo dobra, kupie ci wszystkie – podszedł do automatu i westchnął. No, teraz to raczej nie pójdę do kina, tak bez grosza, chociaż i tak nie mam z kim iść... Znów na niego spojrzał.
- Normalnie, wyszedłem ze szkoły i po prostu nie zauważyłem, jak ktoś siedział na środku schodów – uśmiechnął się lekko.

Kageyama
- Ano piętnaście... Całkiem rozsądna ilość, nie sądzisz? – Kageyama spoglądał na niego dość wrednie i chytrze, ale po chwili poczochrał mniejszego szybko po głowie – Przestań, żartowałem tylko. Jeden sok mi wystarczy. Nie jestem aż taki wredny – stanął obok i przyglądał się Hinacie, jednak szybko odwrócił wzrok i spoglądał gdzieś przed siebie. Jakoś dzisiaj wyjątkowo towarzystwo Hinaty go nie denerwowało. Normalnie, wow!, jakieś postępy.
Nagle Kageyama zauważył dwa świstki na ziemi, więc kucnął i je podniósł – Ej, Hinata, nie wypadło ci to przypadkiem z kieszeni? – czarnowłosy przyjrzał się uważnie temu, co trzymał w ręce.
Bilety do kina? A ten co? Na randkę z kimś idzie? Z kim niby?

Hinata
Odetchnął z ulgą. Całe szczęście, nie muszę tracić kasy na jakieś soczki, hehe. Kupił to, co chciał i podał Kageyamie kartonik z rurką.
- Proszę... Aaa! W-wypadło mi! – wyrwał mu bilety – U-uhm, to n-nic takiego... – zarumienił się lekko. – I tak nie są już ważne! – skłamał. Tak naprawdę dziś o godzinie 15:00 rozpoczyna się wyczekiwany film.  Schował do kieszeni aktualne bilety. Spojrzał ukradkiem na Tobio. Serce zabiło mu szybciej, ale czemu? – A masz coś do roboty teraz? B-bo widzisz, nudzi mi się... I m-może pójdziemy się przejść? – Co ja wygaduję! Co ja mu proponuję! Dlaczego to powiedziałem...? Głupio by było teraz to odwołać... Znów na niego spojrzał. – U-uhm... D-dobra, zapomnij –Zarumieniony poszedł przed siebie.

Kageyama
Wziął od niego sok i zaczął mocno wbijać rurkę w kartonik - Już są nieważne? A szkoda. Z chęcią bym ci wbił na twoją randkę i popsuł ją. Ah... Tak piękne i wredne by było – Po co ja właściwie tak chcę wiedzieć, z kim on idzie? Pfff... Przecież niech on sobie łazi z kim chce! Tsk.
Nagle z rozmyśleń wybiło go pytanie Hinaty.
- Mówisz serio? – pił sok i tak trochę się zagapił – Hmm... Ja też nie mam nic do roboty, więc czemu nie... – zaczął iść i starał się wyprzedzić Shōyō. Gdy już Tobio udało się go dogonić, mocno pstryknął rudzielca w czoło – Słyszysz mnie?

Hinata
- Jaka r-randka? G-głupi jesteś! – prychnął i odwrócił głowę uśmiechając się pod nosem. Hyhy, wkurzyłem go? Tak myślę... Ale czemu tak głupim tematem jak randka?! Dlaczego, moje serce szybiej bije? Nie rozumiem... - Słyszę, słyszę – przechodzili właśnie obok pobliskiego sklepiku. Hinaś normalnie przyklejał się do wystawy. Tyle łakoci! Chcę je wszystkie! Mimowolnie zaczął się ślinić.
- Mniam, ciekawe ile kosztują tutaj te słodkości! – Zapomniał, że przecież znajdował się obok niego Tobio. Ten, przez którego Hinata miał mały mętlik w głowie. Wbiegł do sklepiku i wyszedł tak szybko jak wszedł.
- Łee! Drogie tu rzeczy, a nie mam tyle pieniędzy – przygryzł wargę – Kiedy indziej. Tak, Hinata, kiedy indziej – uśmiechnął się do siebie.

Kageyama
- Aż tak lubisz jeść słodycze? – Kageyama zaczął mu się przyglądać od stóp do głów – Hm... Ciekawe. Nawet po tobie tego nie widać, bo nie dość że jesteś taki mały, to jeszcze chudy jak mały dzieciak – zaśmiał się i znów pacnął go w głowę. Chciał trochę podokuczać Hinacie.
- Właściwie, nigdy razem gdzieś nie wychodziliśmy wspólnie... Więc, gdzie mamy iść? Naprawdę nic nie przychodzi mi do głowy – czarnowłosy wypił do końca sok, zgniótł karton i wyrzucił go do najbliższego kosza. Prawdę mówiąc to Kageyamie jakoś dziwnie się podobała ta cała sytuacja z tym wspólnym spędzeniem czasu. Przecież zawsze tego małego, wkurzającego rudzielca widzi tylko na treningach, w szkole. W dodatku zazwyczaj Hinata go drażni, przez co się wydziera na niego i całe Karasuno tylko się z nich śmieje lub uspokaja, ale teraz... Hm... No właśnie, co teraz? Dlaczego mnie on tak nie wkurza jak zawsze? A może to ze mną jest coś nie tak?

Hinata
- Lubię! Kocham słodycze! Mógłbym jeść tylko to! – wyszczerzył się maluszek. – Nie jestem wcale taki mały jak dzieciak! – machał łapkami ze zdenerwowania. – Bakayama! – wystawił język. – Hmm… - zamyślił się. A może serio się zapytam, o ten mały wypad do kina? Co mam do stracenia? Chyba nic, nie?
Wyobraził sobie, że razem z Kageyamą siedzą w sali kinowej. Położył dłoń na podłokietniku, a Tobio złapał go za rękę i już się nachylał nad jego twarzą... CO?! O czym ja myślę?! Nie! To by się nigdy nie zdarzyło! Dlaczego mnie to tak zawstydziło? Potrząsnął przecząco głową na samą myśl. Jego policzki były strasznie gorące i czerwone.
- Aa...ah... N-no nie wiem, a gdzie masz ochotę wpaść? – spojrzał na niego. – Może pójdziemy do księgarni? – zarzucił - Muszę kupić sobie jakieś mangi... I nie wiem czy już jest seria, którą zbieram. Co ty na to? – spojrzał na niego. Blisko księgarni jest kino. Może on sam zaproponuje wypad do kina? O!

Kageyama
- Bakayama? He? Co?! – Tobio mocno złapał Hinatę za głowę – Następnym razem chyba zrezygnuje z ratowania cię, ty mały... – gdy mu ściskał główkę, po chwili zaczął ją jakoś nieświadomie czochrać. Jakie Hinata ma miękkie włosy. Jak on to robi, że za każdym razem odstają mu w inną stronę? Haha. Dopiero po chwili dotarło do Kageyamy, co właściwie robi, więc szybko jak oparzony zabrał dłoń i lekko się zarumienił.
- Um... Tsa. Księgarnia, mówisz? OK, możemy tam iść. Właściwie zamierzałem kupić kiedyś jedną książkę, ale nie miałem czasu więc... Heh – poprawił sobie torbę na ramieniu i schował ręce do kieszeni. W milczeniu szedł obok rudzielca.

Hinata
Już chciał głośno się wydrzeć, aby ten idiota go puścił. Jednakże, spodobało mu się te jego głaskanie. Urocze. Uśmiechnął się, znów mu serce przyśpieszyło. Ooo... Zabrał dłoń, szkoda... Pomyślał i kiwnął głową. Co jakiś czas zerkał na Kageyamę. Jak by się tak zastanowić, to od jakiegoś czasu, kiedy znajduję się blisko niego, same uginają mi się nogi. Czuję wyraźne... Dziwne mrowienie w brzuchu, co to jest? Zamyślił się głęboko. Po jakimś czasie znaleźli się pod księgarnią. Hinata w dalszym ciągu szedł bijąc się z myślami i wpadł znów... Tym razem na coś. Uderzył się w mocno w czoło o lampę.
- Ała! Tss.. – krzyknął, masując czółko, które nieźle go piekło. Spojrzał za siebie na pękającego ze śmiechu kolegę.
- Nie śmiej się, głupku! – napuszył policzki i wszedł zły do raju moli książkowych.

Kageyama
- Hahaha! A co, zabronisz mi się śmiać? – Kageyama starał się opanować. Kiedy wszedł za Hinatą do tej księgarni, zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, ale i tak w większości skupiał swoją uwagę na tym małym ciamajdzie – Jakie mangi zbierasz, tak w ogóle? – podszedł bliżej Hinaty i wziął sobie do ręki jakąś mangę, która akurat leżała na stole. Los tak chciał, że przejechał wtedy przypadkowo swoją dłonią po dłoni mniejszego. Co sprawiło, że już Tobio miał dziwne rozmyślenia. Ahh... Wolałbym pójść z nim gdzieś indziej. Tutaj jest za dużo ludzi i za mało prywatności...Tsk. Zresztą... Nie pierwszy raz go dotykam. Pfff. A się zachowuję tak, jakby to było coś wyjątkowego. Haha. Kageyama, ogarnij życie.
- Ja czasem też jakieś mangi czytam, ale głównie sportówki albo jakieś walki. Czytasz podobne, Hinata? – przyglądał mu się ukradkiem zza tej mangi i starał się zagadywać go czymś. Chciał po prostu jak najszybciej pozbyć się swoich dziwnych myśli.

Hinata
Wziął pierwszą lepszą mangę do ręki, przez co z tyknął się z dłonią nastolatka, z którym właśnie przebywał. Zarumienił się, cofnął szybko łapkę. Rozglądał się w poszukiwaniu swojego tytułu.
- Też sportówki i mechy. Co prawda, lubię każdy rodzaj, byle by z fajną fabułą – Gdy w końcu znalazł to czego szukał, krzyknął radośnie - Znalazłem! – zadowolony wziął do ręki trzy tomy.
- Idę zapłacić, kupujesz coś? – nagle zaburczało mu w brzuszku. Tym bardziej się zawstydził.

Kageyama
- Mhm, to dobrze. Ja jednak nie będę kupować tej książki, może kiedy indziej – machnął ręką, właściwie, to nie chciał nawet żadnej książki kupować, ale niech będzie. Spojrzał na mniejszego.
- Jesteś głodny, cooo? Haha. Chcesz, to możemy iść do jakieś budki. Wiem, że jedna stoi przy tym kinie tutaj obok. Albo... właściwie możemy iść do kina i wtedy tam sobie kupić jakieś żarcie – Król podrapał się po włosach z tego lekkiego zażenowania... Hehe. He... Co ja właściwie mówię...?
- Zresztą! Pf! Tak tylko palnąłem. Wiesz, może chodźmy już stąd. Poczekam na ciebie przed wejściem – Kagey chrząknął i wyszedł z budynku.

Hinata
Uważnie słuchał, co ten pajac wygaduje. Ale, że co? Że teraz do kina z nim? Idealnie! Szybko zapłacił za mangi, upchał do torby swoje zakupy i wybiegł za nim. – Kageyama! N-no, bo wiesz... – wyciągnął bilety z kieszeni. - N-nie chciałbym, aby się zmarnowały... Bo one dalej są aktualne. Więc, no... Może pójdziemy razem? Mam dwa bileciki. Widziałeś zresztą –uśmiechnął się lekko, patrząc na niego z błyskiem w oczach.

Kageyama
- Haaaa? Co ty, głupi jesteś? Czemu w takim razie mi mówiłeś, że są nieaktualne? Przecież nie pchał bym się na chama byś mnie wziął... – Tobio trochę źle odebrał to, co mówił Hinata, dlatego miał na niego małego focha. No cóż.
- Skoro masz jednak te bilety, to ja w takim razie kupie żarcie. Chyba, że nie chcesz ze mną iść, to powiedz. Nie obrażę się. A nie lubię ludzi, którzy nie umieją do końca wypowiedzieć swoich myśli, pf – O ironio. Co ja gadam? Sam często nie umiem tak mówić. I już mnie On zaczyna wkurzać. Może to i dobrze. Coś za miły ostatnio dla Niego jestem.

Hinata
- A-ano, b-bo... – spuścił głowę. – N-nie miałem z kim iść... A n-nie wiedziałem, czy ty byś chciał iść ze mną... Jeszcze na taki fantastyczny film, to tym bardziej nie sądziłem, że miałbyś ochotę się przejść – mamrotał, podniósł głowę. – Chcę iść z tobą do tego durnego kina, okej?! - Hinaś zezłościł się trochę. Nie lubił się tłumaczyć. Spojrzał Kageyamie w oczy, a w brzuchu poczuł znowuż to dziwne uczucie. Aaa! Co to ma być? Wyglądał teraz jak dorodny pomidor, idealnie czerwony. Odwrócił się i spoliczkował. Dlaczego się tak speszyłem?

Kageyama
Normalnie aż wbiło go w ziemie, kiedy widział i słyszał takiego zezłoszczonego małego rudzielca. W dodatku jeszcze krzyknął na rozgrywającego, no niesamowite.
Król też się trochę zaczerwienił, kiedy widział tą dziwną reakcję Hinaty. A także to szczere spojrzenie w oczy. Jezu, głupku... O co Ci chodzi? Przestań dawać mi jakieś dziwne znaki, bo sobie coś jeszcze pomyślę..
- Okej. W takim razie idziemy razem. Więc chodź – złapał mniejszego za dłoń wyżej nadgarstka i ciągnął lekko do wejścia. Puścił go dopiero przy kasie.
- Idę po to... no... Jedzenie tam, naprzeciwko, więc zaraz wrócę – chrząknął, nie spoglądał już na Shōyō, tylko w ciszy poszedł do tego kinowego sklepiku. Kupił jakiś wielki popcorn, naczosy z sosem i dwie cole.
Hah, jeszcze nie tak dawno nie mogłem znieść obecności Hinaty, a teraz co? Po prostu sobie z nim ćwiczę na treningach, chodzę z nim teraz po mieście i nawet jestem w kinie? Haha. To jest jakieś chore. W dodatku, czemu mi się to podoba? Zakochałem się w nim, czy co? Pfff. Ta, jasne. Musiałbym chyba być największym idiotą świata by to zrobić.

Hinata
- U-uhm – kiwnął główką. Nieco dziwnie się czuł, kiedy Kageyama go ciągnął za rączkę. Miał taką dużą, ciepłą dłoń. O nie, znów to uczucie! Motylki w brzuchu! Nie rozumiem, w dalszym ciągu tego nie czaję!
- Okej, zaczekam. – stał oparty o ścianę, spoglądając na niego. Kiedy wracał, odwrócił wzrok gdzie indziej.
- No, ileż można czekać – uśmiechnął się wrednie i przejrzał bilety. - No, to… Rząd dwunasty, a miejsca to... dziewięć i dziesięć. Hahaha! Jak śmiesznie, przypadek? – spojrzał znów na Tobio i szeroko się uśmiechnął. Wziął od niego picie i machnął głową, na znak aby za nim ruszył. Aww! Nareszcie zobaczę ten film. W dodatku z nim… Z nikim innym tylko nim. Jego policzki ciągle były zaczerwienione. Weszli do sali, a rudy już biegł po schodkach.

Kageyama
- Dziewięć i dziesięć? Kurde. To przeznaczenie – również się zaśmiał, co było zdecydowanie nie w jego stylu, więc szybko spoważniał i znów starał się nałożyć tę „maskę” ze swoim znanym grymasem.
- Co to w ogóle jest za gatunek filmu? Fantastyczny jakiś, tak? Akurat takie filmy to lubię – szedł spokojnym krokiem, nie to co Hinata, który zaraz najchętniej pewnie by tu zaczął skakać i krzyczeć.
Haha. Idiota... Tobio uśmiechnął się pod nosem, gdy tak się gapił na Shōyō i myślał. Usiadł obok tego rudego głupka.

Hinata
- Tak, fantasy – uśmiechnął się. – Matko, rok czekałem na premierę! – wyszczerzył się i spojrzał na niego. – Cieszę się, że ze mną przyszedłeś! – upił trochę coli, jednak to, co powiedział było... zawstydzające. Wpatrywał się teraz w wielki ekran, zajmując podłokietnik Kageyamie. – Haha! Moje! – uśmiechnął się złośliwie. Nareszcie reklamy się skończyły. Zgasły światła i zaczął się seans.

Kageyama
Czarnowłosy spoglądał na ekran, ale jakoś nie mógł skupić się na tym filmie. A przecież obsada była bardzo dobra, więc czemu?
- Eh – spojrzał ukradkiem na Hinatka, który z zafascynowaniem oglądał film, a przynajmniej tak się wydawało.
Hm... Jest ciemno. Nikt nas nie widzi. Więc... może? Ughh... Kagey ugryzł się w wargę i odwrócił głowę w drugą stronę, aby trochę ochłonąć. Nie jestem przecież gejem. Co to, to nie! Więc czemu mam takie… obrzydliwe myśli? Boże... Jestem nienormalny. Dobra. Trudno. Zobaczę, czy go wystraszę samym dotykiem..
Wtedy Kageyama znów na niego spojrzał tyle, że tym razem położył dłoń na jego dłoni i delikatnie splótł ich palce. Coraz mocniej biło mu serce, bo Hinata był tak blisko. Pewnie znowu wyzwie go od głupka.

Hinata
Zerknął na swoją rączkę. O matko... Nie wierze w to, co widzę i przede wszystkim, czuję. W tym momencie Hinata palił się ze wstydu. Czuł, że serce wyskoczy mu zaraz z piersi. Tyle emocji. Ścisnął mocniej jego dłoń. Nie patrzył się na niego, za bardzo był zdenerwowany i speszony. Przez ten mały gest nie mógł skupić się na filmie, myślami był całkiem gdzie indziej.
I tak minął czas, bardzo przyjemnie. Z czasem Hinaś się przyzwyczaił i trzymał luźniej rąsie Kageya. Zajadał nachosy i zrobił z nich śmieszny dziubek. – Patrz, Kageyama! – uśmiechnął się szeroko. Wyglądał zupełnie jak kaczka.

Kageyama
Tobio oglądał niby ten film, ale i tak z niego prawie nic nie wiedział. Za bardzo skupiał się na Hinacie. W dodatku nawet nie odrzucił ręki Kageyamy, więc.. to bardziej go motywowało.
Trzyma mnie nadal. Ale może tylko dla żartów? Chociaż... W sumie po co miałby to robić dla jaj? Może jednak nie przeszkadza mu to? Albo po prostu uważa, że normalne. Ale... Aż tak głupi, to on chyba nie jest...
- Hm? – spojrzał w końcu na niego, kiedy rudy go zawołał. No i Tobio przestał się przejmować tym, co sobie tamten pomyśli. W końcu raz się żyje. W dodatku Kagey uświadomił sobie, że czuje wyraźnie coś do Shōyō.

Hinata
- Jestem kaczką, kwa-kwa, kwa-kwa! Haha – zachichotał. Głupiutki Hinaś, spojrzał na Kageyamę... Czarnowłosy dziwnie się na niego patrzył. O co mu chodzi?  Hinata myślał, że zaraz umrze z nerwów, jego serce nie wytrzyma. Strasznie się stresował. Jednak patrzył mu prosto w oczy, były takie... – Piękne...

Kageyama

- Jednak jestem idiotą... – nachylił się, przybliżył momentalnie swoją twarz do jego, jak najbliżej i...

CIĄG DALSZY NASTĄPI. 

14.10.2014

Burza emocji - one shot!

Witamy wszystkich, po naprawdę dłuuuugim czasie. Ten blog powstał w lato, a dziś mamy październik hmm. Jednak lenistwo wygrało, tak. Dlatego, w nagrodę napisałyśmy dłuższego one shota, oczywiście z naszym kochanym szipem (Kagesiem i Hinasiem jakby ktoś nie wiedział,lel.) No to co zapraszamy do czytania! Komentarze zawsze mile widziane. // k&k

~~~~

Burza emocji.

Trening skończył się jakieś dwie godziny temu, na Sali znajdowałem się tylko z Kageyamą. -Wystaw mi! –krzyknąłem z podnieceniem w głosie. Ustawiłem się pod siatką i już czekałem na nadlatującą piłkę. Czułem się padnięty, jednakże chciałem jak najdłużej wytrzymać, przedłużyć czas spędzony z nim.

- Idioto! Ile razy mam jeszcze Ci wystawiać?! – czarnowłosy jak zawsze spoglądał na mniejszego tym swoim chłodnym pełnym grymasu spojrzeniem. Hinata naprawdę działał mu na nerwy, jednakże nawet jakoś lubił ćwiczyć z nim sam na sam. W końcu tylko on potrafi odbierać jego wystawy. Nikt inny.

- Spróbuj teraz to odebrać – ustawił się do swojej pozycji rozgrywającego i zwinnie wycelował w miejsce w którym znajdował się rudzielec. Dokładnie obserwował każdy ruch Hinaty.

-Moja, moja! –wydarłem się, skoczyłem jak najwyżej. Niestety znajdowałem się zbyt blisko siatki, kiedy odbierałem piłkę dostałem od niej prosto w nos, ponieważ odbiła  się od siatki.  Wylądowałem na czterech literach. –Tss.. ałć. –masowałem dłonią nos, cholernie bolał, zauważyłem kątem oka oddalającą się sylwetkę Tobio. Gwałtownie wstałem –Ej, jeszcze! Wystaw mi, Kageyama jeszcze raz! –zagryzłem dolną wargę.

Tobio wziął swoją torbę na ramię i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę wyjścia, niestety krzyki Hinaty wciąż go zatrzymywały więc gwałtownie się odwrócił i podszedł do niego – Daj mi spokój! Ćwiczyliśmy po zakończeniu treningu aż 2 godziny. Zresztą zobacz ciemno już jest. Pf – znowu nie miał ochoty spojrzeć na Hinate jednak to zrobił i szybko odwrócił od niego wzrok – Jutro też możemy potrenować. A należy nam się jakiś odpoczynek. Szczególnie Tobie.
-Oj no weź, jeszcze raz! – zachwiałem się. Ech.. a może ma rację. Szkoda, naprawdę czas płynie niesamowicie szybko. Westchnąłem zrezygnowany, kiedy nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Udałem lekkie przerażenie w oczach, kiedy spojrzałem w okna. –Uhm.. c-ciemno. K-Kageyama, wracamy razem? –spojrzałem na niego z zapałem.

Znów zaczął mu się przyglądać, jakoś poczuł się Kageyama trochę szczęśliwy. Mimo, że Hinata był denerwującym dzieciakiem umiał być całkiem uroczy i przy nim dopiero Tobio mógł być sobą. – Tsa. Możemy wracać. Wszystko mi jedno – Czemu zawsze muszę być dla niego taki podły? Czy to przez mój charakter? A może specjalnie nie chce się do niego zbliżać? znowu ta sama myśl krążyła rozgrywającemu po głowie. Kiedy obaj wyszli przed hale zaczął czarnowłosy zagadywać – Hinata, daleko mieszkasz?

Spodziewałem się odmówienia ze strony kolegi z drużyny. Jednakże, ucieszyła mnie jego odpowiedź. Szczęśliwy złapałem swoją torbę, przełożyłem pasek tobołu przez ramię. Dotrzymywałem mu kroku.
-Hmm? Aa.. um no trochę, dlatego jeżdżę rowerem. –podbiegłem do bramek, gdzie przypięty był mój rowerek. Wróciłem do niego prowadząc swój wóz. –A Ty? Mieszkasz daleko? Chyba nie? Bo czasem Cię widzę jak biegasz w pobliżu szkoły, nie raz chciałem Cię zawołać głupku i się schować haha. –zaśmiałem się.

- Anoo.. mieszkam całkiem blisko. Parę minut i już jestem w domu – dalej Kageyama szedł ze spokojnym wyrazem twarzy, jednak ciągle go coś trapiło. Szczególnie ta dziwna myśl o Hinacie – I kogo niby nazywasz głupkiem idioto? Pff – dźgnął go tym razem w brzuch – Jak byłeś w pobliżu mogłeś po prostu do mnie podbiec a nie się chować dziwaku.. – Nagle pojawił się wielki błysk na niebie i mocno zaczęło grzmieć. Los tak chciał, że zaczęło popadywać aż w końcu rozpętała się mocna ulewa.

-Oo.. Ach, n-nie chciałem Ci zawracać głowy. –złapałem się za brzuszek. –Ał kretynie! –skrzywiłem się. Co ten debil mnie dźga, pff jak bym ja go tak załatwił to by już było po mnie! Myślałem gorączkowo, nagle ochłonąłem. Kropla deszczu spadła mi na powiekę, przetarłem oczko. Kolejne krople gwałtownie padały z nieba. No nie, dlaczego się rozpadało? Pewnie, będę musiał sam wracać na rowerze a Kagey pobiegnie do domu. Posmutniałem. –Nie mam parasola.. a leje jak z cebra.

- Oo.. ja chyba mam jedną parasolkę! – Kageyama szybko zaczął przetrząsać całą torbę. Uff, na szczęście ją wpakował rano. Przynajmniej nie zmoknie. Ale.. Hmm.. Co z Hinatą? Powinienem mu zaoferować pomoc ale to w sumie nie w moim stylu. Uhh.. Przecież go tak nie zostawię – Słuchaj, jak chcesz możemy iść do… mnie. Może akurat przestanie padać to wtedy będziesz mógł pojechać do domu. Serio mieszkam niedaleko więc – wzruszył ramionami, udawał, że nic go to nie obchodzi. Ale w sumie dlaczego tak bardzo stresowała go wyczekiwana odpowiedź Hinaty?

-Mhm, ta.. –spuściłem głowę, lecz szybko ją podniosłem. –Zaraz c-co? D-do Ciebie, d-do d-domu? –troszkę się zdenerwowałem, nie spodziewałem się tego po nim. Przecież, on mnie chyba nawet nie lubi tylko znosi. Moje policzki lekko się zaczerwieniły. –U-uhm.. d-dobra, czemu nie. –przełknąłem ślinę, w głębi serca cieszyłem się, że spędzę z nim kolejne x czasu! Przysunąłem się bliżej jego, bo ta parasolka nie należała do największych, stykałem się z nim łokciem.

Szli trochę w niezręcznej ciszy. Jedynie co było słyszeć to deszcz. Nawet żadnej żywej istoty nie było na dworze. Po prostu tylko On i Hinata. Hinata i On - Sorry, za ten ścisk pod tą parasolką ale raczej nie nadaje się ona dla dwóch osób. Ale myślę, że jakoś do mnie dojdziemy – co jakiś czas czuł Tobio dziwny przeszywający go prąd przez ten mały dotyk Hinaty. Trochę go to denerwowało, że jego ciało tak dziwnie reagowało przez tego małego rudzielca. Po paru minutach w końcu doszli pod jego dom – Ok. A więc jesteśmy na miejscu – podeszli pod drzwi wejściowe, był tam mały daszek więc czarnowłosy złożył parasolkę – Możesz tu podpiąć rower. Nie powinien Ci go nikt ukraść.

Co jakiś czas zerkałem na swojego towarzysza. Nie wiem czemu, ale zawsze kiedy na niego spojrzę to czułem wyraźne motylki w brzuchu. To dziwne, naprawdę. Nie rozumiałem tego uczucia i jakoś nie próbowałem jego zrozumieć do czasu, kiedy znaleźliśmy się pod jego domem. Kagey naprawdę, miło się zachowuje w stosunku do niego. A Hinata kocha miłych ludzi, chociaż Kageyama jest przeciwieństwem uprzejmego człowieka. Mimo to nie przeszkadzało mi to. Oparłem rower o płot i przypiąłem specjalną linką. Odwróciłem się w jego stronę i kichnąłem.. na jego.. koszulkę..  –A-aa! P-przepraszam, p-przepraszam. –próbowałem powstrzymać się od śmiechu, nie wypadało się śmiać z osoby która proponuje Ci gościnę. 
- HINATA. IDIOTO - złapał go mocno za głowę bo widział, że mały chciał się już wyraźnie zacząć śmiać - Pff - puścił go, otworzył drzwi i weszli obaj do domu. Od razu Tobio ściągnął koszulkę jak tylko przeszli przez próg - Przez Ciebie imbecylu musze się przebierać - zrobił ten swój znany grymas ale potem szybko się uspokoił - Ehh. dobra, nieważne. I tak w sumie bym to zrobił po treningu. Chodź na górę. Tam jest mój pokój - Zaczął iść pierwszy po schodach.


-Ałć, ałć puszczaj mnie, puszczaj, głupku! –machałem panicznie rękoma. Już chciałem kopnąć go w piszczel, ale mnie puścił, ma szczęście, pf! Przeskoczyłem próg –Przepraszam za najście! -powiedziałem i z radością spojrzałem na jego. Boskie bary przykuły moją uwagę, chociaż prawie codziennie go widzę w szatni. Zarumieniłem się po same koniuszki uszu, odwróciłem wzrok. Szedłem grzecznie za nim, starając się nie patrzeć na niego. W między czasie rozglądałem się po pomieszczeniu. –Ładnie Ty tutaj masz.

-Hm? A dzięki. Jakoś tak pomieszkuję – wszedł do pokoju, od razu wyjął ze swojej szafki czystą czarną koszulkę którą szybko włożył, znów spojrzał na Hinate – Przynieść ci coś do picia? W sumie to chyba pierwszy raz u mnie jesteś – usiadł na łóżku i odpalił tv by coś grało Boże. Dlaczego wciąż kieruje mną jakieś dziwne uczucie? Stresuje się sam nie wiem czym.
Wszedłem niepewnie do jego pokoju. –Łoo. –rozglądałem się, panował tutaj niezły porządek nie to co u mnie. Spojrzałem na niego, uff nie kusił mnie już swoim pół nagim ciałem. –Uhm.. j-jak możesz to poproszę. –powiedziałem cichutko, chłodno mi było i przede wszystkim mokro. Nieźle zmokłem, mimo że szedłem pod parasolem. Ściągnąłem torbę i położyłem ją obok stoliczka, na którym leżały jakieś dwie książki, notes, pilot od telewizora i miska z owocami. Usiadłem na dywanie, denerwowałem się trochę. Nie wierzyłem, że znajduję się w domu Kageyamy, czy to sen?

- Ok, no to zaraz przyjdę - wstał i zszedł na dół, nalał im jakiegoś pomarańczowego soku bo tylko to miał w lodówce nie licząc wody. Po co ja go tu przyprowadziłem? Nie ogarniam już samego siebie. Tobio co się z tobą kurna dzieje.. - Ehh - Po jakimś czasie znowu do niego wrócił. Wstąpił jeszcze po drodze po ręcznik do łazienki i wszedł do pokoju, w którym siedział Hinata - Łap - rzucił mu tym ręcznikiem prosto w twarz - Mokry jesteś, więc powinieneś też się przebrać - znowu coś wyszperał z szafki, usiadł obok niego i mu podał - Może być trochę za duża ale to chyba lepsze niż nic.

Kiwnąłem głową, przetarłem dłonią spocone czoło. Zająłem się oglądaniem jakiegoś reallity show w tv. Zdjąłem z twarzy ręcznik, którym raczył mnie rzucić ten idiota. Lekko się rumieniąc podziękowałem mu. Ściągnąłem z siebie wilgotną koszulkę, wytarłem się ręczniczkiem i szybko wślizgnąłem się o co najmniej cztery rozmiary za duży t-shirt od Kageyamy. O matko, czuję wyraźny zapach jego. Dosłownie na moich policzkach można smażyć jajka. Wstałem i obróciłem się wokół własnej osi. –Jaka duża, Ty Guliwerze! –zachichotałem, spodobał mi się ten ciuch.
Na dworze w dalszym ciągu nieźle grzmiało. Podskoczyłem ze strachu, nie lubiłem burz już nie wspomnę  o błyskawicach. 

Kageyama wciąż się przypatrywał Hinacie. Trzeba przyznać, że wyglądał w jego koszulce naprawdę rozkosznie i uroczo. Zaraz co? Uroczo? O czym ja w ogóle myślę! Czarnowłosy nieświadomie lekko się zarumienił, ta myśl naprawdę była bardzo żenująca jak na niego. Więc, szybko wstał i napił się soku by chwile ochłonąć. Spojrzał za okno – Uhh, nieźle leje. Coś wątpię aby to szybko przeszło – znowu kątem oka spojrzał na mniejszego rudzielca – Boisz się burzy?

-C-co? Ja się mam b-bać? Ha-ha! Nie b-bądź śmieszny, ja się niczego nie boję! –skrzyżowałem ręce na piersi, odwróciłem głowę w drugą stronę. Aaa matko, prawie się wydało, jak się dowie to będzie się śmiać, nie mogę mu pozwolić na jakiegoś haka na mnie! Usiadłem i oparłem się o jego łóżko, skuliłem nogi i udawałem, że zaciekawiły mnie absurdalne bzdury puszczane w telewizji. Myślami byłem całkiem gdzie indziej. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, że jestem u niego w domu, w dodatku jego bluzce! Czy to dziwne, że się tak denerwuję? Obserwowałem go z profilu, serce zaczęło walić mi jak oszalałe.

- Hmm.. Jasne. I dlatego trzęsiesz się jak galareta? Haha. – znów usiadł koło Hinaty, ale tym razem nie spoglądał na niego tylko również udawał, że coś go tam zaciekawiło w telewizji – W sumie nigdy nie mogłem zrozumieć ludzi, którzy się boją burzy. Przecież to zwykłe wyładowania elektryczne w atmosferze. Czysta fizyka. Nic więcej. Wziął do ręki pilot i zaczął przełączać po kanałach, jednakże dość wyraźne głośne grzmoty zagłuszały telewizor. W pewnym momencie było słychać wielkie spięcie i wszystko zgasło w domu wraz ze światłem. Była zupełnie ciemna pustka – Kurna. Chyba spaliło mi bezpieczniki – szybko spojrzał na rudzielca, by zobaczyć czy wszystko z nim w porządku. W prawdziwe nie widział go dokładnie Kageyama, ale widział mniej więcej jakiś zarys twarzy.

Sięgnąłem po szklankę z sokiem i wypiłem duszkiem zawartość kubka. Kiedy nagle stała się ciemność, chciałem się wydrzeć lecz w porę ugryzłem się w język, nie wyraźnie widziałem jego w tych ciemnościach, on pewnie również mnie nie widział. Może to i dobrze, bo wyglądam jak trup. Nienawidzę tego jak to się mówi, kiedy ‘’aniołki grają w kręgle w niebie’’. Wystraszony i nieświadomy tego, że dłoń Kageyamy znajduje się pięć centymetrów od niego. Przysunąłem się bliżej i położyłem dłoń na jego ręce. –A-ale ciemno, h-ha ha.. –na początku nie zorientowałem się, że trzymam jego łapę. W porę się ocknąłem i szybko zabrałem rękę, rumieniąc się niemiłosiernie. –P-przepraszam!

Poczuł na swojej dłoni drobny uścisk. Tobio zaczął się zastanawiać czy ten głupek zrobił to specjalnie a może nieświadomie? Tak czy siak trochę to speszyło Kageyame, bo wcale mu to nie przeszkadzało. Ba, nawet miał ochotę w dalszym ciągu go trzymać ale to było, by już zdecydowanie dziwne. Więc po prostu krótko to skomentował – Spoko, nic się nie stało – wstał z łóżka i zaczął szukać po pokoju latarki. Chociaż, ledwo mu to wychodziło bo było zdecydowanie zbyt ciemno. Mrok dosłownie pochłaniał całe światło w tym pomieszczeniu. Jedynie było widać zza okien lampy uliczne, które chociaż trochę oświetlały pokój – Że też akurat dzisiaj musiał mi prąd siąść. Ehhh.. Wybacz idioto ale chyba musimy się przez jakiś czas ponudzić. Chyba, że uda mi się wyjść na dwór i to naprawić – w dalszym ciągu próbował grzebać w szafkach.

-Hmpf, nie mów na mnie idioto, idiocie. –napuszyłem policzki. –N-nie, z-zostań. Samo się naprawi, jak przejdzie brzydka pogoda. –Kagey usiadł znów obok mnie. Bum-bum bum-bum, moje serce najprawdopodobniej zaraz wyskoczy z płuc. Miałem tylko cichą nadzieję, że nie usłyszy mojego zdenerwowania. W tej samej chwili ‘’aniołek na niebie’’ musiał wygrać jakiś ‘’Boski nektar’’ i z tej radości zesłał na Ziemie ostry grzmot, który tak mnie wystraszył, że aż krzyknąłem. –Aaaa! –dłonie same się trzęsły nie mogłem ich uspokoić. Spojrzałem znów na kolegę i się do niego mocno przytuliłem. Nie wiedziałem praktycznie co robię, czy dobrze robię. Strasznie nienawidziłem takiej pogody.

- Haaa?! Co ty wyprawiasz?! – dobrze, że było ciemno bo inaczej Hinata zobaczyłby jak bardzo się Tobio zarumienił, przez ten dotyk – Puszczaj mnie! Hinata.. – spoglądał tak na niego i czuł na sobie, że jego mniejszy kolega strasznie się trzęsie. Wow, aż tak się on boi? Może zrobię raz wyjątek i postaram się być chociaż trochę dla niego.. miły. – Nie masz się czego bać. W domu jest bezpiecznie – trochę się Kageyama wahał czy go dotknąć czy nie, więc niechętnie ale jednak objął swoimi dłońmi Hinate i zaczął go głaskać po głowie.

Po jakimś czasie zrozumiałem co właściwie się stało. Już chciałem się odsunąć, ale Kageyama mnie również przytulił, a co lepsze nawet głaskał po głowie. Mnie. Wtuliłem się w niego, wyraźnie czułem jego woń. Był taki ciepły. Kocham to. Kocham go. Czułem się bezpieczny, nie w jego domu, tylko w jego objęciach. Uśmiechnąłem się pod nosem.  

Zaczął go Tobio przytulać nieświadomie coraz bardziej, w końcu głaskał go również delikatnie po plecach. Zbliżył swoją twarz do jego włosków i wąchał delikatny zapach Hinaty. Było czuć od niego jeszcze deszcz.. Ahhh. Co ja wyprawiam?! Nie powinienem! Szybko się opamiętał i od niego odsunął na dość bezpieczną odległość jednak wciąż trzymał go w swoich objęciach, czuł że zaczyna się coraz bardziej stresować. Ale tak bardzo podobało mu się to przytulanie z nim. Powinienem go puścić? A może nie? Eh. Tak, raczej powinienem. Tak. Muszę go puścić. Tylko.. dlaczego nie potrafię przestać?   – Hinata. Przepraszam za to co zrobię. Ale chciałbym coś sprawdzić – Tak. Sprawdzić. A dokładnie moje uczucia. Nagle Kageyama złapał za twarz chłopaka, walczył jeszcze ze sobą w środku czy aby, na pewno dobrze robi. Ale w końcu przybliżył swoją twarz do niego tak, że był niebezpiecznie blisko. Spojrzał mu jeszcze w oczy, szybko przymknął swoje i oddał pocałunek na jego ustach.

Przytulałem się co raz to bliżej i bliżej. Tak, definitywnie już się nie bałem. Chwile spędzone z wystawiającym są cudowne. Naprawdę go kocham. Teraz to zrozumiałem, motylki w brzuchu nie były przypadkowym uczuciem. Podniosłem głowę. –He? Ale c-co? –kiedy Tobio był tak blisko, paliłem się ze wstydu. Poczułem na swoich wargach, miękkie usta Kageyamy. Zestresowałem się trochę, na początku nie wiedziałem co mam zrobić, ale z czasem się rozluźniłem i delikatnie odwzajemniałem pocałunek.

Czarnowłosy przestał się hamować gdy tylko poczuł zaangażowanie Hinaty. Mogę prawda? On mi pozwala, prawda? Zaczął coraz bardziej pogłębiać pocałunek, wsunął mu dość szybko i zwinnie język przez co bawił się jego podniebieniem, wciąż go namiętnie całując. Przez to wszystko zapomniał już właściwie, jak do tego doszło. Nic się teraz nie liczyło oprócz tego, że ma go obok siebie tak blisko Naprawdę nie rozumiem czemu to robię. Zakochałem się? Nawet jeśli to wiem, że definitywnie nigdy mu tego nie powiem.

Całowałem go namiętnie najbardziej jak potrafię pokazałem na co mnie stać.  Nie chciałem się odrywać od jego ust, pokochałem je. Jednak zawstydzenie przejęło moje ciało, odchyliłem się. Oblizałem usta i spojrzałem na niego błyszczącymi oczami. Łzy spływały mi po policzkach. Otwierałem co jakiś czas buzie, chciałem wydusić z siebie jakieś słowo, ale nie potrafiłem. W pokoju nagle stała się jasność, telewizor sam się włączył. Burza nareszcie ucichła. 
Spojrzałem na niego ze szklankami w oczach, uśmiechnąłem się. –Kocham Cię, Kageyama. –zarumieniłem się, starałem się nie odwracać wzroku. Byłem jak najbardziej poważny.

Prąd wrócił tak samo szybko jak zniknął. A wraz z nim świadomość, która dopiero teraz uderzyła Kageyame. Co oni właśnie przed chwilą zrobili? – Ano.. – Nie wiedział co powiedzieć, gdy widział płaczącego Hinate, ale szybko zrozumiał jego miłosne wyznanie co bardzo go zszokowało – Jak to.. kochasz? – Tobio nie wiedział czy się cieszyć czy nie. Za dużo tych emocji na raz, chciał już krzyknąć na niego, że tylko się nim zabawił. Że w końcu są przecież tylko facetami więc gdzie w tym miłość? Ale zamiast tego to znów go pocałował w te ciepłe usta po czym dodał – Ja.. chyba Ciebie też – objął go mocno do siebie i zrozumiał, że naprawdę zakochał się w tym idiocie.


Przeraziłem się. Adekwatnie bałem się odrzucenia z jego strony, złapałem powietrze i już chciałem przyjąć ze smutkiem jego odmowy, wyśmiania czy też wytykania palcem. To co usłyszałem było chyba najmilszą rzeczą jaka mnie spotkała. Uśmiechnąłem się. Kiedy mnie przytulił przymknąłem oczy. Nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji. Dziś był najlepszy dzień w moim życiu, haha nie wierzę. Cieszę się!

~~~~
Koniec.