Dobry wieczór! Dziękujemy, wszystkim istotką, które
czytają nasze opowiadanka. To miłe, że komuś się podoba. Dziękujemy Lisie,
naszej korektorce, że zechciała zostać naszą betą. Motywujecie nas do większej
aktywności! Już mamy wiele nowych pomysłów, a oto jedno z naszych dzieł. Część
drugą dodamy najprawdopodobniej niebawem, proszę więc uzbroić się w
cierpliwość! Komentarze zawsze mile widziane. Miłego czytania. //k&k
Mój delikatny malec cz.1
Hinata
- Hinata! Hinata, mówię do Ciebie! – zwrócił się do rudego
Pan Profesor i rzucił książkę o stół. Chłopak aż podskoczył, przez co spadł z
krzesła, a klasa wybuchła śmiechem.
- Ta-Tak! Ja nie śpię! Wcal... Ooh – ziewnął. Wczorajszy trening był strasznie męczący, dlatego mu się przysnęło. Zadzwonił dzwonek. Lekcje w końcu dobiegły końca. Dziś wyjątkowo kapitan odwołał trening.
- Nuuudy! – westchnął idąc korytarzem w stronę wyjścia. – Hmm... Suga-san jest zajęty... Nishinoya-senpai, pewnie również. Ugh... – zagryzł wargi. Podszedł do swojej szafki i przebrał buty. Wyciągnął z kieszeni bluzy dwa bilety do kina. Wyraźnie rudzielec posmutniał. Naprawdę chciał iść na ten film z kimś. Jednak każdy był zajęty. Kiedy wychodził z budynku szkolnego, przypadkiem na kogoś wpadł.
- A-ano p-przepraszam! Potknąłem się i… - spojrzał z kim się zderzył. Przełknął ślinę. O nie! Wpadłem na najgorszego chuligana w szkole! – P-przepraszam! J-już sobie idę... –przyśpieszył kroku, ale niestety dresiarz z bandą go dogonili.
- Haa? Zwykłe przepraszam nie wystarczy, ciołku! – dresiarz szturchnął mocno Hinatę, przez co malec prawie się wywrócił. Większy, łysy gnojek złapał go za czuprynę i ciągnąc mocno, wydarł się:
- A teraz na kolana i błagasz o wybaczenie! No, dalej!
- Ta-Tak! Ja nie śpię! Wcal... Ooh – ziewnął. Wczorajszy trening był strasznie męczący, dlatego mu się przysnęło. Zadzwonił dzwonek. Lekcje w końcu dobiegły końca. Dziś wyjątkowo kapitan odwołał trening.
- Nuuudy! – westchnął idąc korytarzem w stronę wyjścia. – Hmm... Suga-san jest zajęty... Nishinoya-senpai, pewnie również. Ugh... – zagryzł wargi. Podszedł do swojej szafki i przebrał buty. Wyciągnął z kieszeni bluzy dwa bilety do kina. Wyraźnie rudzielec posmutniał. Naprawdę chciał iść na ten film z kimś. Jednak każdy był zajęty. Kiedy wychodził z budynku szkolnego, przypadkiem na kogoś wpadł.
- A-ano p-przepraszam! Potknąłem się i… - spojrzał z kim się zderzył. Przełknął ślinę. O nie! Wpadłem na najgorszego chuligana w szkole! – P-przepraszam! J-już sobie idę... –przyśpieszył kroku, ale niestety dresiarz z bandą go dogonili.
- Haa? Zwykłe przepraszam nie wystarczy, ciołku! – dresiarz szturchnął mocno Hinatę, przez co malec prawie się wywrócił. Większy, łysy gnojek złapał go za czuprynę i ciągnąc mocno, wydarł się:
- A teraz na kolana i błagasz o wybaczenie! No, dalej!
Banda miała niezły ubaw ze znęcania się na dużo młodszym
kolegą. Śmiali się, wytykali palcami, nawet zdarzyło się im kopnąć parę razy Shōyō
w brzuch. Hinata próbował się wyrwać, prosił, aby go zostawili w spokoju, nie
robili z igieł wideł. Ale zdało się to na nic. Ugryzł więc w rękę szefa „mafii”
i uciekł. Biegł jak najszybciej się dało. Odwracał się co jakiś czas, czy go
przypadkiem nie gonią. Niestety, obawa się sprawdziła i rzeczywiście tak było.
Znajdowali się nieco dalej, ale wciąż ścigali go. Przestraszony Hinaś skręcił w
lewo i znowu na coś wpadł... a raczej na kogoś.
- Aaa! P-przepraszam, n-nie chciałem, p-przepraszam – ledwo łapał powietrze. Podniósł głowę i spojrzał kogo staranował. Był nie kto inny, jak kolega z drużyny, bardzo „bliski” kolega, można tak powiedzieć. Ukrył się za nim.
- Aaa! P-przepraszam, n-nie chciałem, p-przepraszam – ledwo łapał powietrze. Podniósł głowę i spojrzał kogo staranował. Był nie kto inny, jak kolega z drużyny, bardzo „bliski” kolega, można tak powiedzieć. Ukrył się za nim.
- S-schowaj mnie proszę, proszę – Złapał się krawędzi kurtki
Kageya.
Kageyama
- Haaaa? O czym ty mówisz, głupku? – Kageyama spojrzał na
niego oczywiście tym swoim znanym, zabójczym grymasem. Wtedy też usłyszał
nadbiegających w ich stronę jakiś kolesi.
- Ty! Rudy! Nie uciekaj tak! – zaczął krzyczeć jeden z tej całej głośnej bandy, po czym zaczęli się przyglądać Kageyamie. Kolejny z nich chciał udawać wielkiego kozaka, więc zaczął rozmowę albo raczej pyskówkę.
- Ty! Rudy! Nie uciekaj tak! – zaczął krzyczeć jeden z tej całej głośnej bandy, po czym zaczęli się przyglądać Kageyamie. Kolejny z nich chciał udawać wielkiego kozaka, więc zaczął rozmowę albo raczej pyskówkę.
- Ej, ty większy! Mógłbyś nam go oddać? To nie twoja sprawa,
więc lepiej nam nie wchodź w drogę!
- Oddać go? – Tobio wskazał palcem na wystraszonego Hinatę - Wam? – zaczął się śmiać po czym szybko spoważniał i wbił w nich wzrok.
- Słuchaj, nie oddam ci go, bo to mój podwładny i jak ktoś ma się nad nim znęcać, to tylko ja, więc lepiej rusz swoją dupę i nie wtrącaj się. Pff... – prychnął na nich i odwrócił się, ale jeden z chłopaków nie chciał dać za wygraną i chciał walnąć Kageyamę. Jednak ten szybko się odwrócił, złapał za koszulę tego szpanera i przycisnął go mocno do ściany tak, że aż było słuchać huk. Reszta typów tylko uciekła, razem z tym kolesiem którego później puścił Kagey. Następnie odwrócił się do Hinaty i pacnął go mocno w łeb.
- W co ty się wmieszałeś? Miałeś szczęście, że akurat na mnie trafiłeś. Zresztą, cały pobijany jesteś – nieświadomie podniósł bluzkę rudzielcowi zaczął oglądać jego brzuch – Jak będziesz tak pozwalać sobie dawać łomot, to nie licz na to, że będziesz sprawny na treningach. Phy – puścił go.
- Oddać go? – Tobio wskazał palcem na wystraszonego Hinatę - Wam? – zaczął się śmiać po czym szybko spoważniał i wbił w nich wzrok.
- Słuchaj, nie oddam ci go, bo to mój podwładny i jak ktoś ma się nad nim znęcać, to tylko ja, więc lepiej rusz swoją dupę i nie wtrącaj się. Pff... – prychnął na nich i odwrócił się, ale jeden z chłopaków nie chciał dać za wygraną i chciał walnąć Kageyamę. Jednak ten szybko się odwrócił, złapał za koszulę tego szpanera i przycisnął go mocno do ściany tak, że aż było słuchać huk. Reszta typów tylko uciekła, razem z tym kolesiem którego później puścił Kagey. Następnie odwrócił się do Hinaty i pacnął go mocno w łeb.
- W co ty się wmieszałeś? Miałeś szczęście, że akurat na mnie trafiłeś. Zresztą, cały pobijany jesteś – nieświadomie podniósł bluzkę rudzielcowi zaczął oglądać jego brzuch – Jak będziesz tak pozwalać sobie dawać łomot, to nie licz na to, że będziesz sprawny na treningach. Phy – puścił go.
Hinata
Chłopiec zaczął się przyglądać tej całej akcji, która tutaj
zaszła. Nie dowierzał własnym oczom jak i uszom, co ten Kageyama gada... To miłe z Jego strony... Chociaż może nie
koniecznie to, że jestem Jego podwładnym, pff! Co to miało być?! Pomyślał. Mimowolnie zaczerwienił się
kiedy Kagey oglądał jego brzuszek.
- C-Co t-ty r-robisz! – odskoczył jak poparzony. Ale dlaczego? Przecież to nic takiego... chyba...
- A-ah… N-no, broniłem się! Ale nie mam szans z takimi byczkami, szczerze mówiąc –złapał się za brzuch i pomasował. Ałć. Już czuł, że będzie miał niezłe siniaki. Spuścił główkę. Jaki wstyd...
- D-dziękuję... Ci – westchnął. – Masz rację, miałem szczęście, że ciebie spotkałem. –uśmiechnął się do niego i przetarł oczy. – Wynagrodzę ci to jakoś... I będziemy kwita! A tak w ogóle, to gdzie leziesz? – spytał go. Hmm... A może... To właśnie Tobio poszedłby ze mną do tego kina? Aaaa! Nie no, raczej nie...
- C-Co t-ty r-robisz! – odskoczył jak poparzony. Ale dlaczego? Przecież to nic takiego... chyba...
- A-ah… N-no, broniłem się! Ale nie mam szans z takimi byczkami, szczerze mówiąc –złapał się za brzuch i pomasował. Ałć. Już czuł, że będzie miał niezłe siniaki. Spuścił główkę. Jaki wstyd...
- D-dziękuję... Ci – westchnął. – Masz rację, miałem szczęście, że ciebie spotkałem. –uśmiechnął się do niego i przetarł oczy. – Wynagrodzę ci to jakoś... I będziemy kwita! A tak w ogóle, to gdzie leziesz? – spytał go. Hmm... A może... To właśnie Tobio poszedłby ze mną do tego kina? Aaaa! Nie no, raczej nie...
Kageyama
- Hm? Przecież nic nie robię! Głupek! – Tobio lekko się
zarumienił, ale oczywiście nie dał po sobie tego poznać, w każdym razie miał
taką nadzieję. Spojrzał jeszcze raz na tego poobijanego chłopaka.
Rany, Hinata... Dlaczego musisz być aż tak delikatny? Nawet nie chce myśleć jakby Cię oni wykończyli, gdyby Cię dorwali. Prawdziwy z Ciebie głupek! Uhhh... I co ja się właściwie Tobą przejmuję...
- Spoko – machnął ręką na podziękowania Hinaty – Ano... Właśnie szedłem sobie kupić sok z automatu, ale mi przerwałeś więc... Jak chcesz, możesz mi w podzięce kupić 10 takich soków, a może lepiej nawet 15 – uśmiechnął się do niego bardzo wrednie – Taka moja cena. Mam nadzieję, że szybko spłacisz swój dług – wyminął go i podszedł do automatu – A ty, właściwie gdzie lazłeś, że wpadłeś na tych kolesi?
Rany, Hinata... Dlaczego musisz być aż tak delikatny? Nawet nie chce myśleć jakby Cię oni wykończyli, gdyby Cię dorwali. Prawdziwy z Ciebie głupek! Uhhh... I co ja się właściwie Tobą przejmuję...
- Spoko – machnął ręką na podziękowania Hinaty – Ano... Właśnie szedłem sobie kupić sok z automatu, ale mi przerwałeś więc... Jak chcesz, możesz mi w podzięce kupić 10 takich soków, a może lepiej nawet 15 – uśmiechnął się do niego bardzo wrednie – Taka moja cena. Mam nadzieję, że szybko spłacisz swój dług – wyminął go i podszedł do automatu – A ty, właściwie gdzie lazłeś, że wpadłeś na tych kolesi?
Hinata
10-15? Soków? No chyba
śnisz, Królu. Phi. Chociaż... To i tak lepsze niż nie wiadomo co, bo Kageyama
jest z natury strasznie wredny. Jeszcze by mi kazał robić za niego wszystko.
- A-ah… P-piętnaście soczków... U-uhm... – sięgnął do kieszeni i wyciągnął pieniążki. Co prawda, miał je odłożone na coś innego. Spojrzał na Tobio i przyglądał się jego plecom. Z niewiadomych przyczyn Hinata zarumienił się, kiedy czarnowłosy schylił się i troszkę wypiął w jego stronę. Szybko odwrócił wzrok.
- A-ano... M-mogę ci kupić pięć, przynajmniej na razie... B-bo mam szmal odłożony... A-ale... Albo dobra, kupie ci wszystkie – podszedł do automatu i westchnął. No, teraz to raczej nie pójdę do kina, tak bez grosza, chociaż i tak nie mam z kim iść... Znów na niego spojrzał.
- Normalnie, wyszedłem ze szkoły i po prostu nie zauważyłem, jak ktoś siedział na środku schodów – uśmiechnął się lekko.
- A-ah… P-piętnaście soczków... U-uhm... – sięgnął do kieszeni i wyciągnął pieniążki. Co prawda, miał je odłożone na coś innego. Spojrzał na Tobio i przyglądał się jego plecom. Z niewiadomych przyczyn Hinata zarumienił się, kiedy czarnowłosy schylił się i troszkę wypiął w jego stronę. Szybko odwrócił wzrok.
- A-ano... M-mogę ci kupić pięć, przynajmniej na razie... B-bo mam szmal odłożony... A-ale... Albo dobra, kupie ci wszystkie – podszedł do automatu i westchnął. No, teraz to raczej nie pójdę do kina, tak bez grosza, chociaż i tak nie mam z kim iść... Znów na niego spojrzał.
- Normalnie, wyszedłem ze szkoły i po prostu nie zauważyłem, jak ktoś siedział na środku schodów – uśmiechnął się lekko.
Kageyama
- Ano piętnaście... Całkiem rozsądna ilość, nie sądzisz? –
Kageyama spoglądał na niego dość wrednie i chytrze, ale po chwili poczochrał
mniejszego szybko po głowie – Przestań, żartowałem tylko. Jeden sok mi
wystarczy. Nie jestem aż taki wredny – stanął obok i przyglądał się Hinacie,
jednak szybko odwrócił wzrok i spoglądał gdzieś przed siebie. Jakoś dzisiaj
wyjątkowo towarzystwo Hinaty go nie denerwowało. Normalnie, wow!, jakieś
postępy.
Nagle Kageyama zauważył dwa świstki na ziemi, więc kucnął i je podniósł – Ej, Hinata, nie wypadło ci to przypadkiem z kieszeni? – czarnowłosy przyjrzał się uważnie temu, co trzymał w ręce.
Bilety do kina? A ten co? Na randkę z kimś idzie? Z kim niby?
Nagle Kageyama zauważył dwa świstki na ziemi, więc kucnął i je podniósł – Ej, Hinata, nie wypadło ci to przypadkiem z kieszeni? – czarnowłosy przyjrzał się uważnie temu, co trzymał w ręce.
Bilety do kina? A ten co? Na randkę z kimś idzie? Z kim niby?
Hinata
Odetchnął z ulgą. Całe
szczęście, nie muszę tracić kasy na jakieś soczki, hehe. Kupił to, co
chciał i podał Kageyamie kartonik z rurką.
- Proszę... Aaa! W-wypadło mi! – wyrwał mu bilety – U-uhm, to n-nic takiego... – zarumienił się lekko. – I tak nie są już ważne! – skłamał. Tak naprawdę dziś o godzinie 15:00 rozpoczyna się wyczekiwany film. Schował do kieszeni aktualne bilety. Spojrzał ukradkiem na Tobio. Serce zabiło mu szybciej, ale czemu? – A masz coś do roboty teraz? B-bo widzisz, nudzi mi się... I m-może pójdziemy się przejść? – Co ja wygaduję! Co ja mu proponuję! Dlaczego to powiedziałem...? Głupio by było teraz to odwołać... Znów na niego spojrzał. – U-uhm... D-dobra, zapomnij –Zarumieniony poszedł przed siebie.
- Proszę... Aaa! W-wypadło mi! – wyrwał mu bilety – U-uhm, to n-nic takiego... – zarumienił się lekko. – I tak nie są już ważne! – skłamał. Tak naprawdę dziś o godzinie 15:00 rozpoczyna się wyczekiwany film. Schował do kieszeni aktualne bilety. Spojrzał ukradkiem na Tobio. Serce zabiło mu szybciej, ale czemu? – A masz coś do roboty teraz? B-bo widzisz, nudzi mi się... I m-może pójdziemy się przejść? – Co ja wygaduję! Co ja mu proponuję! Dlaczego to powiedziałem...? Głupio by było teraz to odwołać... Znów na niego spojrzał. – U-uhm... D-dobra, zapomnij –Zarumieniony poszedł przed siebie.
Kageyama
Wziął od niego sok i zaczął mocno wbijać rurkę w kartonik -
Już są nieważne? A szkoda. Z chęcią bym ci wbił na twoją randkę i popsuł ją.
Ah... Tak piękne i wredne by było – Po co ja właściwie tak chcę wiedzieć, z
kim on idzie? Pfff... Przecież niech on sobie łazi z kim chce! Tsk.
Nagle z rozmyśleń wybiło go pytanie Hinaty.
- Mówisz serio? – pił sok i tak trochę się zagapił – Hmm... Ja też nie mam nic do roboty, więc czemu nie... – zaczął iść i starał się wyprzedzić Shōyō. Gdy już Tobio udało się go dogonić, mocno pstryknął rudzielca w czoło – Słyszysz mnie?
Nagle z rozmyśleń wybiło go pytanie Hinaty.
- Mówisz serio? – pił sok i tak trochę się zagapił – Hmm... Ja też nie mam nic do roboty, więc czemu nie... – zaczął iść i starał się wyprzedzić Shōyō. Gdy już Tobio udało się go dogonić, mocno pstryknął rudzielca w czoło – Słyszysz mnie?
Hinata
- Jaka r-randka? G-głupi jesteś! – prychnął i odwrócił głowę
uśmiechając się pod nosem. Hyhy,
wkurzyłem go? Tak myślę... Ale czemu tak głupim tematem jak randka?! Dlaczego,
moje serce szybiej bije? Nie rozumiem... - Słyszę, słyszę – przechodzili
właśnie obok pobliskiego sklepiku. Hinaś normalnie przyklejał się do wystawy. Tyle łakoci! Chcę je wszystkie! Mimowolnie
zaczął się ślinić.
- Mniam, ciekawe ile kosztują tutaj te słodkości! – Zapomniał, że przecież znajdował się obok niego Tobio. Ten, przez którego Hinata miał mały mętlik w głowie. Wbiegł do sklepiku i wyszedł tak szybko jak wszedł.
- Łee! Drogie tu rzeczy, a nie mam tyle pieniędzy – przygryzł wargę – Kiedy indziej. Tak, Hinata, kiedy indziej – uśmiechnął się do siebie.
- Mniam, ciekawe ile kosztują tutaj te słodkości! – Zapomniał, że przecież znajdował się obok niego Tobio. Ten, przez którego Hinata miał mały mętlik w głowie. Wbiegł do sklepiku i wyszedł tak szybko jak wszedł.
- Łee! Drogie tu rzeczy, a nie mam tyle pieniędzy – przygryzł wargę – Kiedy indziej. Tak, Hinata, kiedy indziej – uśmiechnął się do siebie.
Kageyama
- Aż tak lubisz jeść słodycze? – Kageyama zaczął mu się
przyglądać od stóp do głów – Hm... Ciekawe. Nawet po tobie tego nie widać, bo
nie dość że jesteś taki mały, to jeszcze chudy jak mały dzieciak – zaśmiał się
i znów pacnął go w głowę. Chciał trochę podokuczać Hinacie.
- Właściwie, nigdy razem gdzieś nie wychodziliśmy wspólnie... Więc, gdzie mamy iść? Naprawdę nic nie przychodzi mi do głowy – czarnowłosy wypił do końca sok, zgniótł karton i wyrzucił go do najbliższego kosza. Prawdę mówiąc to Kageyamie jakoś dziwnie się podobała ta cała sytuacja z tym wspólnym spędzeniem czasu. Przecież zawsze tego małego, wkurzającego rudzielca widzi tylko na treningach, w szkole. W dodatku zazwyczaj Hinata go drażni, przez co się wydziera na niego i całe Karasuno tylko się z nich śmieje lub uspokaja, ale teraz... Hm... No właśnie, co teraz? Dlaczego mnie on tak nie wkurza jak zawsze? A może to ze mną jest coś nie tak?
- Właściwie, nigdy razem gdzieś nie wychodziliśmy wspólnie... Więc, gdzie mamy iść? Naprawdę nic nie przychodzi mi do głowy – czarnowłosy wypił do końca sok, zgniótł karton i wyrzucił go do najbliższego kosza. Prawdę mówiąc to Kageyamie jakoś dziwnie się podobała ta cała sytuacja z tym wspólnym spędzeniem czasu. Przecież zawsze tego małego, wkurzającego rudzielca widzi tylko na treningach, w szkole. W dodatku zazwyczaj Hinata go drażni, przez co się wydziera na niego i całe Karasuno tylko się z nich śmieje lub uspokaja, ale teraz... Hm... No właśnie, co teraz? Dlaczego mnie on tak nie wkurza jak zawsze? A może to ze mną jest coś nie tak?
Hinata
- Lubię! Kocham
słodycze! Mógłbym jeść tylko to! – wyszczerzył się maluszek. – Nie jestem wcale
taki mały jak dzieciak! – machał łapkami ze zdenerwowania. – Bakayama! –
wystawił język. – Hmm… - zamyślił się. A może serio się zapytam, o ten mały
wypad do kina? Co mam do stracenia? Chyba nic, nie?
Wyobraził sobie, że
razem z Kageyamą siedzą w sali kinowej. Położył dłoń na podłokietniku, a Tobio
złapał go za rękę i już się nachylał nad jego twarzą... CO?! O czym ja
myślę?! Nie! To by się nigdy nie zdarzyło! Dlaczego mnie to tak zawstydziło? Potrząsnął
przecząco głową na samą myśl. Jego policzki były strasznie gorące i czerwone.
- Aa...ah... N-no nie wiem, a gdzie masz ochotę wpaść? – spojrzał na niego. – Może pójdziemy do księgarni? – zarzucił - Muszę kupić sobie jakieś mangi... I nie wiem czy już jest seria, którą zbieram. Co ty na to? – spojrzał na niego. Blisko księgarni jest kino. Może on sam zaproponuje wypad do kina? O!
- Aa...ah... N-no nie wiem, a gdzie masz ochotę wpaść? – spojrzał na niego. – Może pójdziemy do księgarni? – zarzucił - Muszę kupić sobie jakieś mangi... I nie wiem czy już jest seria, którą zbieram. Co ty na to? – spojrzał na niego. Blisko księgarni jest kino. Może on sam zaproponuje wypad do kina? O!
Kageyama
- Bakayama? He? Co?! – Tobio mocno złapał Hinatę za głowę –
Następnym razem chyba zrezygnuje z ratowania cię, ty mały... – gdy mu ściskał
główkę, po chwili zaczął ją jakoś nieświadomie czochrać. Jakie Hinata ma
miękkie włosy. Jak on to robi, że za każdym razem odstają mu w inną stronę?
Haha. Dopiero po chwili dotarło do Kageyamy, co właściwie robi, więc szybko
jak oparzony zabrał dłoń i lekko się zarumienił.
- Um... Tsa. Księgarnia, mówisz? OK, możemy tam iść. Właściwie zamierzałem kupić kiedyś jedną książkę, ale nie miałem czasu więc... Heh – poprawił sobie torbę na ramieniu i schował ręce do kieszeni. W milczeniu szedł obok rudzielca.
- Um... Tsa. Księgarnia, mówisz? OK, możemy tam iść. Właściwie zamierzałem kupić kiedyś jedną książkę, ale nie miałem czasu więc... Heh – poprawił sobie torbę na ramieniu i schował ręce do kieszeni. W milczeniu szedł obok rudzielca.
Hinata
Już chciał głośno
się wydrzeć, aby ten idiota go puścił. Jednakże, spodobało mu się te jego
głaskanie. Urocze. Uśmiechnął się, znów mu serce przyśpieszyło.
Ooo... Zabrał dłoń, szkoda... Pomyślał i kiwnął głową. Co jakiś czas zerkał
na Kageyamę. Jak by się tak zastanowić, to od jakiegoś czasu, kiedy znajduję
się blisko niego, same uginają mi się nogi. Czuję wyraźne... Dziwne mrowienie w
brzuchu, co to jest? Zamyślił się głęboko. Po jakimś czasie znaleźli się
pod księgarnią. Hinata w dalszym ciągu szedł bijąc się z myślami i wpadł
znów... Tym razem na coś. Uderzył się w mocno w czoło o lampę.
- Ała! Tss.. –
krzyknął, masując czółko, które nieźle go piekło. Spojrzał za siebie na
pękającego ze śmiechu kolegę.
- Nie śmiej się, głupku! – napuszył policzki i wszedł zły do raju moli książkowych.
- Nie śmiej się, głupku! – napuszył policzki i wszedł zły do raju moli książkowych.
Kageyama
- Hahaha! A co, zabronisz mi się śmiać? – Kageyama starał
się opanować. Kiedy wszedł za Hinatą do tej księgarni, zaczął się rozglądać po
pomieszczeniu, ale i tak w większości skupiał swoją uwagę na tym małym
ciamajdzie – Jakie mangi zbierasz, tak w ogóle? – podszedł bliżej Hinaty i
wziął sobie do ręki jakąś mangę, która akurat leżała na stole. Los tak chciał,
że przejechał wtedy przypadkowo swoją dłonią po dłoni mniejszego. Co sprawiło,
że już Tobio miał dziwne rozmyślenia. Ahh... Wolałbym pójść z nim gdzieś
indziej. Tutaj jest za dużo ludzi i za mało prywatności...Tsk. Zresztą... Nie
pierwszy raz go dotykam. Pfff. A się zachowuję tak, jakby to było coś
wyjątkowego. Haha. Kageyama, ogarnij życie.
- Ja czasem też jakieś mangi czytam, ale głównie sportówki albo jakieś walki. Czytasz podobne, Hinata? – przyglądał mu się ukradkiem zza tej mangi i starał się zagadywać go czymś. Chciał po prostu jak najszybciej pozbyć się swoich dziwnych myśli.
- Ja czasem też jakieś mangi czytam, ale głównie sportówki albo jakieś walki. Czytasz podobne, Hinata? – przyglądał mu się ukradkiem zza tej mangi i starał się zagadywać go czymś. Chciał po prostu jak najszybciej pozbyć się swoich dziwnych myśli.
Hinata
Wziął pierwszą
lepszą mangę do ręki, przez co z tyknął się z dłonią nastolatka, z którym
właśnie przebywał. Zarumienił się, cofnął szybko łapkę. Rozglądał się w
poszukiwaniu swojego tytułu.
- Też sportówki i mechy. Co prawda, lubię każdy rodzaj, byle by z fajną fabułą – Gdy w końcu znalazł to czego szukał, krzyknął radośnie - Znalazłem! – zadowolony wziął do ręki trzy tomy.
- Idę zapłacić, kupujesz coś? – nagle zaburczało mu w brzuszku. Tym bardziej się zawstydził.
- Też sportówki i mechy. Co prawda, lubię każdy rodzaj, byle by z fajną fabułą – Gdy w końcu znalazł to czego szukał, krzyknął radośnie - Znalazłem! – zadowolony wziął do ręki trzy tomy.
- Idę zapłacić, kupujesz coś? – nagle zaburczało mu w brzuszku. Tym bardziej się zawstydził.
Kageyama
- Mhm, to dobrze. Ja jednak nie będę kupować tej książki,
może kiedy indziej – machnął ręką, właściwie, to nie chciał nawet żadnej
książki kupować, ale niech będzie. Spojrzał na mniejszego.
- Jesteś głodny, cooo? Haha. Chcesz, to możemy iść do jakieś budki. Wiem, że jedna stoi przy tym kinie tutaj obok. Albo... właściwie możemy iść do kina i wtedy tam sobie kupić jakieś żarcie – Król podrapał się po włosach z tego lekkiego zażenowania... Hehe. He... Co ja właściwie mówię...?
- Zresztą! Pf! Tak tylko palnąłem. Wiesz, może chodźmy już stąd. Poczekam na ciebie przed wejściem – Kagey chrząknął i wyszedł z budynku.
- Jesteś głodny, cooo? Haha. Chcesz, to możemy iść do jakieś budki. Wiem, że jedna stoi przy tym kinie tutaj obok. Albo... właściwie możemy iść do kina i wtedy tam sobie kupić jakieś żarcie – Król podrapał się po włosach z tego lekkiego zażenowania... Hehe. He... Co ja właściwie mówię...?
- Zresztą! Pf! Tak tylko palnąłem. Wiesz, może chodźmy już stąd. Poczekam na ciebie przed wejściem – Kagey chrząknął i wyszedł z budynku.
Hinata
Uważnie słuchał, co ten pajac wygaduje. Ale, że co? Że teraz do kina z nim? Idealnie! Szybko zapłacił za
mangi, upchał do torby swoje zakupy i wybiegł za nim. – Kageyama! N-no, bo
wiesz... – wyciągnął bilety z kieszeni. - N-nie chciałbym, aby się
zmarnowały... Bo one dalej są aktualne. Więc, no... Może pójdziemy razem? Mam
dwa bileciki. Widziałeś zresztą –uśmiechnął się lekko, patrząc na niego z
błyskiem w oczach.
Kageyama
- Haaaa? Co ty, głupi jesteś? Czemu w takim razie mi
mówiłeś, że są nieaktualne? Przecież nie pchał bym się na chama byś mnie
wziął... – Tobio trochę źle odebrał to, co mówił Hinata, dlatego miał na niego
małego focha. No cóż.
- Skoro masz jednak te bilety, to ja w takim razie kupie żarcie. Chyba, że nie chcesz ze mną iść, to powiedz. Nie obrażę się. A nie lubię ludzi, którzy nie umieją do końca wypowiedzieć swoich myśli, pf – O ironio. Co ja gadam? Sam często nie umiem tak mówić. I już mnie On zaczyna wkurzać. Może to i dobrze. Coś za miły ostatnio dla Niego jestem.
- Skoro masz jednak te bilety, to ja w takim razie kupie żarcie. Chyba, że nie chcesz ze mną iść, to powiedz. Nie obrażę się. A nie lubię ludzi, którzy nie umieją do końca wypowiedzieć swoich myśli, pf – O ironio. Co ja gadam? Sam często nie umiem tak mówić. I już mnie On zaczyna wkurzać. Może to i dobrze. Coś za miły ostatnio dla Niego jestem.
Hinata
- A-ano, b-bo... –
spuścił głowę. – N-nie miałem z kim iść... A n-nie wiedziałem, czy ty byś
chciał iść ze mną... Jeszcze na taki fantastyczny film, to tym bardziej nie
sądziłem, że miałbyś ochotę się przejść – mamrotał, podniósł głowę. – Chcę iść
z tobą do tego durnego kina, okej?! - Hinaś zezłościł się trochę. Nie lubił się
tłumaczyć. Spojrzał Kageyamie w oczy, a w brzuchu poczuł znowuż to dziwne
uczucie. Aaa! Co to ma być? Wyglądał teraz jak dorodny pomidor, idealnie
czerwony. Odwrócił się i spoliczkował. Dlaczego się tak speszyłem?
Kageyama
Normalnie aż wbiło go w ziemie, kiedy widział i słyszał
takiego zezłoszczonego małego rudzielca. W dodatku jeszcze krzyknął na
rozgrywającego, no niesamowite.
Król też się trochę zaczerwienił, kiedy widział tą dziwną reakcję Hinaty. A także to szczere spojrzenie w oczy. Jezu, głupku... O co Ci chodzi? Przestań dawać mi jakieś dziwne znaki, bo sobie coś jeszcze pomyślę..
- Okej. W takim razie idziemy razem. Więc chodź – złapał mniejszego za dłoń wyżej nadgarstka i ciągnął lekko do wejścia. Puścił go dopiero przy kasie.
- Idę po to... no... Jedzenie tam, naprzeciwko, więc zaraz wrócę – chrząknął, nie spoglądał już na Shōyō, tylko w ciszy poszedł do tego kinowego sklepiku. Kupił jakiś wielki popcorn, naczosy z sosem i dwie cole.
Hah, jeszcze nie tak dawno nie mogłem znieść obecności Hinaty, a teraz co? Po prostu sobie z nim ćwiczę na treningach, chodzę z nim teraz po mieście i nawet jestem w kinie? Haha. To jest jakieś chore. W dodatku, czemu mi się to podoba? Zakochałem się w nim, czy co? Pfff. Ta, jasne. Musiałbym chyba być największym idiotą świata by to zrobić.
Król też się trochę zaczerwienił, kiedy widział tą dziwną reakcję Hinaty. A także to szczere spojrzenie w oczy. Jezu, głupku... O co Ci chodzi? Przestań dawać mi jakieś dziwne znaki, bo sobie coś jeszcze pomyślę..
- Okej. W takim razie idziemy razem. Więc chodź – złapał mniejszego za dłoń wyżej nadgarstka i ciągnął lekko do wejścia. Puścił go dopiero przy kasie.
- Idę po to... no... Jedzenie tam, naprzeciwko, więc zaraz wrócę – chrząknął, nie spoglądał już na Shōyō, tylko w ciszy poszedł do tego kinowego sklepiku. Kupił jakiś wielki popcorn, naczosy z sosem i dwie cole.
Hah, jeszcze nie tak dawno nie mogłem znieść obecności Hinaty, a teraz co? Po prostu sobie z nim ćwiczę na treningach, chodzę z nim teraz po mieście i nawet jestem w kinie? Haha. To jest jakieś chore. W dodatku, czemu mi się to podoba? Zakochałem się w nim, czy co? Pfff. Ta, jasne. Musiałbym chyba być największym idiotą świata by to zrobić.
Hinata
- U-uhm – kiwnął
główką. Nieco dziwnie się czuł, kiedy Kageyama go ciągnął za rączkę. Miał taką
dużą, ciepłą dłoń. O nie, znów to uczucie! Motylki w brzuchu! Nie rozumiem,
w dalszym ciągu tego nie czaję!
- Okej, zaczekam. – stał oparty o ścianę, spoglądając na niego. Kiedy wracał, odwrócił wzrok gdzie indziej.
- No, ileż można czekać – uśmiechnął się wrednie i przejrzał bilety. - No, to… Rząd dwunasty, a miejsca to... dziewięć i dziesięć. Hahaha! Jak śmiesznie, przypadek? – spojrzał znów na Tobio i szeroko się uśmiechnął. Wziął od niego picie i machnął głową, na znak aby za nim ruszył. Aww! Nareszcie zobaczę ten film. W dodatku z nim… Z nikim innym tylko nim. Jego policzki ciągle były zaczerwienione. Weszli do sali, a rudy już biegł po schodkach.
- Okej, zaczekam. – stał oparty o ścianę, spoglądając na niego. Kiedy wracał, odwrócił wzrok gdzie indziej.
- No, ileż można czekać – uśmiechnął się wrednie i przejrzał bilety. - No, to… Rząd dwunasty, a miejsca to... dziewięć i dziesięć. Hahaha! Jak śmiesznie, przypadek? – spojrzał znów na Tobio i szeroko się uśmiechnął. Wziął od niego picie i machnął głową, na znak aby za nim ruszył. Aww! Nareszcie zobaczę ten film. W dodatku z nim… Z nikim innym tylko nim. Jego policzki ciągle były zaczerwienione. Weszli do sali, a rudy już biegł po schodkach.
Kageyama
- Dziewięć i dziesięć? Kurde. To przeznaczenie – również się
zaśmiał, co było zdecydowanie nie w jego stylu, więc szybko spoważniał i znów
starał się nałożyć tę „maskę” ze swoim znanym grymasem.
- Co to w ogóle jest za gatunek filmu? Fantastyczny jakiś, tak? Akurat takie filmy to lubię – szedł spokojnym krokiem, nie to co Hinata, który zaraz najchętniej pewnie by tu zaczął skakać i krzyczeć.
Haha. Idiota... Tobio uśmiechnął się pod nosem, gdy tak się gapił na Shōyō i myślał. Usiadł obok tego rudego głupka.
- Co to w ogóle jest za gatunek filmu? Fantastyczny jakiś, tak? Akurat takie filmy to lubię – szedł spokojnym krokiem, nie to co Hinata, który zaraz najchętniej pewnie by tu zaczął skakać i krzyczeć.
Haha. Idiota... Tobio uśmiechnął się pod nosem, gdy tak się gapił na Shōyō i myślał. Usiadł obok tego rudego głupka.
Hinata
- Tak, fantasy –
uśmiechnął się. – Matko, rok czekałem na premierę! – wyszczerzył się i spojrzał
na niego. – Cieszę się, że ze mną przyszedłeś! – upił trochę coli, jednak to,
co powiedział było... zawstydzające. Wpatrywał się teraz w wielki ekran,
zajmując podłokietnik Kageyamie. – Haha! Moje! – uśmiechnął się złośliwie.
Nareszcie reklamy się skończyły. Zgasły światła i zaczął się seans.
Kageyama
Czarnowłosy spoglądał na ekran, ale jakoś nie mógł skupić
się na tym filmie. A przecież obsada była bardzo dobra, więc czemu?
- Eh – spojrzał ukradkiem na Hinatka, który z zafascynowaniem oglądał film, a przynajmniej tak się wydawało.
Hm... Jest ciemno. Nikt nas nie widzi. Więc... może? Ughh... Kagey ugryzł się w wargę i odwrócił głowę w drugą stronę, aby trochę ochłonąć. Nie jestem przecież gejem. Co to, to nie! Więc czemu mam takie… obrzydliwe myśli? Boże... Jestem nienormalny. Dobra. Trudno. Zobaczę, czy go wystraszę samym dotykiem..
Wtedy Kageyama znów na niego spojrzał tyle, że tym razem położył dłoń na jego dłoni i delikatnie splótł ich palce. Coraz mocniej biło mu serce, bo Hinata był tak blisko. Pewnie znowu wyzwie go od głupka.
- Eh – spojrzał ukradkiem na Hinatka, który z zafascynowaniem oglądał film, a przynajmniej tak się wydawało.
Hm... Jest ciemno. Nikt nas nie widzi. Więc... może? Ughh... Kagey ugryzł się w wargę i odwrócił głowę w drugą stronę, aby trochę ochłonąć. Nie jestem przecież gejem. Co to, to nie! Więc czemu mam takie… obrzydliwe myśli? Boże... Jestem nienormalny. Dobra. Trudno. Zobaczę, czy go wystraszę samym dotykiem..
Wtedy Kageyama znów na niego spojrzał tyle, że tym razem położył dłoń na jego dłoni i delikatnie splótł ich palce. Coraz mocniej biło mu serce, bo Hinata był tak blisko. Pewnie znowu wyzwie go od głupka.
Hinata
Zerknął na swoją
rączkę. O matko... Nie wierze w to, co widzę i przede wszystkim, czuję.
W tym momencie Hinata palił się ze wstydu. Czuł, że serce wyskoczy mu zaraz z
piersi. Tyle emocji. Ścisnął mocniej jego dłoń. Nie patrzył się na niego, za
bardzo był zdenerwowany i speszony. Przez ten mały gest nie mógł skupić się na
filmie, myślami był całkiem gdzie indziej.
I tak minął czas, bardzo przyjemnie. Z czasem Hinaś się przyzwyczaił i trzymał luźniej rąsie Kageya. Zajadał nachosy i zrobił z nich śmieszny dziubek. – Patrz, Kageyama! – uśmiechnął się szeroko. Wyglądał zupełnie jak kaczka.
I tak minął czas, bardzo przyjemnie. Z czasem Hinaś się przyzwyczaił i trzymał luźniej rąsie Kageya. Zajadał nachosy i zrobił z nich śmieszny dziubek. – Patrz, Kageyama! – uśmiechnął się szeroko. Wyglądał zupełnie jak kaczka.
Kageyama
Tobio oglądał niby ten film, ale i tak z niego prawie nic
nie wiedział. Za bardzo skupiał się na Hinacie. W dodatku nawet nie odrzucił
ręki Kageyamy, więc.. to bardziej go motywowało.
Trzyma mnie nadal. Ale może tylko dla żartów? Chociaż... W sumie po co miałby to robić dla jaj? Może jednak nie przeszkadza mu to? Albo po prostu uważa, że normalne. Ale... Aż tak głupi, to on chyba nie jest...
- Hm? – spojrzał w końcu na niego, kiedy rudy go zawołał. No i Tobio przestał się przejmować tym, co sobie tamten pomyśli. W końcu raz się żyje. W dodatku Kagey uświadomił sobie, że czuje wyraźnie coś do Shōyō.
Trzyma mnie nadal. Ale może tylko dla żartów? Chociaż... W sumie po co miałby to robić dla jaj? Może jednak nie przeszkadza mu to? Albo po prostu uważa, że normalne. Ale... Aż tak głupi, to on chyba nie jest...
- Hm? – spojrzał w końcu na niego, kiedy rudy go zawołał. No i Tobio przestał się przejmować tym, co sobie tamten pomyśli. W końcu raz się żyje. W dodatku Kagey uświadomił sobie, że czuje wyraźnie coś do Shōyō.
Hinata
- Jestem kaczką, kwa-kwa, kwa-kwa! Haha – zachichotał.
Głupiutki Hinaś, spojrzał na Kageyamę... Czarnowłosy dziwnie się na niego
patrzył. O co mu chodzi? Hinata myślał, że zaraz umrze z nerwów, jego
serce nie wytrzyma. Strasznie się stresował. Jednak patrzył mu prosto w oczy,
były takie... – Piękne...
Kageyama
Huhuhu~ :> Dziękuję bardzo za podziękowania~ c:
OdpowiedzUsuńShot mnie rozczulił, rozbawił i... głównie rozbawił xD Jednak tej końcówki Wam nie wybaczę =_= Ale wiedzcie, że z niecierpliwością czekam na kolejną część ^^ Jeez... Oni są tacy słodziutcy >///< I jeszcze to złapanie za rączki <3
Ruda kaczka atakuje! xD I tak oto nadszedł koniec świata... xD
Dobra, dziewczyny, ja wam życzę mnóstwo weny oraz pomysłów i żeby leń was nie zniewolił! :D
Pozdrawiam, Lisa :>
Haha. Bardzo nam miło, że Ci się podoba ♥ Końcówka specjalnie została urwana by wzbudzić ciekawość ;w; Kagehina jest po prostu strasznie milusim paringiem dlatego aż przyjemnie się pisze z nich ff.
UsuńAno dziękujemy Lisa <3 Postaramy się jak najczęściej coś tu dodawać :3 /Kion
Pomysł był sam w sobie świetny, naprawdę. Obie piszecie też dobrze, ale starajcie się, żeby to nie bylo monotonne i unikajcie licznych powtorzeń. Paring... Omatko, mój ulubiony. Powodzenia, mam Waszego bloga na oku~ X33
OdpowiedzUsuńDziękujemy bardzo ;)) Wiesz czasem trochę trudno nam zastąpić niektóre słowa dlatego mamy niekiedy powtórzenia. Jednakże wciąż będziemy starać się pisać najlepiej jak tylko umiemy! :D
UsuńKagehina to również nasz ulubiony paring także myślę, że co jakiś czas coś tu będziemy wrzucać bo mamy jeszcze kilka fajnych pomysłów. /Kion
O rany, rany *-*
OdpowiedzUsuńNormalnie zakochałam się, a to jest rzadkością o.o
Ogólnie całość mi się podoba, ale muszę zabić za takie zakończenie! T^T
Cóż, czekam z ogromną niecierpliwością na dalszy ciąg opowiadania i życzę wełny <3
Strasznie nie podoba mi się to, jak jest napisane. Zgaduję, że pisałyście to w formie rp? A nie myślałyście może nad sklejeniem tego w jedną, ładną całość, zamiast tak przerywać po chwili? Rozumiem, że wam jest wygodnie i że dla was to niezły fun, ale czytanie w ten sposób jest dość męczące. O ile początek był w porządku, bo był długi, tak im dalej, tym gorzej. Pod względem fabularnym źle nie jest, ciekawe.
OdpowiedzUsuń