22.12.2014

Najlepsze urodziny - one shot.

Dobry wieczór. Dziś jest ważna data! Urodziny naszego króla, a więc wszystkiego najlepszego Kageyama. Z tej okazji jak i nadchodzących świąt, częstujemy was naszym kolejnym one shotem. A więc, życzymy wszystkim wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Zapraszamy do czytania, miłej lektury. //k&k

„Najlepsze Urodziny”
one-shot

Hinata
- Shō-chan! Wstawaj! Śniadanie będzie za dziesięć minut – oznajmiła dorosła kobieta, przyglądająca się swojemu synkowi, który jeszcze smacznie spał. – Słyszałeś? Bo siostra ci zabierze zabawkę z płatków śniadaniowych – zachichotała i wyszła z pokoju.
- Meh... No, już wstaje... – uchylił oczy i tak przez chwilę mrugał powiekami, a następnie przetarł ręką śpiochy. Rozejrzał się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Dalej panował u niego chaos. Zerknął na zegarek, wskazywał godzinę piętnaście po dziewiątej. Niechętnie wstał i rozciągnął się. Podszedł do okna, przetarł rękawem szybę, która zaparowała. – Śnieg! W końcu! – uśmiechnął się do siebie. Spojrzał na kalendarz, który wisiał przy komodzie. Zakreślona data w kółeczku wskazywała 22 grudnia. –To już dziś! O matko! – Mały Shō zaczął się niezmiernie cieszyć, chociaż to nie jego święto. Rzucił się z powrotem na łóżko i zaczął krzyczeć do poduszki. – Jeju! Jak dobrze, że kupiłem ten prezent – turlał się po swoim posłaniu. – Hmm... Chodzimy ze sobą jakieś dwa tygodnie, ale to były chyba moje najlepsze dwa tygodnie w życiu! Kyaaa! – zarumienił się, wstał i zaczął się szykować. Spakował mały prezencik w kieszeń.
- Teraz jak tak myślę, to nie wiem, czy mu się spodoba taki prezent. – Zagryzł wargę i wzruszył ramionami. Zbiegł na dół do rodziny i zaczął pochłaniać szybko swoje śniadanie.

Kageyama
Kageyama jak zwykle obudził się równo z budzikiem. Nie miał ochoty wstawać, ale dzisiaj miał się spotkać ze swoim rudzielcem, więc szybko pozbierał się i zaczął wygrzebywać ubrania z szafy. Dzisiaj były jego urodziny, których zazwyczaj nie obchodził. Po prostu nie miał z kim. Rodzice też jakiegoś większego zainteresowania tym nie wykazywali. Kiedy Kagey zaczął się ubierać, zobaczył na stoliku w pokoju kopertę od rodziców z napisem „Kup sobie jakiś fajny prezent. Całusy, Mama i Tata :)”
- Heh. Jak zawsze, co roku dostaje od nich tylko pieniądze – ziewnął i spojrzał na godzinę, po czym zszedł szybko na dół i zajadał jakieś płatki. Tobio zastanawiał się czy Hinata w ogóle wie o jego urodzinach. Zresztą... Po co miałby pamiętać? Chodzimy ze sobą od niedawna. A ja się czuję, jakby wieki minęły.
Chrząknął, założył bluzę i wsadził do kieszeni mały upominek dla Shō z okazji świąt. W końcu za 2 dni Wigilia, więc chyba wypada dać prezent swojemu... chłopakowi.
Wyszedł szybkim tempem z domu i zanim zdążył zauważyć, znajdował się już pod domem rudego.

Hinata
Usłyszał pukanie do drzwi.
- Ja otworzę! To do mnie! – zwrócił się Hinata do swojego ojca, który już chciał wstać z krzesła. Pobiegł do drzwi i je otworzył, uśmiechając się od ucha do ucha w stronę Kageya, który stał za drzwiami.
- Hejka! Poczekaj, ubiorę tylko buty i kurtkę – nie zamykał drzwi i zakładał w przedpokoju ubrania. Wskoczył w wygodne trapery i owinął się szalikiem.
– Wychodzę! – zamknął za sobą drzwi.
- I jak się dziś czujesz? – uśmiechnął się. – Brr. Jak zimno! Ale patrz, za to śnieg spadł! Jak ładnie. – podbiegł kawałek przed siebie i wyciągnął rączkę z kieszeni. Łapał płatki śniegu.
- Oo, patrz, Kageyama! – wrócił do niego i już mu pokazywał dłoń. – Ojej, stopniał, a taki ładny płatek śniegu był... Buu...! – wydął policzki.

Kageyama
- Cześć, głupku – uśmiechnął się lekko do niego i zerkał co jakiś czas jak rudy się ekscytował tym śniegiem. Właściwie to Kageya bawiło trochę to, jak Hinata reaguje. Zachowywał się wtedy jak prawdziwe małe dziecko. Ale to na swój sposób było jakoś dziwnie urocze.
- Haha. Spokojnie. Masz wokół siebie pełno płatków – podszedł do niego i poprawił mu czapkę, która za bardzo zjeżdżała mu na oczy, po czym szybko cofnął rękę.
- Hm... To co dzisiaj ciekawego będziemy robić? Od razu Ci mówię, że bałwana to ja lepić nie będę – uśmiechnął się wrednie i wsadził sobie ręce do kieszeni kurtki. Jednak było trochę czuć ten chłód.

Hinata
- Bakayama! – wystawił język. – Wcale nie chcę lepić bałwana, phi! – napuszył się i odwrócił główkę, po czym zaśmiał się. – Hmm... A miałem pomysł, aby się przejść po mieście. Możemy zajść potem na dobre jedzonko i w ogóle spędzić razem czas, co Ty na to? –uśmiechnął się do niego i złapał go za rękę. Zarumienił się trochę i spuścił główkę. Szli tak na razie w ciszy. Hmm... Kiedy mam mu dać ten prezent? Może teraz?

Kageyama
- Ok, brzmi świetnie. Więc spędźmy po prostu razem dzień – uścisnął mu mocniej tę delikatną rączkę. Trochę taka niezręczna cisza między nimi była. Ahh... Dlaczego nagle wszystko jest takie zawstydzające ,jak już oficjalnie z nim jestem? Dobra. Nieważne. Z czasem pewnie mi to przejdzie.
- Ano... Teraz to w końcu mamy trochę odpoczynku od treningów, ale coś czuję, że będzie mnie nosić z tego nic nie robienia. Haha, też tak masz? – Tobio starał się zagadać go czymkolwiek. Nie chciał gadać o ich związku, więc wybrał rozmowę o swojej drugiej miłości, którą jest siatkówka.
- Będziemy musieli w nowym roku znowu sporo nad sobą pracować. Ale myślę, że teraz jak jesteśmy razem, to wszystko będzie szło po naszej myśli – Kageyama trochę się zarumienił, gdy po pewnym czasie zrozumiał, co właściwie powiedział – Znaczy, no wiesz... razem... w sensie, że jako drużyna, co nie... – chrząknął.

Hinata
Przytakiwał i słuchał uważnie, co Kageyama ma do powiedzenia. Również zarumienił się na to, co mówił.
– Jesteś kochany, wiedziałeś? – zachichotał. Znaleźli się w końcu w mieście, więc niechętnie puścił jego dłoń. Rozglądał się, gdzie by tu mogliby pójść. Cała uliczka była udekorowana świątecznie. Wszystko ładnie się komponowało, świeciło tak, że aż przyciągało małego Shō. W końcu zaciągnął Tobio do paru sklepów i upatrzył sobie dużo rzeczy. Ej, czemu mu nie daję tego prezentu? Ale, no, kurde... Taki słaby ten podarunek, jak tak teraz sobie myślę... Kurde... I co teraz?

Kageyama
- Nie jestem... – skrzywił się trochę i tak łazili po tych uliczkach. Mocno było tu czuć te święta. Hinata jak szalony latał od jednej wystawy do drugiej. Także z 10 razy omal się nie poślizgnął i wywalił, więc za każdym razem Kageyama go łapał. Poszli również do kina na jakiś film. Ważne, żeby nie komedia romantyczna, bo Tobio by tylko przysnął. Następnie poszli do restauracji na pizzę. Jakoś tak... W miarę miło im czas schodził. Przez chwilę Tobio się czuł, jakby był tylko z kumplem na mieście, a nie ze swoim chłopakiem. W końcu ani razu go nawet nie pocałował. No, przecież. Za dużo tu ludzi.
Znowu wyszli gdzieś na uliczki i było już widać tylko migoczące się lampki i ozdoby świąteczne. Było już okropnie ciemno. Kiedy ten czas tak minął? Zanim się zorientujemy, to będziemy musieli wracać do domu. Tsk.

Hinata
Tak przyjemnie spędzał czas z Tobio, że całkowicie zapomniał o złożeniu mu życzeń urodzinowych. Skręcili w jakąś uliczkę, prowadzącą do parku, z oddali było widać morze. Podbiegł do barierki i się przyglądał.
– Jak ładnie – uśmiechnął się do niego i wskazał paluszkiem. – Chodźmy jeszcze tam! Na statek! Co Ty na to? – wyszczerzył się i, nie czekając na jego odpowiedź, złapał go znów za dłoń i pociągnął w tamtą stronę. Zapłacił za siebie i za Kageyamę i już wchodzili na statek. Akurat zdążyli, bo od razu jak znaleźli się na pokładzie, statek ruszył. Uśmiechał się cały czas.
- Mam nadzieję, że choroby morskiej nie masz, co majtku? – zachichotał.

Kageyama
- Hee? Gdzie ty chcesz iść? Ej?! Gdzie ty mnie ciągniesz?! – dał się prowadzić Hinacie, bo po co miał się z nim wykłócać? Kageyama zaczął się jedynie rozglądać i rzeczywiście w mgnieniu oka znajdowali się już na statku.
- Jesteś naprawdę niemożliwy – pokręcił głową i spojrzał się na mniejszego - Nie mam choroby morskiej, bez obaw – pogłaskał go po policzku i wyminął go. Podszedł gdzieś bliżej barierek i zaczął się o nie opierać – Hmm... Fajnie stąd widać miasto. Wszystko jest takie białe i migoczące. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz tak spędzałem wolny czas.

Hinata
- Haha, niemożliwy? Ze mną wszystko jest możliwe, w końcu jestem Hinata i chce być jak mały gigant! – wyszczerzył się do niego. Potem również spoglądał na morze, oparł brodę o barierkę.
- Ano... Bardzo. Ślicznie jest, nie? – uśmiechnął się. Nagle mu się coś przypomniało.
-  O kurczę pieczone! – zagryzł wargę i sięgnął łapką do kieszeni. Chwilę się wahał czy dać mu ten prezent, czy też nie. Jednak w końcu się poddał i wyciągnął małe pudełeczko.
- Dobrze się dziś bawiłeś? Jeśli tak, to się cieszę, bo ja baaardzo! – zachichotał i zarumienił się – Kageyama... Słuchaj..

Kageyama
- Oczywiście. Możliwe, że nawet niedługo samego giganta przerośniesz! – uśmiechnął się wrednie, ale szybko złagodniał, gdy tylko na niego spojrzał.
- Masz rację. Ładnie jest – zerknął znów na miasto, ale szybko odwrócił wzrok gdy tylko Hinata zaczął coś gadać – Dobrze. A czemu pytasz? Hm? – jego wzrok przykuło małe pudełeczko w dłoniach Hinaty.

Hinata
- Uhm. N-no, b-bo zastanawiałem się, kiedy Ci to dać... A dziś się tak dobrze bawiliśmy, że kompletnie o tym zapomniałem... I nie wiem, czy Ci się to spodoba... – jąkał się. Czuł jak policzki robią mu się gorące. Podał mu prezencik i spojrzał w jego oczy.
- Wszystkiego najlepszego, Kageyama! Dziś są Twoje urodziny, to pomyślałem, że sprawię Ci mały prezent i w ogóle miło dzień zaplanuję – uśmiechnął się do niego.
- Wesołych Świąt również, bo niestety nie będzie mnie tutaj na święta, bo jadę do dziadków.

Kageyama
Czuł jak lekko się peszy przez tę reakcję Hinaty. Właściwie to go nieźle zdziwiło, że Hinata w ogóle pamiętał o jego urodzinach. W dodatku miał prezent... I zaplanował to wszystko dla mnie?
- Z nikim jeszcze tak nie obchodziłem moich urodzin. Naprawdę dziękuję – trochę się zarumienił, ale to wszystko była wina Shōyō. Jak możesz być tak uroczą istotą?
- Dziękuję. To moje najlepsze urodziny – mocno się do niego nachylił i przymknął oczy, aż w końcu odważył się pocałować Hinatę. Właściwie to nawet trochę pogłębiał ten pocałunek, bo nie chciał się od niego odrywać.

Hinata
Uśmiechnął się. Widać było, że ucieszył go ten prezent. Aww... Kageyama, słodki jesteś. Haha~  Po chwili odwzajemniał pocałunki, były tak namiętne, że aż Hinata się strasznie zawstydził. Nie całował się jeszcze tak z Kageyamą. Aż mu serce szybciej zabiło.

Kageyama
Objął go za biodra i przyciągnął bliżej do siebie, przytulając go. Jeszcze przez chwilę go całował, aż w końcu złapał oddech i spojrzał mu się głęboko w oczy
– Kocham Cię, Hinata – znów go przytulił – Przyjdź następnym razem do mnie, dobra? – zaśmiał się cicho pod nosem i właściwie powoli przestał czuć to zawstydzenie, jak na początku.
To był zdecydowanie wyjątkowy dzień dla Kageyamy. I pewnie nie tylko dla niego.

Hinata
Wyszczerzył się.
– Haha, dobrze, Kageś – wtulił się w niego. – Też Cię kocham.
Stali tak wtuleni w siebie, nikt nie zwracał na nich uwagi W końcu mały rejsik statkiem dobiegł końca. A oni dalej się przytulali, aż sam kapitan do nich podszedł i powiedział, że to już koniec, i mają już sobie pójść. Świetnie spędziłem ten dzień. Cieszę się, że jesteś tu przy mnie, Kageyama.
– Sto lat – uśmiechnął się do niego.

Koniec

4 komentarze:

  1. Jak zawsze ślicznie~ Sprawdzanie było czystą przyjemnością :3 Słodkie to było *^* I oczywiście, wszystkiego najlepszego, Kageyama! ^^
    Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam <3

    P.S. Wesołych świąt, dziewczyny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej... *-* jakie kawaii <3
    Bardzo dobrze opisałaś ich emocje :)
    Porostu ... Super! Czekam na więcej :* Pozdrowienia i wene śle ;)

    ~ Werka ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kyaaa! Słodycz sama *..*

    OdpowiedzUsuń